Młodzieniec pewnym ruchem bierze do ręki jedwabny zielony worek i wkłada ustnik. Zatyka nos i wydycha powietrze. Musi opróżnić płuca – w przeciwnym razie pomniejszy doznania. Zatyka nos i wdycha cztery kwarty (ok. 0,005 m3) gazu. Po ok. pół minucie – jak sam zanotuje później – pojawiło się „uczucie podobne do lekkiego ucisku we wszystkich mięśniach, towarzyszyło mu przyjemne mrowienie zwłaszcza w klatce piersiowej i kończynach. Przedmioty wokół mnie stały się oślepiające, a mój słuch się wyostrzył. Przy ostatnich wdechach mrowienie się zwiększyło, czułem też rozpierającą siłę i w końcu poddałem się niemożliwej do odparcia skłonności do działania. Jak za mgłą pamiętam, co się stało, wiem, że moje ruchy były różnorodne i gwałtowne”. Z notatek obserwatora: obiekt wstał i zaczął się poruszać „krzycząc, skacząc, biegając. Wyglądał jak ktoś podekscytowany niespodziewaną dobrą wiadomością”. To nie opis eksperymentu z LSD (choć nie powstydziłby się go ojciec tej halucynogennej substancji Albert Hofmann) czy extasy. Jest 17 kwietnia (niektóre źródła podają inne daty) 1799 roku. Obiekt, na którym przeprowadzono test, to 21-letni Humphry Davy, przyszły przewodniczący Royal Society. Obserwatorem jest dr Thomas Beddoes, zwierzchnik młodzieńca oraz dyrektor Pneumatic Institute w Bristolu, na którego terenie odbył się eksperyment. Cel: ustalić właściwości nowo wyizolowanego podtlenku azotu, substancji, która za kilka lat rozpocznie błyskotliwą karierę cyrkową jako gaz rozweselający.

OD PUCYBUTA DO NAUKOWCA


Humphry Davy był najstarszym z pięciorga dzieci owdowiałej Grace Davy z Penzance w Kornwalii. Przyjaciel rodziny po śmierci ojca załatwił młodzieńcowi praktykę u miejscowego aptekarza i lekarza w jednym. Młodzieniec okazał się bardzo zdolnym chemikiem. Wkrótce już sam przeprowadzał eksperymenty. Traf chciał, że zwrócił na niego uwagę (gdy chłopak zwisał z bramy ogrodowej chlebodawcy) Davies Giddy – dawny student i przyjaciel znakomitego chemika dr. Thomasa Beddoesa, a przy okazji miejscowy szeryf. Wkrótce Davy rozwinął skrzydła, korzystając z laboratorium Giddy’ego. Gdy Beddoes zaczął poszukiwania asystenta do nowo otwartego Instytutu Pneumatycznego w Bristolu, jesienią 1798 r. przyjaciel podsunął mu kandydaturę 17-latka.

Nowy mentor Davy’ego był człowiekiem orkiestrą – lekarz, były wykładowca chemii na uniwersytecie oksfordzkim, na którego wykłady tłumy waliły drzwiami i oknami. Jednocześnie zapalony geolog, poeta oraz… polityczny radykał.

Prawdziwą pasją Beddoesa była jednak chemia gazów i tworzenie substancji niewystępujących w czystej postaci w przyrodzie. Wierzył, że dzięki gazom zwalczy największą plagę swych czasów – suchoty. W tym celu – z pewnym powodzeniem – testował inhalacje czystym tlenem. Urządzenie do produkcji i zbierania gazu zaprojektował mu sam James Watt, z którym Beddoes korespondował. To nie jedyny wpływowy przyjaciel doktora. Do grona jego sympatyków należeli m.in. Erasmus Darwin, Josiah i Tom Wedgewoodowie (potentaci porcelanowi), poeta Robert Southey, utworzenie Instytutu Pneumatycznego wsparła zaś księżna Georgiana Cavendish.

Beddoes – jak wielu lekarzy w tych czasach – wierzył w teorię szkockiego medyka Johna Browna. W uproszczeniu tzw. system brunioniański zakładał, że choroby wywołuje niedobór lub nadmiar ekscytacji. Natomiast zdrowie to stan równowagi między bodźcami.

Aby kogoś uleczyć, należało więc zaaplikować mu albo odpowiedni stymulant, albo depresant. Wśród tych pierwszych królował alkohol, wśród drugich opium. Beddoes poszukiwał innych substancji mogących leczyć zgodnie z tą zasadą. Zwłaszcza gazów.

ZACZAROWANY TERMOMETR