Hala Estrel Convention Center w Berlinie 1 kwietnia 2000 r. zgromadziła sześć tysięcy kibiców, którzy przyszli na własne oczy obejrzeć walkę wieczoru. Tytułu mistrza świata WBO po raz trzeci miał bronić starszy z braci Kliczków – Witalij. Komentatorzy lubili powtarzać, że ma pięści wykute ze stali – nie byli wcale gołosłowni, biorąc pod uwagę fakt, że nie przegrał żadnej z dotychczasowych walk, a większość rywali znokautował. W drugim narożniku stanął szybki i zwinny Chris Byrd. Amerykanin w ostatniej chwili zastąpił Donovana Ruddocka, który na siedem dni przed walką odwołał pojedynek ze względu na zatrucie pokarmowe.

Byrd, choć niższy od Kliczki blisko 20 cm, okazał się wyjątkowo odporny na ciosy. Zgodnie z bukmacherskimi zakładami Ukrainiec był faworytem. Udowadniał to już od momentu, kiedy rozbrzmiał pierwszy gong. Jednak to, co wydarzyło się w rundzie dziewiątej, dla kibiców wyglądało jak primaaprilisowy żart. Mając zdecydowaną przewagę (na koncie jednego sędziego miał wygranych 8 z 9 rund, u dwóch pozostałych 7 z 9), nagle zrezygnował z walki. Okazało się, że nabawił się kontuzji barku i nie chce ryzykować. Takim obrotem spraw zaskoczony był sam Byrd, który stał się nowym właścicielem mistrzowskiego pasa federacji WBO.

Na sali dało się słyszeć szydercze krzyki i gwizdy. Będą towarzyszyły bokserowi przez kolejne trzy lata. Mimo że kontuzja okazała się rzeczywiście poważna (pauzował przez nią siedem miesięcy), nie wzbudziła większego współczucia.

Witalijowi zarzucano brak serca do walki i pieszczenie się. Bez litości pastwiły się nad nim sportowe magazyny i komentatorzy. Doszło nawet do tego, że potrzebował pomocy psychologa. Zanim Witalij Kliczko stał się znakiem firmowym Ukrainy i dorobił się statusu idola, miał w życiu wiele słabszych momentów. – Nic tak nie sprowadza człowieka na ziemię jak pogruchotane ego – przyznał dziennikarzowi niemieckiej stacji.

KICK-BOKSER

Biełowodskoje to mała wioska w pół-nocnym Kirgistanie. Tam przyszedł na świat Witalij w 1971 roku. Matka była nauczycielką, ojciec wojskowym i to jego praca wyznaczała rytm życia całej rodziny. Obowiązki zmuszały go do ciągłych przeprowadzek, toteż państwo Kliczkowie podróżowali po całym Związku Radzieckim. Życie Witalija i jego o pięć lat młodszego brata Władimira nie było łatwe. W każdej szkole byli nowi, a kiedy zagrzali już miejsce, trzeba było dalej ruszać w drogę. To odpowiedź na pytanie o zażyłość obu braci. Od małego mogli liczyć tylko na siebie. Dopiero w 1984 roku osiedli na stałe na Ukrainie.

Bracia Kliczko nigdy nie byli aniołkami. W dzieciństwie wrzucali do ogniska znalezione na terenie bazy wojskowej granaty i amunicję. Do dziś wspominają, jakie ojciec spuścił im lanie za przyniesienie do domu wielkiej miny przeciwpancernej i schowanie jej pod jego łóżkiem. „Nigdzie indziej nie było miejsca” – śmieją się, wspominając tę historię w filmie dokumentalnym Sebastiana Dehnhardta „Bracia Klitschko” (2011).

