Kością niezgody między tymi państwami są też… ziemniaki. Chilijska ministra rolnictwa Marigen Hornkohl na podstawie badań prof. Andrésa Contrerasa z Chile Austral University wysnuła wniosek, że 99 proc. ziemniaków na świecie ma genetyczne powiązania z chilijskimi. Tymczasem każdy Peruwiańczyk wie, że ziemniaki odkrył hiszpański konkwistador Francisco Pizarro, i że nastąpiło to po peruwiańskiej stronie jeziora Titicaca.

„Peruwiański ziemniak uratował Europę przed głodem” – ripostował minister spraw zagranicznych Peru José Antonio García Belaúnde. Konflikt rozszedł się po kościach, ale przez pewien czas było gorąco – szczególnie gdy peruwiański rząd zagroził wniesieniem przeciwko Chile skargi do ONZ.

 

KAPUSTA W KOSMOSIE

Tak zwane gastro-konflikty zazwyczaj wybuchają między państwami, które mają burzliwą wspólną historię. Tak jest w przypadku sporu między dwoma azjatyckimi mocarstwami kulinarnymi. To że na początku XX w. Japonia zaatakowała Koreę, czyniąc ją swoim protektoratem, stanowi fakt dobrze znany. Natomiast to, że 90 lat później podniosła rękę na tamtejszą przystawkę i dziś zarabia na niej krocie, jest faktem niewybaczalnym. Kimchi, czyli słona, ostra i sfermentowana kapusta z dodatkiem czosnku, imbiru i sproszkowanego chilli gochugaru jest przyrządzana na setki sposobów. Według Koreańczyków tylko jeden z nich jest prawidłowy: koreański.

W 1996 r. Japończycy zagrali im na nosie proponując, aby ich wersja kimchi została wpisana w poczet oficjalnych potraw igrzysk olimpijskich w Atlancie. Reakcja Koreańczyków była zdecydowana
– w końcu zgodnie z ich narodowym powiedzeniem smak kimchi to smak koniuszków palców matki. Władze Korei Południowej wystosowały prośbę do WHO i Komisji Kodeksu Żywnościowego o wyznaczenie oficjalnych standardów przyrządzania kimchi. Żeby rozwiać wątpliwości, jakie mogły istnieć dalej we Wszechświecie – wysłali swoją ukochaną kapustę w kosmos wraz z pierwszą
astronautką. – Konflikty tego typu są tak silne, bo jedzenie ma jednocześnie wymiar materialny, symboliczny i polityczny. Buduje jedność narodu, może też być elementem wzmacniania narodowej gospodarki. To też w końcu narzędzie promocji – dzięki narodowym potrawom państwa mają szansę zaistnieć na arenie międzynarodowej – mówi dr Michaela Desoucey, socjolożka z North Carolina State University.

 

WOJNA O BEZĘ

Australijczycy i Nowozelandczycy dowiedli, że pokłócić można się również przy deserze. Tort Pavlova, czyli beza ze świeżymi owocami i bitą śmietaną, wzięła swoją nazwę od rosyjskiej primabaleriny Anny Pawłowej. Australijczycy twierdzą, że po raz pierwszy została przygotowana dla słynnej tancerki w 1926 r. przez Berta Sachse’a, szefa kuchni hotelu Esplanade w Perth. Jednak w latach 20. XX w. rosyjska primabalerina tańczyła też dla Nowozelandczyków, którzy uważają, że to w Wellington po raz pierwszy raczyła się słynącym z lekkości bezowym deserem. Wojna toczy się na daty i przepisy – Australijczycy utrzymują, że pierwsza receptura na Pavlovą pojawiła się w ich książce kucharskiej. Nowozelandczycy trzymają się wniosków wysnutych przez antropolożkę prof. Helen Leach, która po przeanalizowaniu setek książek kucharskich i 667 przepisów właśnie im przyznaje pierwszeństwo.