Projekt ten jest niczym innym, jak mobilnym, bezprzewodowym urządzeniem stworzonym do usuwania zagnieceń bezpośrednio z ubrań, które w danej chwili mamy na sobie.
Sprytne rozwiązanie, które nie poparzy nam skóry
Z racji, że żelazka są piekielnie gorące, to wizja prasowania czegokolwiek na sobie brzmi raczej jak pomysł na torturę. Nie ma co się jednak martwić, bo projektantka rozwiązała to w bardzo sprytny pomysł. Zamiast tradycyjnej stopy grzejnej, która mogłaby poparzyć skórę, urządzenie wykorzystuje specjalnie wyprofilowaną dyszę. System kieruje strumień ciepłego powietrza bezpośrednio na materiał, podczas gdy delikatne podciśnienie zasysa tkaninę i idealnie ją napina. Gdy przesuwamy urządzenie po zagnieceniu, materiał zostaje błyskawicznie wygładzony i przytrzymany na płasko. Maksymalna temperatura, z jaką pracuje to cudeńko, to w pełni bezpieczne dla naszej skóry 45 stopni Celsjusza. Koszula będzie więc gładka, a ciało nienaruszone.

Żeby proces był skuteczniejszy, to w nakrętkę urządzenia wbudowano dodatkowo małą buteleczkę z rozpylaczem. Wlewamy tam wodę i możemy delikatnie zwilżyć tkaninę przed przesunięciem po niej dyszy. Taki zabieg pomaga rozluźnić włókna przed potraktowaniem ich ciepłym powietrzem, dzięki czemu nawet najtrudniejsze zagniecenia znikają w ułamku sekundy. Co prawda ubranie może być po tym lekko wilgotne, ale taki poziom zmoczenia powinien szybko wyschnąć w kontakcie z powietrzem.

By osiągnąć taki efekt, projektantka posłużyła się fizyką, a dokładniej efektem Coandy – zjawiska z zakresu dynamiki płynów, w którym strumień powietrza ma naturalną tendencję do przylegania do zakrzywionej powierzchni, zamiast od niej odskakiwać. W takim gadżecie do tkanin spisuje się to idealnie, bo połączenie mikroskopijnej wilgoci i podciśnienia układa włókna materiału w idealnym porządku, zanim ciepły strumień powietrza błyskawicznie je wysuszy i utrwali efekt. To kapitalny przykład czystej nauki zastosowanej w walce z powszechnym, codziennym problemem, dotykającym każdego z nas.
Modułowa konstrukcja, która poradzi sobie nawet z najbardziej opornymi ciuchami
Nie każdy materiał prasuje się łatwo. Chociażby taki len potrafi sprawić, że przy żelazku człowiek ciągle odgraża się, że zaraz ciśnie koszulę do kosza. Tu wydawałoby się, że Elide polegnie, ale nie – dla wyjątkowo opornych materiałów projektantka przewidziała modułową konstrukcję. Po dopięciu specjalnej nakładki z płytką grzewczą, Elide zamienia się w kompaktowe żelazko przewodowe rozgrzewające się aż do 200 stopni Celsjusza. Płytka posiada samozaciskowe zawiasy, które składają się, gdy urządzenie nie jest używane, dzięki czemu całość zachowuje smukły, kieszonkowy kształt. Oczywiście w tym scenariuszu koszulę trzeba już zdjąć, ale to chyba zrozumiałe, biorąc pod uwagę temperaturę.

Żeby nie było idealnie, teraz czas na minusy. A raczej na jeden minus – to wciąż prototyp, więc nie da się go kupić. Safaa Fojdar zbudowała działający, wydrukowany w technologii 3D prototyp i zaprezentowała go podczas prestiżowego wydarzenia New Designers w Londynie, gdzie jej uczelnia pokazywała najbardziej obiecujące dyplomowe talenty. Jeśli zaświeciły się oczy na widok tego urządzenia, to zapewne wasz entuzjazm mocno teraz osłabł. Nie ma bowiem pewności, czy gadżet w ogóle trafi do masowej sprzedaży. Miejmy jednak nadzieję, że tak.


Inspiracja do stworzenia urządzenia przyszła z prostej obserwacji rynku. Projektantka zauważyła lukę, której nikt dotąd sensownie nie zagospodarował – brakowało sprzętu, który potrafiłby odświeżyć pogiętą odzież bez konieczności jej zdejmowania, bez ryzyka zostawiania zacieków z wody oraz bez potrzeby szukania gniazdka elektrycznego i deski do prasowania. I – przynajmniej na papierze – to się udało. Mamy tu konkretny problem i proste rozwiązanie, które można wsadzić do torebki, walizki albo plecaka, by móc go użyć w każdej chwili.