Boks nie był pierwszą fascynacją Ukraińca. Miał co prawda predyspozycje do trenowania sportów siłowych, w wieku  14 lat zdecydował się jednak na popularny wówczas kick-boxing. W pierwszej połowie lat 90. przyjeżdżał nawet na treningi do Polski, gdzie ćwiczył z Przemysławem Saletą. Polski mistrz nie oszczędzał kolegi zza wschodniej granicy. W czasie jednej z walk Saleta obił go tak mocno, że Witalij zapamiętał sobie tę lekcje na długo i zaprosił po latach na rewanż. Zanim całkowicie poświęcił się treningom bokserskim, jako amator zdążył zostać kilkakrotnym mistrzem świata w kick-boxingu w formule full contact.

 

Sport rozbudził w nim ciekawość świata i ludzi. To dzięki niemu miał szansę wyjeżdżać do krajów zachodnich, o których tyle słyszał. Kiedy po raz pierwszy wyjechał do Stanów Zjednoczonych, na walkę USA vs. Związek Radziecki, był zachwycony Ameryką. Po powrocie powiedział ojcu, że wszystko, czego uczyli go w szkole na temat Stanów Zjednoczonych, to jedno wielkie kłamstwo. – Wciskali nam kit – stwierdził. Ojciec, komunista z krwi i kości, miał obstawać przy swoim i twierdzić, że to na pewno propaganda i że pokazali mu tylko kawałek kraju, by odstawić przed nim szopkę. Ta zabawna anegdota okazała się o tyle istotna, że nauczyła go nieulegania emocjom i powierzchownym opiniom. – Chcesz wyrobić sobie zdanie na jakiś temat, to przekonaj się o tym sam – skwitował w jednym z wywiadów.

BOKSER

Kiedy przyszła fascynacja boksem, szybko zauważono drzemiący w Witaliju potencjał. Był wysoki i nieprawdopodobnie silny; wielu jego sparingowych partnerów wywożono z urazami do szpitala. Tak budował swoją legendę. Do czasu przejścia w 1996 roku na bokserskie zawodowstwo miał na koncie kolejne sukcesy: został mistrzem Europy juniorów w 1993 r., a rok później, także jako junior, srebrnym medalistą mistrzostw świata. Pięciokrotnie zdobywał też mistrzostwo Ukrainy. W tym samym czasie sportowe sukcesy, wcale nie gorsze, odnosił młodszy brat Władimir. Potężni bracia szybko zdobyli uznanie w świecie boksu.

W 1996 r. odbywały się Letnie Igrzyska Olimpijskie w Atlancie. Miał na nie jechać Witalij, jednak został zdyskwalifikowany za doping. Aferę nagłośniono w 2004 roku. W wydanej wówczas autobiografi­i Kliczko przyznał się do obecności niedozwolonych środków w swoim organizmie. Tłumaczył, że winę za ten stan ponosił lekarz, który nie do końca świadomie podał mu sterydy na zaleczenie kontuzji. W każdym razie do Atlanty pojechał Władimir i wrócił z medalem dla Ukrainy. Sukces był ogromny. Po walce z gratulacjami zadzwonił słynny promotor sam Don King i zaprosił braci Kliczków do siebie. Byli w szoku, zapraszał ich człowiek, który wypromował Muhammada Alego i Mike’a Tysona. Już na pierwszym spotkaniu King proponował im podpisanie z nim kontraktu. Bracia nie dali się jednak przytłoczyć legendzie i odmówili. King miał wiele ciemnych interesów na koncie i bez mrugnięcia okiem wykorzystywał bokserów, dlatego Kliczkowie do dzisiaj mówią o nim nie inaczej niż oszust.

Choć zrezygnowali ze znanego promotora i kariery w USA, nie gorzej wiodło im się w Hamburgu, gdzie związali się z niemiecką grupą Universum dowodzoną przez Klausa-Petera Kohla. W tym czasie gwiazdą był tam Dariusz Michalczewski i to nasz rodak dostawał najlepsze walki i transmisje telewizyjne. Kliczkowie szybko odnaleźli się w nowej bokserskiej rodzinie. Pierwszą zawodową walkę Witalij stoczył 16 listopada 1996 r. Znokautował wtedy w drugiej rundzie Tony’ego Bradhama. Po pierw-szych zwycięstwach w Niemczech Witalij coraz częściej walczył na najlepszych arenach w USA. W 1999 roku zdobył tytuł mistrza świata organizacji WBO, pokonując przez nokaut Herbiego Hide’a.

