Pudełko wyglądało jak zwyczajna paczka dostarczona pocztą kurierską. Od paczki różnił je tylko napis: NIE OTWIERAĆ. Dokładnie o 3.30, zgodnie z wcześniejszą instrukcją, dr Samuel Gosling, psycholog z University of Texas, stanął przed kamerą i zadzwonił do swojego współpracownika Gary’ego. „W paczce znajdziesz przedmioty należące do pewnej osoby. Zostały zabrane z jej łazienki” – poinformował go współpracownik. „Powiedz, co sądzisz o ich właścicielu”. Gosling głośno referował swoje przemyślenia: „Szczotka do włosów jest dość duża, prawdopodobnie należy do mężczyzny”. Włosy na szczotce były krótkie, proste i ciemne. „Może to Azjata albo Latynos” – spekulował badacz. Fotografia pokazywała, że drzwi od kabiny prysznicowej nie są dokładnie zamknięte, załączona tubka kremu była wyciśnięta od połowy, a nie od końca, a na zakrętce tkwiły niewytarte resztki. „Nieuporządkowany facet”. Kolejny przedmiot – płyta CD – okazała się kompilacją muzyki house, typowej, jak zauważył psycholog, dla klubów gejowskich. „Na podstawie tego, co obejrzałem, sądzę, że właściciel to mężczyzna, Azjata, mniej więcej dwudziestoletni, prawdopodobnie gej”. Psycholog pomylił się co do wieku – obiekt był po trzydziestce, reszta obserwacji była trafna. 

Zapytacie, dlaczego szacowny badacz poświęca czas na inspekcje czyjegoś kremu czy pasty do zębów. Opisana powyżej sytuacja to jedno z wielu doświadczeń, o których można przeczytać w  amerykańskim bestsellerze „Snoop. What your staff says about you” (czyli „Niuchanie. Co twoje rzeczy mówią o tobie”). Jego autor, psycholog Samuel Gosling, profesjonalnym niuchaniem zajął się jeszcze jako student uniwersytetu w Berkeley. Gdy objął posadę na University of Texas, mógł w pełni rozwinąć swój talent. Wraz ze studentami zaglądał już do sypialni i łazienek, odwiedził też 83 dormitoria w akademikach. Oceniał ludzi po ich stronach internetowych, profilach na Facebooku i biurkach w pracy. „Już słynny amerykański psycholog Raymond B. Cattel za składowe badania ludzkiej osobowości uznał dane testowe, pochodzące z kwestionariuszy, dane sytuacyjne, pochodzące z obserwacji zachowania jakiejś osoby, i właśnie dane z obserwacji jej środowiska naturalnego, czyli np. domu. Sposób, w jaki urządzamy nasze wnętrza, liczba i różnorodność przedmiotów, jakimi się otaczamy, a także sposób ich układania może zdradzać wiele na temat tego, jakimi jesteśmy ludźmi. Czasem więcej, niż chcielibyśmy ujawnić” – potwierdza dr Dorota Kobylińska, psycholog z Katedry Psychologii Osobowości Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Naczelny niuchacz Ameryki 

Pisarz John Steinbeck w „Podróżach z Charleyem”, relacji z wojaży po USA (w których towarzyszył mu jego pudel), opisał swój pobyt w hotelu w Chicago. Ponieważ przybył za wcześnie, pokój nie był jeszcze wysprzątany i nosił ślady bytności poprzedniego gościa, którego autor nazwał Samotnym Harrym: „Zwierzę, odpoczywając lub przechodząc, zostawia zgniecioną trawę, odciski łap, odchody, ale człowiek zajmujący pokój przez jedną noc odciska na nim swój charakter, biografię, to, co się zdarzyło, ale i swoje plany i nadzieje na przyszłość”. Właśnie te unikatowe ślady tak fascynują psychologów zajmujących się badaniem osobowości. „Celem badań moich oraz moich kolegów jest stwarzanie portretów za pomocą poszlak, które ludzie zostawiają – tak jak profilerzy z FBI tworzą na ich podstawie obraz przestępcy” – tłumaczy Gosling. 

