Frank Stella jest znanym amerykańskim artystą, którego 77 letni dorobek artystyczny uhonorowany został w 2009 r. Narodowym Medalem Sztuki (ang. National Medal of Arts). Artysta już wtedy miał na swoim koncie całą serię realizacji z wykorzystaniem technologii druku przestrzennego. Jak sam twierdzi, druk 3D to przyszłość zarówno w sensie artystycznym, jaki i czysto użytkowym – już niedługo każda galeria sztuki i każde muzeum w kraju będzie posiadać własne urządzenie, które nie tylko pozwoli zarchiwizować dotychczasowe zbiory i wypożyczać je na odległość, ale przede wszystkim całkowicie zmieni nasze myślenie o świecie.

Nie bez powodu tygodnik The Economist okrzyknął druk przestrzenny trzecią rewolucją przemysłową. XXI wiek to czas masowej indywidualizacji produkcji – przestały nas interesować masowo produkowane identyczne modele samochodów, czy butów.

Dziś znacznie bardziej chcemy się wyróżniać, wytwarzać dopasowane do potrzeb produkty w niewielkich seriach. Druk 3D zamyka cały proces produkcji w zaciszu własnego domu, umożliwiając tworzenie skomplikowanych brył przestrzennych z szeregu różnych materiałów nakładanych na siebie addytywnie (warstwa po warstwie). Ostatnie 5 lat stanowi prawdziwy przełom na rynku urządzeń tego typu, a niemalże każdego dnia słyszy się o nowych sposobach wykorzystania drukarek, które w dolnym segmencie nie przekraczają kwoty 1000 dolarów amerykańskich. Świat szybko obiegły wieści o w pełni działającej nerce, czy broni palnej w całości wykonanej w tej technologii. Jeśli do możliwości doliczyć czas i koszt realizacji danego projektu, to okazuje się, że przeciętnie  jest on 6 razy tańszy i 8 razy szybszy aniżeli w przypadku użycia tradycyjnych metod produkcji.

Frank Stella nie jest jedynym artystą czerpiącym ze świata techniki i wykorzystującym nowoczesne formy ekspresji twórczej. Adrian Małecki – student University of the Arts w Londynie – mówi o co najmniej 12 różnych pracowniach artystycznych, w których gościł w ciągu 2 ostatnich lat, a które aktywnie wykorzystywały możliwości oferowane przez druk przestrzenny. Podczas, gdy część artystów z dystansem podchodzi do technik i materiałów utożsamianych z masową produkcją, reszta wydaje się być zafascynowana faktem, że maszyna przystosowana do masowej produkcji potrafi stworzyć jedyny w swoim rodzaju obiekt.

Druk przestrzenny nigdy nie zastąpi warsztatu artystycznego, czy zmysłu estetycznego – uważa Justyna Pennards-Sycz, malarka polskiego pochodzenia mieszkająca na stałe w Holandii – technologia pozwala artyście wykraczać poza ograniczenia wynikające z natury materiału: wagi, kształtu, plastyczności, niemniej nawet najbardziej złożony algorytm nie zastąpi wyobraźni i artystycznej wizji.

Niepowtarzalność ta może przybierać bardzo różne oblicza. Shane Hope sam skonstruował swoją drukarkę 3D z części zamówionych przez Internet, upewniając się, że urządzenie będzie każdorazowo generować losowe błędy w wydruku. W tym samym czasie nowojorskie Metropolitan Museum of Art zezwoliło na upublicznienie skanów kolekcji online. Tym samym zbiory przestały być formą statycznej ekspozycji.

Druk przestrzenny to także usprawnienie komunikacji wewnątrz świata artystycznego.  Konserwatorzy mogą zabezpieczać wrażliwe na uszkodzenia dzieła sztuki, nadrukowując warstwę ochronną bezpośrednio na nich. Tak stało się w przypadku rzeźby Claesa Oldenburga 7-Up z 1961 roku, która do Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Roku dotarła w plastikowej formie.