Miała na imię Ammani. Gdy skończyła cztery lata, trzy kobiety zabrały ją od matki i zaprowadziły do jednego z typowych domów północnego Sudanu – o ścianach z suszonych na słońcu cegieł mułowych i dachu z układanych warstwami palmowych liści. Starały się być miłe. Mówiły, że dziś wielki dzień, że stanie się kobietą, jak one. Czystą. Dłonie Ammani pokryły ozdobną henną, ciało okadziły dymem. „Położyły dziewczynkę na stole, rozłożyły jej nogi, najstarsza wzięła nożyczki i w moment wycięła jej łechtaczkę” – opowiada Anna Błaszczyk, reżyserka filmu dokumentalnego „Tahur”, opowiadającego o obrzezaniu. Na kadrach widać, jak mała krzyczy, płacze, nie rozumie, co się z nią stało. Jest oszołomiona i osłabiona bólem. Dostaje do wypicia napar z miejscowych ziół, uspokajający i kojący ból. Matka zabiera Ammani do domu, gdzie zaczyna się hafla – przyjęcie na jej cześć. „I to wszystko?” – pytam. „Tak. Tych kilka minut wystarczyło, by na resztę życia odebrać jej radość z seksu”.

Zwyczaj

To, co spotkało Ammani, nie jest wyjątkowe. Według UNICEF-u co roku okalecza się w ten sposób na świecie trzy miliony dziewcząt. Do „zabiegu” dochodzi zazwyczaj w czasie pierwszej miesiączki – traktowany jest wówczas jak dopełnienie kobiecości, przyjęcie dziewczynki do świata dorosłych kobiet. Ale zdarza się, że wykonuje się go u dzieci zaledwie dwuletnich. Najwięcej dziewcząt obrzezywanych jest w Afryce. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w praktykowaniu tego zwyczaju przoduje Egipt, Sudan, Erytrea, Dżibuti i Somalia.

W niektórych regionach zabiegowi poddaje się standardowo wszystkie młode dziewczęta. „We wsi Bukibul, w której filmowałam Ammani, obrzezane były wszystkie kobiety. Do głowy nie przyszło im, że może być inaczej. Kiedy pytałam, co by było, gdyby któraś była nieobrzezana, stwierdziły, że nie miałaby szans na znalezienie w przyszłości męża” – opowiada Anna Błaszczyk. „Dziewczynki traktowały obrzezanie jako coś normalnego. Nie mogły się doczekać swojego wielkiego święta, prezentów, bycia gwiazdą przy rodzinnym stole. To mi przypominało polską Pierwszą Komunię” – dodaje reżyserka.

Kobieta nieobrzezana jest w wielu krajach uznawana za nieczystą. Przesądy mówią też, że łechtaczka nie pozwala im zapanować nad energią seksualną – a takiej „puszczalskiej” kobiety mężczyźni nie chcą. W niektórych krajach wierzy się, że nieobrzezane kobiety nie mogą rodzić dzieci lub – jak w Burkina Faso – że kontakt noworodka z łechtaczką powoduje jego śmierć.

Obrzezanie kobiet jest często kojarzone z islamem, ale choć występuje w krajach muzułmańskich, to nie można postawić między obrzezaniem a wiarą w Allacha znaku równości. To zwyczaj starszy nie tylko od islamu, ale i od chrześcijaństwa. Wzmianki o nim można znaleźć w tekstach ze starożytnego Egiptu, ślady takiego zabiegu noszą niektóre mumie. Obrzezanie dziewcząt było praktykowane (i na ogół jest nadal) także przez chrześcijan. Na przykład – przez egipskich Koptów i mieszkańców Kenii, żydowską wspólnotę Falaszów z Etiopii, a także animistów z Sahelu i krajów znad Zatoki Gwinejskiej. Jest za to praktycznie nieznane w tak zdecydowanie muzułmańskich krajach, jak Libia, Tunezja, Algieria, Maroko, Iran i Pakistan.

Prawo

Święte księgi chrześcijan i muzułmanów, Biblia i Koran, nie wspominają o obrzezaniu kobiet (choć miejscami rozpisują się o obrzezaniu mężczyzn). Informacje na ten temat występują w hadisach – towarzyszących Koranowi relacjach o życiu Proroka Mahometa i jego czynach, poglądach i wypowiedziach, które – spisane na podstawie ustnych opowieści po jego śmierci – tworzą sunnę (tradycję), a ta daje podstawę do tworzenie prawa (szariatu). Nie wszystkie hadisy są jednak wiarygodne – niektóre zapisano nawet 200 lat po śmierci założyciela islamu; nic więc dziwnego, że część z początkowych 200 tysięcy z czasem została uznana za sfałszowaną.