Po takie narzędzia badawcze już w 1942 roku sięgnął amerykański wywiad. Po tym, jak USA przystąpiły do wojny, Biuro Służb Strategicznych rozpoczęło program rekrutacji pracowników do pracy „za linią wroga”, czyli szpiegów. Jednym z elementów procesu rekrutacji była ocena osobowości kandydata na szpiega na podstawie rzeczy z jego sypialni. „Kiedy słyszy się o takich badaniach, większość badaczy krzywi się, bo odczytywanie charakteru na podstawie plakatów w pokoju i brudnych skarpetek, wyciągniętych spod łóżka, na pierwszy rzut oka faktycznie przypomina wróżenie z fusów. Ale tych samych metod oceny używamy wszyscy na co dzień” – mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog zajmująca się m.in. psychologią różnic indywidualnych ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Robimy to praktycznie bezwiednie. Wchodzimy do czyjegoś domu po raz pierwszy, oglądamy i oceniamy. Staramy się dowiedzieć jak najwięcej o gospodarzu, o jego osobowości, zainteresowaniach, guście. Po co nam to wszystko? To przecież ważne – ustalić, z kim mamy do czynienia. Czy nasz nowy znajomy to pogodny ekstrawertyk, a może zamknięty w sobie neurotyk? Czy będzie z niego dobry materiał na przyjaciela, męża, żonę albo pracownika? Czy gdybyśmy byli szefem dużych linii lotniczych, nie chcielibyśmy mieć pewności, że nowo przyjęty pilot to człowiek uporządkowany i sumienny? A rekrutując nowego sprzedawcę, szukalibyśmy sympatycznego ekstrawertyka, który szybko nawiąże kontakt z klientem, czy zamkniętego w sobie odludka?

„Walorem badań prowadzonych przez profesjonalistów jest trafność. Wnioski zawodowców są lepsze i dokładniejsze niż wnioski, które wyciągamy sami, intuicyjnie obserwując naszych znajomych czy współpracowników” – zauważa Jarczewska-Gerc. 

Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, często oceniamy powierzchownie, widzimy zmodyfikowany obraz danej osoby, taki, jaki ona chce nam przedstawić. Nie wystarczy spojrzeć na meble, zasłony, kolor ścian. „Wielu ludzi otacza się drogimi, modnymi sprzętami na pokaz. Czy faktycznie nasi gospodarze są majętni, otwarci na nowości, czy tak chcą się zaprezentować? Czy wystrój odzwierciedla ich własne gusta, czy gust architekta wnętrz?” – pyta dr Kobylińska.

Surfer na biurku 

 

Zespół badaczy pod kierownictwem dr. Goslinga przyjrzał się w dwóch niezależnych eksperymentach pokojom w akademikach i biurom (wyniki badań opublikowano w 2002 roku w „Journal of Personality and Social Psychology”). Na podstawie obserwacji badacze mieli ocenić pięć cech osobowości: otwartość, sumienność, emocjonalną stabilność, ekstrawersję i ugodowość. Obserwacje pochodziły z czterech źródeł. Pierwsi pokój oceniali obserwatorzy – studenci. Ich wnioski konfrontowano z osobistą oceną właścicieli pokojów, oceną ich charakteru dokonaną przez najbliższych przyjaciół oraz nagraniami wyglądu pokoju zarejestrowanymi przez niezależny zespół. Obserwatorzy przy ocenie brali pod uwagę mnóstwo rzeczy: od stopnia uporządkowania pokoju przez jego wystrój po liczbę i jakość przedmiotów: książek, płyt, posterów, plakietek, fotografii etc. 

