Wirusy tworzą ukrytą warstwę w oceanach. Tamtejsze ekosystemy są dziwniejsze niż myśleliśmy

Głęboko pod taflą oceanu istnieje enigmatyczna warstwa wody odznaczająca się wyjątkowo wysokim stężeniem tlenu. Przez lata nauka tłumaczyła jej istnienie przede wszystkim procesami fizycznymi, na przykład prądami morskimi i pionowym mieszaniem mas wodnych. Najnowsze badania przeprowadzone na Morzu Sargassowym każą jednak od nowa przemyśleć to zjawisko. Okazuje się, że za kluczowy mechanizm odpowiedzialny mogą być mikroskopijni, wirusowi mieszkańcy oceanów.
...

Podpowierzchniowe maksimum tlenu

Warstwa, określana w literaturze jako SOM (subsurface oxygen maximum), znajduje się stosunkowo płytko, zaledwie kilkadziesiąt metrów pod powierzchnią, tuż pod tak zwaną warstwą mieszaną. Szczególnie dobrze widoczna jest w oceanach oligotroficznych, czyli ubogich w składniki odżywcze. Dane zebrane w ramach długoterminowego programu monitorowania Bermudzkiego Atlantyku ukazują skalę zjawiska: nasycenie tlenem w tej strefie jest średnio o 6,47% wyższe niż w warstwie mieszanej i aż o 13,9% większe w porównaniu z głębszym maksimum chlorofilu.

Czytaj też: Ponad połowy jego genów nie umiemy nazwać. A mimo to może tłumaczyć, skąd wzięły się komórki jak nasze

Tak znaczący przyrost trudno wytłumaczyć samym transportem tlenu z powierzchni. Co więcej, historyczne zapisy z lat 1988-2019 pokazują, że warstwa ta żyje własnym, sezonowym rytmem. Stężenie tlenu waha się w ciągu roku o około 6,79%, osiągając swój szczyt zwykle w sierpniu, już po zakończeniu okresu intensywnego, zimowego mieszania wód.

Jak wirusy produkują tlen w oceanie?

Prawdziwym motorem napędowym tego procesu są, o dziwo, wirusy. Konkretnie cyjanofagi, które infekują Prochlorococcus, czyli niezwykle liczne, fotosyntetyzujące bakterie morskie. Mechanizm ten działa jak precyzyjna biologiczna pompa. Wirusy atakują komórki Prochlorococcus, rozrywając je i uwalniając do wody rozpuszczoną materię organiczną oraz związki odżywcze, przede wszystkim amoniak. Uwolnione substancje natychmiast wykorzystują inne bakterie heterotroficzne, a amoniak wraca do obiegu, zasilając pozostałe, żywe komórki Prochlorococcus. To błyskawicznie przyspiesza fotosyntezę i, co za tym idzie, produkcję tlenu. W warstwie SOM około 7% komórek Prochlorococcus jest aktywnie infekowanych: 2,8% przez wirusy typu T4 i 4,1% przez typ T7.

Aktywność cyjanofagów w tej strefie jest nieproporcjonalnie wysoka. Wirusy T4 występują tam od 3 do 5,5 raza częściej niż przy powierzchni, a typ T7 aż 19-krotnie. Jak trafnie zauważył Steven Wilhelm, jeden z autorów badania:

Czasami ich aktywność polega w takim samym stopniu na stymulowaniu wzrostu i produkcji, jak na chorobie

W tym układzie wirusy pełnią więc rolę nie tyle niszczycieli, co raczej katalizatorów, wymuszających szybszy obieg pierwiastków i intensyfikujących produkcję tlenu przez ocalałe mikroorganizmy.

Zmiany klimatu a przyszłość warstwy tlenowej

Cykl życia warstwy SOM jest ściśle zsynchronizowany z sezonowymi zmianami w oceanie. Formuje się na wiosnę, kwitnie latem, by zniknąć wraz z nadejściem jesienno-zimowego mieszania. Ten przewidywalny rytm może jednak zostać zaburzony. Ocieplanie się wód powierzchniowych prowadzi do coraz silniejszej stratyfikacji oceanów: warstwa mieszająca się płycieje, a zimowe mieszanie słabnie.

Czytaj też: Ostatni posiłek wilczego szczeniaka okazał się kapsułą czasu dla wymarłego giganta

Może to fundamentalnie zmienić warunki, w jakich funkcjonuje zarówno SOM, jak i cały mechanizm, o którym mówimy. Naukowcy podkreślają, że infekcje wirusowe muszą zostać uwzględnione w modelach oceanicznych jako istotny element wpływający na dynamikę obiegu węgla. To fascynujące, jak mikroskopijne interakcje mogą kształtować właściwości fizyczne całych warstw wody grubości dziesiątek metrów. Badania z Morza Sargassowego bez wątpienia otwierają nowy rozdział. Kolejnym krokiem będzie sprawdzenie, czy identyczny mechanizm działa w innych ubogich w składniki odżywcze oceanach i jak zareaguje na postępujące zmiany klimatyczne.