 

Rok później doszło do niesławnego przerwania walki z Chrisem Byrdem. Trzy lata później ponownie przegrał, tym razem z Lennoxem Lewisem, o pasy WBC i IBO, jednak to sędzia przerwał walkę w siódmej rundzie. Problemem była krwawiąca rana nad okiem. Nie pomogły protesty Ukraińca. Witalij, choć walki nie wygrał, odzyskał szacunek kibiców.

Więcej porażek nie miał. Szedł za to jak burza, wygrywając kolejne pasy mistrzowskie w kategorii superciężkiej. W kwietniu 2004 r. zdobył tytuł mistrza świata organizacji WBC, pokonując Corriego Sandersa. Po pokonaniu 12 grudnia 2004 r. Danny’ego Williamsa Kliczko ogłosił zakończenie sportowej kariery. Nie na długo. Na ring powrócił 11 października 2008 roku podczas gali w berlińskiej O2 World Arena, pokonując Nigeryjczyka Samuela Petera i odbierając mu mistrzostwo świata wagi ciężkiej organizacji WBC. Potem kolejne walki. Pokonał m.in. Juana Carlosa Gómeza (03.2009), Chrisa Arreolę (09.2009), Kevina Johnsona (12.2009), Alberta Sos- nowskiego (05.2010), Shannona Briggsa (10.2010), Odlaniera Solísa (03.2011) i Tomasza Adamka (09.2011). Ostatnią walkę na ringu Witalij stoczył we wrześniu 2012 roku, stopując Manuela Charra. Po raz kolejny obronił pas federacji WBC.

Bilans sportowej kariery Ukraińca wygląda imponująco: wygrał 45 z 47 stoczonych walk, posyłając na deski 41 rywali. W bokserskim świecie jest legendą. Rozpoznawalność i siłę przebicia próbuje dziś wykorzystać w polityce. Tu gra się znacznie bardziej brutalnie i nieczysto, przestrzegali go koledzy, tym jednak sportowiec się nie przejął. – Rozumiem zwykłych ludzi, bo też nie miałem lekko w życiu, dlatego teraz chcę coś zrobić dla kraju, by choć trochę podzielić się swoim sukcesem – mówi Witalij Kliczko.

POLITYK

Pierwszy romans z polityką zaliczył w 2004 roku. Na Ukrainie ludzi porwała wówczas pomarańczowa rewolucja. Na znak solidarności z ideałami opozycjonistów, w czasie walki z Williamsem wystąpił w spodenkach ze specjalną pomarańczową chustą przypiętą do boku, a przedstawiciele jego teamu mieli na głowach pomarańczowe czapki. Nie krył swoich sympatii do Julii Tymoszenko i Wiktora Juszczenki. Podobnie jak ambicji politycznych. Przerwę w karierze wykorzystał zresztą na start w wyborach na mera Kijowa. Niestety, przegrał. W roku 2006 poparło go 23 proc. głosujących, co dało mu drugie miejsce. 

Merem nie został, ale dostał się do kijowskiej rady miejskiej jako lider frakcji PORA-PRP. Dwa lata później wynik miał jeszcze gorszy (3. miejsce z 17,9 proc. głosów). Nie pomogły nawet kampanijne rady udzielane przez Rudolpha Giulianiego, słynnego burmistrza Nowego Jorku.

Witalij potra­fił jednak uczyć się na błędach. W 2010 roku założył własną partię – Ukraiński Demokratyczny Alians na rzecz Reform (UDAR, czyli Cios).