Książki, obrazy i fotografie wypełniają dom Elżbiety Czarneckiej, animatorki kultury, prezes Stowarzyszenia Miłośników off Kultury SMoK, od 12 lat szefującej Festiwalowi Muzyki Filmowej w Łodzi. To osoba, o której przyjaciele mówią jak o wulkanie energii: przebojowa, ekstrawertyczna i otwarta na wszelkie nowości. Te cechy widać także w jej domu. Na oprawionych w ramki fotografiach w salonie, bibliotece, sypialni, a nawet łazience pani domu rzadko jest sama – zwykle pozuje w towarzystwie mniej lub bardziej znanych publicznie przyjaciół: muzyków, aktorów, reżyserów lub dorosłej już córki Karoliny. „Ekstrawertycy lubią być wciąż blisko innych ludzi, dlatego otaczają się fotografiami rodziny, przyjaciół” – tłumaczy dr Kobylińska. Łodzianka z pewnością uzyskałaby także wysokie wyniki na skali otwartości: zabytkowe meble komponują się z nowoczesnymi, a ściany pomalowane na jasne kolory pokrywają obrazy, w dużej mierze podarunki od przyjaciół – artystów. 

Badani przez zespół dr. Goslinga, którzy osiągali najwyższe wyniki na skali otwartości, często szokowali badaczy pomysłowością. Jeden z nich miał na stoliku lampę własnej produkcji, wykonaną z butelki po wódce i opakowań antydepresantów, inny z deski surfingowej zrobił biurko. Różnorodność czeka na nas również w bibliotece. U Elżbiety Czarneckiej polska klasyka sąsiaduje z dziełami filozofów, albumy o sztuce z nową powieścią Murakamiego, tomiki poezji z powieściami iberoamerykańskimi, a w toalecie wisi półka z przewodnikami i szwedzkimi kryminałami. „Różnorodność książek, magazynów i muzyki jest dobrą wskazówką czyjejś otwartości, ponieważ z definicji człowiek otwarty ma szerokie zainteresowania” – zauważa dr Kobylińska. Przestrzega jednak, że liczy się różnorodność, a nie liczba posiadanych dzieł. „Ponadto dobrze się upewnić, kto dokonał wyboru książek, czy nie są to np. prezenty albo biblioteczka współlokatora”.

Także zdaniem Goslinga osoba z kilkunastoma zróżnicowanymi tematycznie książkami jest bardziej otwarta niż wyposażona w ogromną biblioteczkę literatury ekonomicznej. „Zwłaszcza że półki pełne ładnie wydanych, oprawnych w skórę woluminów mogą się znaleźć w czyjejś bibliotece tylko ze względów estetycznych – kreując gospodarza na bardziej otwartego i inteligentnego, niż jest. Ładnie się prezentują, ale nikt ich nie czyta” – dodaje dr Kobylińska. Dobór lektur bardziej konserwatywnych osób jest jednolity, ludzie tacy zwykle nie szukają nowości: muzyczne półki Krzysztofa, fana heavy metalu po pięćdziesiątce, wypełnia unikatowa kolekcja płyt, ma on praktycznie wszystko, co jego ulubiony Black Sabbath i Ozzy Osbourne do tej pory wydał, słucha też klasycznego rocka, np. Scorpions, ale rzadko sięga po coś spoza kręgu muzyki, która zafascynowała go w młodości. Podobnie wygląda dobór lektur: Krzysztof twardo trzyma się ulubionych od czasów licealnych książek historycznych, szczególnie tych dotyczących II wojny światowej.

