Te buty wyglądają jakby ktoś przerobił klasyczne deskorolkowe trampki, dodając trochę mody ulicznej z początku lat 2000, a wszystko okrasił nutą festiwalowej kreatywności. I co tu dużo mówić, na pewno nie da się przejść obok nich obojętnie.
Moher na butach? A dlaczego nie?
Nam moher raczej kojarzy się tylko z beretami babć, wyciąganymi z szafy na niedzielę. Jednak tak naprawdę moher jest włóknem luksusowym, z którego produkuje się swetry albo płaszcze. Vans uznał, że skoro tak, to czemu by nie wykorzystać go na butach? Właśnie ten materiał w dużej mierze odpowiada za nietypowy wygląd nowych Authenticów.
Cholewka została pokryta wielokolorowymi, miękkimi włóknami, które nadają butom charakterystyczną puszystą strukturę. W zależności od wersji kolorystycznej moher zestawiono z elementami wykonanymi z zamszu i płótna w odcieniach niebieskiego lub czarnego. Już sam ten zabieg sprawia, że klasyczna sylwetka staje się niemal nie do poznania. Gdyby nie charakterystyczna forma podeszwy i proporcje modelu Authentic, wiele osób mogłoby nie odgadnąć, że patrzy właśnie na Vansy, zwłaszcza oryginalne.


Jeśli myśleliście, że na tym koniec, to się grubo myliliście, bo wersja Premium Authentic 44 dostała również szereg ozdobnych elementów, które mocno nawiązują do estetyki początku XXI wieku. Na cholewce pojawiły się dekoracyjne kolce oraz błyszczące kamienie, które przeplatają się z kolejnymi warstwami materiału. To wygląda trochę jak coś, co mogłabym lata temu nosić w gimnazjum. Nie jest to oczywiście obelga, po prostu właśnie wtedy panowała moda na taki styl.
Efekt rękodzieła podkreśla dodatkowe „znoszenie”. Vans pokusił się, by model prosto z pudełka wyglądał jakby już ktoś odwiedził w nim przynajmniej jeden festiwal. Biała podeszwa została celowo pomalowana tak, by wyglądało to na przybrudzenia pojawiające się po noszeniu butów przez jakiś czas. Jest to dość dyskusyjny element, ale na pewno podkreśla styl tych Authenticów..


W ten sposób całość sprawia wrażenie projektu stworzonego bardziej dla świata mody ulicznej niż deskorolki. To estetyka, która jednych zachwyci, a innych przyprawi o lekki ból głowy. Ja sama nie wiem, co o nich myśleć, jednak nie zdziwię się, gdy niedługo zobaczę je u kogoś na mieście. Dla osób, które lubią bawić się modą, to może być prawdziwa perełka.
Najbardziej odważne Vansy od dawna
Na szczęście cała ekstrawagancja kończy się głównie na warstwie wizualnej. Pod spodem nadal mamy klasycznego Vans Authentic, tyle że w bardziej luksusowym wydaniu. Producent zastosował wkładkę Sola Foam ADC (All-Day Comfort), która ma zapewniać lepszą amortyzację podczas codziennego użytkowania. Nie zabrakło także charakterystycznej wulkanizowanej konstrukcji oraz słynnej waflowej podeszwy odpowiadającej za przyczepność.
Pozostawiono również elementy będące znakiem rozpoznawczym modelu, takie jak boczne wykończenie foxing czy metalowe oczka, przez które przepleciono klasyczne bawełniane sznurówki. Innymi słowy, mimo całego wizualnego szaleństwa Vans nie próbował wymyślać swojego kultowego modelu od nowa. Zmienił jego wygląd, ale zostawił to, co przez lata przyciągało fanów marki.

Dzięki temu dostaliśmy model, który może i nie jest dla każdego, ale na pewno pozwala wyróżnić się z tłumu. Jedni zobaczą w nich modowy koszmarek rodem z początku lat 2000. Inni uznają je za jedną z najciekawszych reinterpretacji klasycznego modelu od wielu lat. Niezależnie od opinii trudno odmówić im jednego — charakteru. Cóż, nikogo też raczej nie zdziwi fakt, że za ten model trzeba będzie zapłacić więcej niż za klasyczne Authentic. Producent wycenił je na 110 dolarów, choć to i tak nie jest aż tak porażająca cena, jak można było się spodziewać.
