Wiadomość, że na trwałe wpisał się w historię astronomii, Rafał Heszkowicz początkowo uznał za żart, bo nie jest przecież astronomem. Pracuje jako informatyk w ośrodku pomocy społecznej w Zgierzu. Jednak Polak rzeczywiście dołączył do elitarnego klubu odkrywców nowych planet. Odległą o 1200 lat świetlnych od Ziemi planetę znalazł, nie ruszając się z domu, biorąc udział w realizowanym przez NASA projekcie Planet Hunters (Łowcy Planet). Rozproszeni po całym świecie uczestnicy odkryli już 35 planet krążących wokół innych gwiazd niż Słońce. Wszyscy są miłośnikami astronomii, lecz zajmują się nią wyłącznie hobbystycznie. NASA dysponuje najnowocześniejszym sprzętem badawczym i najszybszymi komputerami. Wydaje się oczywiste, że mogłaby się obejść bez pomocy amatorów. Tak jednak wcale nie jest.

Jak i gdzie możesz pomóc? Sprawdź linki z adresami instytutów, szukających twojej pomocy.

Spójrz w swoją gwiazdę

Amerykański tygodnik „Science” przeprowadził niedawno sondaż, z którego wynika, że uczeni mają coraz większe problemy z ogarnięciem nowych danych. Byle komputer osobisty czy laptop ma dziś dysk o pojemności kilkudziesięciu czy kilkuset gigabajtów, natomiast informacje zawarte w 32 tomach Encyklopaedia Britannica to nieco ponad 1 gigabajt. Jeśli więc teleskop kosmiczny każdej doby dostarcza po 200–500 gigabajtów nowych danych, żaden astronom nie jest w stanie ich ogarnąć. Zwłaszcza gdy poza obliczeniami niezbędna jest ludzka intuicja, spostrzegawczość i zdolność kojarzenia zarejestrowanych faktów.

„Planet pozasłonecznych nie widać nawet przez najdoskonalsze teleskopy” – wyjaśnia prof. Lech Mankiewicz z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN, koordynator polskiej części projektu Planet Hunters. – „Można jedynie obserwować gwiazdy i sprawdzać, czy nie dochodzi do cyklicznego osłabienia ich jasności. To może oznaczać, że przesłania je planeta”.

Obserwacje dokonywane są przez wyniesiony na orbitę okołoziemską przez NASA teleskop Keplera. Zaprogramowano go w taki sposób, by co pół godziny rejestrował i przekazywał dane o jasności ponad 150 tys. gwiazd. Nie ma na świecie zespołu naukowców, który zdołałby na bieżąco sprawdzać, czy któraś z nich minimalnie nie ciemnieje. Są za to rzesze miłośników astronomii, którzy dostają od NASA wykresy lub zdjęcia przedstawiające wybrany skrawek nieba.

Tysiące oczu wpatrują się potem w monitory, próbując dostrzec zaburzenia i nieregularności. Jeśli je znajdą, amatorzy informują o tym zawodowców, a ci mogą wtedy skierować swoją uwagę i supersprzęt na wskazane miejsce.

Szukaj kosmitów i galaktyk        

Planet Hunters to jeden z najbardziej spektakularnych przykładów tzw. nauki obywatelskiej (citizen science), która rozwija się wraz z postępami rewolucji informatycznej i globalizacji. Jako wzorcowy przykład podaje się zazwyczaj zainicjowane w 1900 r. w USA tzw. Bożonarodzeniowe liczenie ptaków, ale dopiero współczesna technika pozwoliła na błyskawiczne przesyłanie zebranych informacji, tworzenie gigantycznych baz danych i otwarcie do nich dostępu każdemu, kto chce i może pomóc uczonym.

Pionierami w tej dziedzinie byli astronomowie, którzy jako pierwsi uświadomili sobie, że nie są w stanie przeanalizować informacji nadsyłanych przez kosmiczne sondy i radioteleskopy.  W program poszukiwania cywilizacji pozaziemskich Seti zaangażowało się ponad 3 miliony amatorów, przeszukujących gigantyczną bazę danych, zebranych przez radioteleskop zbudowany przez Amerykanów w portorykańskim Arecibo. Kosmitów nie znaleziono, uzyskano za to dowód, że społecznicy chętnie angażują się w naukowe przedsięwzięcia.

W 2006 roku wystartował program Milkyway (Droga Mleczna) polegający na poszukiwaniu śladów po eksplozjach supernowych w bazie zdjęć w podczerwieni, wykonanych przez teleskop orbitalny Spitzera. Zebrane dane pozwalają na śledzenie ewolucji naszej Galaktyki i tworzących ją gwiazd. Na ich podstawie astronomowie z Rensselaer Institute zamierzają też opracować trójwymiarową mapę nieba. Gdy okazało się, że moc komputerów Instytutu nie wystarcza do przetwarzania danych, zwrócono się do internautów o udostępnienie części pamięci operacyjnej ich sprzętu. Nie wpływało to w żaden sposób na wydajność PC-tów, ale po stworzeniu ogólnoświatowej sieci powstał superkomputer   biliard (czyli milion miliardów) operacji na sekundę. Do tej pory na mapie umieszczono 300 milionów obiektów. „To zaledwie jedna czwarta tego, co chcielibyśmy osiągnąć” – relacjonuje prof. Heidi Newberg z Rensselaer Institute.

Astronomicznych projektów powstało już tyle, że niezbędna okazała się ich koordynacja. Tak narodziło się przedsięwzięcie o wdzięcznej nazwie Zooniverse. Uczestnicy wchodzącego w jego skład programu Galaxy Zoo zajmują się klasyfikowaniem galaktyk na podstawie zdjęć teleskopowych wykonanych w ramach największego w historii przeglądu nieba (Sloan Digital Sky Survey). Gdy internautom udostępniono pierwszy milion zdjęć, spodziewano się, że ich analiza potrwa co najmniej dwa lata. Okazało się, że amatorzy przesyłają wyniki w tempie 50–70 tysięcy na dobę.  

Sprawdź, co się dzieje na Księżycu

Nie ruszając się z domu, można też zostać badaczem Księżyca. Zadanie realizowane w ramach projektu Moon Zoo polega na określaniu kształtu i rozmieszczenia kraterów, głazów, rowów oraz innych nietypowych obiektów na powierzchni Srebrnego Globu. Na podstawie tych badań można określać, kiedy, z jakim natężeniem i częstotliwością spadały nań okruchy różnych ciał niebieskich. To z kolei pozwala na obliczanie prawdopodobieństwa kosmicznych kolizji z Ziemią.

We wszystkich projektach Zooniverse bierze już udział ponad 700 tys. badaczy amatorów ze 170 krajów. Kevin Schawinski, astrofizyk z uniwersytetu Yale i jeden ze współtwórców przedsięwzięcia, rozwiewa jednak obawy przed przekształceniem elitarnego hobby w masową rozrywkę: „Tłum to nie brzmi zbyt dobrze. Ale uczestnicy programu, choć pozornie tworzą tłum, nie są nim. Są naszymi współpracownikami i wnoszą cenny wkład do rozwoju nauki”.

Zwiń sobie białko