Martwa natura dla neurotyka 

W sypialni Barbary, czterdziestoletniej urzędniczki, przeważa literatura kobieca (romanse) oraz obyczajowa. Książki na półkach są wyraźnie uporządkowane: osobno półka socjologiczna (z czasów studenckich), osobno serie (poukładane według nazwisk autorek: bladoliliowa seria książek Danielle Steel sąsiaduje z Norą Roberts, a na innej ciasno poupychane są harlequiny. Idealny porządek panuje też w szafkach z ubraniami i kosmetykami. Pokój wypełnia masa bibelotów, głównie pamiątek z podróży, bo Barbara uwielbia podróżować. Stoją tu całe kolekcje porcelanowych i ceramicznych figurek, dzbanuszków, muszelek czy posągów Buddy. „Po stopniu uporządkowania można stwierdzić, że to osoba prawdopodobnie sumienna” – zauważa psycholog. Z pewnością to cecha, którą ceni jej pracodawca. Badania brytyjskiego psychologa Cary'ego Coopera wykazały, że 70 proc. menedżerów bardziej ceni pracowników z uporządkowanymi biurkami niż bałaganiarzy.  

Pokój Jana Rybarczyka, licealisty i początkującego rapera ze składu Nosferatu, wygląda inaczej. Jest ciemny i klaustrofobiczny, bo jego mieszkaniec większość przestrzeni przerobił na zamknięte, wygłuszone studio nagrań. Resztę pokoju zajmuje biurko z komputerem, adapter, głośniki i leżący przy ścianie materac, służący do spania. Bogata kolekcja CD (oczywiście prawie wyłącznie rap) i niewiele książek (kilka tomów Sapkowskiego) na pierwszy rzut oka świadczą o niskiej otwartości właściciela. Nie jest on też raczej osobą uporządkowaną – ciemne, duszne pomieszczenie sugerowałoby wręcz, że to osoba zamknięta i nietowarzyska. „Spekulowanie wyłącznie na podstawie pojedynczej obserwacji jest obciążone dużym błędem. Nie wiemy np., czy ktoś ma zawsze bałagan w pokoju, czy może wywołały go niespodziewane okoliczności. Naszą ocenę często zaburza myślenie stereotypami. Czasem jest ono nad podziw trafne, np. otoczenie ludzi sumiennych wyróżnia zwykle porządek. Ale widząc udekorowany, kolorowy, przyjemny pokój, zakładamy, że należy on do równie przyjemnej, miłej osoby. I odwrotnie – pokój ciemny i ponury to na pewno pokój antyspołecznego neurotyka” – wylicza dr Kobylińska. Faktycznie Jasiek nie jest osobą znaną ze swej sumienności czy różnorodnych gustów, ale przez przyjaciół postrzegany jest jako opiekuńczy i towarzyski. 

Wbrew pozorom pokoje neurotyków wcale nie muszą być ciemne i ponure. Neurotycy wieszają na ścianach martwe natury, portrety, pejzaże (jelenie na rykowisku), kochają mydlane opery i seriale – wynika z badań holenderskiego psychologa Koena van Eijcka z Tilburg University. W gust neurotyków trafiają obrazy, książki i filmy, które nie wymagają intelektualnego zaangażowania i raczej nie wzbudzają emocji. Swojsko wyglądające, spokojne i znane przedmioty wzmacniają prawdopodobnie poczucie bezpieczeństwa.

Metal łagodzi obyczaje? 

 

Podczas myszkowania po pokojach znajomych żelaznym punktem programu jest lustracja płytoteki. Największe tego typu badanie przeprowadził zespół prof. Adriana Northa z Heriot-Watt University. W internetowej ankiecie wzięło udział ponad 36 tys. badanych z całego świata, którzy najpierw wybierali spośród 104 typów ulubiony rodzaj muzyki, a następnie byli badani za pomocą kwestionariusza osobowości. „Jedną z niespodzianek są podobieństwa pomiędzy fanami muzyki klasycznej i heavy metalu. Obie grupy są kreatywne, zrównoważone, ale mało towarzyskie. Stereotypowo uważa się, że fan muzyki metalowej to osoba depresyjna, ze skłonnościami samobójczymi, groźna dla siebie i społeczeństwa – tymczasem to ludzie bardzo wrażliwi” – ocenia profesor. Fani rocka i heavy metalu okazali się też dość leniwi w porównaniu na przykład z pracowitymi miłośnikami country. Nic dziwnego, w rytm przebojów Dolly Parton ręce same rwą się do sianokosów. Nie dziwi też opis fanów reggae. Miłośnicy Boba Marleya są towarzyscy, kreatywni, ale także dość leniwi. Z kolei fanów bluesa i jazzu łączy wysoka samoocena, zrównoważenie i towarzyskość. 

