W Polsce zdarza się sezonowe wylewanie rzek, jednak powódź, która miała miejsce w lipcu 1997 roku, zmobilizowała ogólnonarodową pomoc dla powodzian Dolnego Śląska. Jednym z bardziej dramatycznych wydarzeń było wylanie się wody na ulice Wrocławia w sobotę, 12 lipca. Do ostatnich chwil ufano, że system hydrotechniczny miasta powstrzyma falę powodziową. Plan rozebrania wałów w podwrocławskich Jeszkowicach i Łanach – żeby wezbrana woda mogła rozlać się na polach – spotkał się ze sprzeciwem tamtejszych mieszkańców. Woda na Odrze podnosiła się więc z minuty na minutę, ruch uliczny zamarł, słychać było tylko syreny straży pożarnej, policji, pogotowia ratunkowego i... woda wylała się na ulice. Wysiłkiem wrocławian walczących z żywiołem i zmęczeniem udało się uratować zabytkowe części miasta, jak Rynek i Ostrów Tumski, a także słynny wrocławski ogród zoologiczny. Ułożono prawie 500 tysięcy worków z piaskiem, a same worki transportowano też z innych miast Polski. W niektórych dzielnicach woda sięgała drugiego piętra, zalane zostało 30 proc. miasta. Nad Wrocławiem latało 30 helikopterów. Media informowały, w jaki sposób komunikować się z ich załogami: kolor biały – potrzebna ewakuacja, czerwony – potrzebna żywność i woda, niebieski – potrzebna pomoc lekarska. Przez cały czas wszyscy czekali na wieści z Tresnej, gdzie znajduje się najważniejszy dla Wrocławia wodowskaz. Średni poziom wody w tym miejscu wynosi zazwyczaj ok. 350 cm, jak przekroczy 430 cm – ogłasza się stan alarmowy. Wtedy było 724 cm.

Taka powódź to w Polsce sprawa wyjątkowa, ale w Bangladeszu w porze monsunowej podobne kataklizmy występują kilka razy w roku. W 2007 r. padający przez kilka dni deszcz spowodował, że rzeki w Nepalu, północno-wchodnich Indiach i w Bangladeszu wezbrały i doszło do ogromnej powodzi, która pozbawiła domów 20 mln osób. Większość powierzchni tego kraju znajduje się w delcie trzech wielkich rzek – Gangesu, Brahmaputr y (Jamuny) i Meghny, które schodzą się w Zatoce Bengalskiej. Domy buduje się tu na palach lub innych konstrukcjach wynoszących je ponad ziemię. W czasie powodzi mieszkańcy spędzają wiele dni na dachach domów – tych, które oparły się żywiołowi.

W ciągu ostatnich lat liczba powodzi na świecie zwiększyła się o ponad jedną trzecią. Jest to m.in. spowodowane globalnym ociepleniem, którego skutkiem są tzw. szybkie powodzie, zmieniające niewinne strumienie w rwące potoki, a leniwe rzeki w dzikie bestie. Poruszające się z wielką szybkością masy wody mają olbrzymią siłę, mogą wyrywać drzewa z korzeniami. Ściany wody osiągają wysokość od 3 do 6 m i niosą ze sobą porwane po drodze meble, fragmenty zabudowań, drzewa oraz tony mułu. Współcześnie nadal nie potrafimy przeciwdziałać powodziom. Możemy co najwyżej próbować zawczasu schronić się tak jak biblijny Noe.