 

Po kolejnych przedterminowych wyborach w 2011 roku Blok Witalija Kliczki dwukrotnie zwiększył liczbę swoich przedstawicieli w stołecznym samorządzie. W wyborach w 2012 roku UDAR zdobył 40 mandatów, stając się tym samym trzecią siłą w Parlamencie, za rządzącą Partią Regionów i koalicją Batkiwszczyna Julii Tymoszenko. Największą popularność zdobył jednak na Majdanie. Cały świat obiegły zdjęcia przedstawiające słynnego pięściarza, który stoi twarzą w twarz z uzbrojonymi siłami Berkutu. Nie bał się nawet pójść w pojedynkę do grupy ponad stu tzw. tituszek, czyli dresiarzy opłacanych przez Partię Regionów do prowokowania protestujących. Kliczko wyrastał na przywódcę ukraińskiej opozycji. – Tak się rodzi lider – mówił o nim Aleksander Kwaśniewski, komentując sytuację na wschodzie.

W kwietniu 2014 roku definitywnie pożegnał się z boksem, a w majowych wyborach po raz trzeci ubiegał się o urząd mera Kijowa. Tym razem z ogromnym sukcesem. Złożył uroczystą przysięgę na Majdanie i objął urząd 5 czerwca 2014 r. Brał jeszcze udział w wyborach prezydenckich, ale w ostatniej chwili zrezygnował, popierając otwarcie Petra Poroszenkę.

Polityczna droga Witalija wygląda niemal identycznie jak sportowa. Tutaj również dwie wielkie porażki zmotywowały go do wytężonej pracy. Cechy charakteru przydatne w boksie wykorzystywał z powodzeniem w parlamencie. Tak samo jak nie dał się sprowokować Dereckowi Chisory, który spoliczkował pięściarza na oficjalnym ważeniu, tak samo nie ulega emocjom w czasie bójek ukraińskich posłów, którzy często używają w dyskusjach argumentu siły. Ukraińcom się to podoba.

BIZNESMEN I  FILANTROP

To nie jedyne wcielenia bokserskiego czempiona. Sukcesy osiąga także w wielu innych dziedzinach. W przeciwieństwie do wielu bokserskich sław jest świetnie wykształcony, a nawet posiada doktorat (podobnie zresztą jak jego brat). To z tego powodu media ochrzciły go przydomkiem „Doktora Żelazna Pięść”. Pracę doktorską obronił w 2000 roku na Uniwersytecie Kijowskim. Dotyczyła „oceniania zdolności bokserów w systemie wielostopniowej selekcji”. Poza tym ukończył studia w Narodowej Akademii Administracji Publicznej. Koledzy z ringu do dzisiaj wspominają, że bracia ciągle mieli pod ręką książki, które czytali w przerwach.

Kliczko dzięki sukcesom sportowym ma zagwarantowane pozapolityczne źródła utrzymania, co nie jest bez znaczenia w jego obecnej karierze. Pięściarstwo było i jest do dziś dyscypliną sportową o dużym potencjale finansowym. Bokserzy zarabiają najlepiej ze wszystkich przedstawicieli sportów walki. A dzięki biznesowej intuicji Witalij potrafi w odpowiedni sposób zainwestować. Wraz z bratem prowadzi kilka firm, m.in. KMG (Kliczko Management Group), a także Fundację Braci Kliczków, która finansuje budowę boisk, sal gimnastycznych i stypendia sportowe dla dzieci z biednych rodzin. Angażuje się też w akcje charytatywne, reprezentując UNESCO oraz działając w ramach międzynarodowej fundacji Laureus. Wreszcie jest delegatem Ukrainy do Kongresu Rady Europy. Na tle innych polityków ukraińskich wyróżnia się znajomością języków obcych. Mówi biegle po angielsku i niemiecku, porozumiewa się też po rosyjsku i po polsku. Do dziś jest ozdobą imprez i salonów, co w zeszłym roku wykorzystywali i nasi politycy.

Witalij przyznał kiedyś, że marzy, aby w Kijowie nazwano jego imieniem jedną z ulic. Nie ze względu na osiągnięcia bokserskie, lecz polityczne. Doskonale zdaje sobie jednak sprawę, że na to trzeba pracować dłużej niż w sporcie.