Psychologowie Peter Rentfrow i Samuel Gosling z University of Texas przebadali z kolei ponad pół tysiąca nastolatków i studentów. Poprosili, by każdy z nich stworzył własną listę dziesięciu ulubionych utworów muzycznych. Potem standardowym testem zbadano typy osobowości ankietowanych. Okazało się, że ekstrawertycy woleli raczej muzykę wokalną niż instrumentalną, neurotycy często wybierali przeboje country, natomiast fanami jazzu byli ludzie otwarci na nowości i zmiany. Z kolei miłośnicy heavy metalu i rocka to osoby aktywne, ciekawe świata, inteligentne, które nie unikają ryzyka. Optymiści o konserwatywnych poglądach, akceptujący swój wygląd i chętnie pomagający innym ludziom, najczęściej w wolnych chwilach słuchają muzyki religijnej, popu oraz przebojów  country. Naukowcy wyodrębnili spośród badanych jeszcze jedną grupę: należą do niej osoby rozmowne, energiczne, z niekonwencjonalnymi poglądami i wysoką oceną własnej atrakcyjności fizycznej. To fani hip-hopu, muzyki elektronicznej, funky i soul.

Wpływ osobowości na preferencje estetyczne potrafi być zaskakujący. Świadczą o tym prowadzone w USA badania rozdzielonych i wychowywanych osobno bliźniąt jednojajowych. Gdy badacze dotarli do dorosłych bliźniąt, okazało się, że choć dorośli już mężczyźni nigdy się nie spotkali, ich gusta niewiele się różniły: mieli podobnie urządzone domy, jeździli w to samo miejsce na wakacje, mieli podobne żony, ba, lubili to samo piwo i tę samą markę auta” – dodaje dr Jarczewska-Gerc. „Moim jedynym zarzutem jest to, że większość badań opiera się na korelacjach. Przy odpowiednio dużej liczbie badanych zawsze coś da się z czymś powiązać. Można skorelować długość palca serdecznego lewej dłoni i poczucie szczęścia w życiu. Takie zależności mogą być też całkowicie bez sensu” – twierdzi psycholog. 

Od kiedy zaczęłam pisać ten  tekst, z uwagą myszkujemy z mężem po własnym domu. O naszej otwartości świadczy różnorodna biblioteka. Z kolei chaos w niej panujący (o reszcie domu lepiej nie wspominać) nie świadczy najlepiej o naszej sumienności. To ciekawe, bo przez przyjaciół jesteśmy oboje postrzegani jako dość poukładani. Toczymy też spór w kwestii introwertyczności naszych pokoi, które pomalowano na jasne kolory, a jeśli chodzi o meble, to dominuje u nas minimalistyczne skandynawskie wzornictwo. Nie gustujemy też w bibelotach (część starych figurek z dzieciństwa nasza córka wytłukła i pozbyliśmy się ich bez żalu). Na odrobinę ekstrawersji wskazują tylko ściany z masą zdjęć – nas, rodziny i przyjaciół. Może i wy, po przeczytaniu tego tekstu, spojrzycie na nowo na wasze mieszkanie? Potraktujcie jednak to myszkowanie z przymrużeniem oka, trochę jak psychologiczną zabawę w detektywa.

Może dzięki niej dowiecie się czegoś więcej o was samych, o waszych znajomych. Na pewno zaczniecie dokładniej przyglądać się otoczeniu. Gdy poszperałam dokładniej w pokoju Jaśka, rapera, znalazłam bogatą kolekcję winyli z muzyką z lat 60., 70. i 80. Okazało się, że raper uwielbia Niemena i Grechutę. Pozory mylą.