Amerykanie często mówią o niej z przekąsem „white elephant” (biały słoń), jak o czymś drogim, kłopotliwym i kompletnie zbędnym. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) to niewątpliwie najbardziej kosztowny obiekt zbudowany przez człowieka. Pochłonęła już grubo ponad 100 mld dolarów, a jej utrzymanie to kolejne kilka miliardów rocznie. Od kiedy NASA nie ma do dyspozycji promów kosmicznych, obsługa stacji jest dla Amerykanów niemałym kłopotem. Nie brakuje też krytyków badań naukowych prowadzonych na jej pokładzie.

Problem rozwiązał się sam w związku z konfliktem na Ukrainie. Rosjanie nie chcą już współpracować z Amerykanami. Oficjalnie ogłosili, że w 2024 r. zabierają swoje za-bawki z ISS. Nadające się jeszcze do użytku moduły agencja Roskosmos wykorzysta do budowy nowej własnej stacji orbitalnej. Reszta stanie się drogim kosmicznym złomem, którego trzeba się jakoś pozbyć.Koniec kosmicznej przyjaźni Zanim rozpoczęła się budowa Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, istniały trzy osobne projekty. Stany Zjednoczone chciały zbudować Freedom (wolność), Rosja – Mir-2 (pokój-2), Europejczycy – Columbus. Wszyscy borykali się jednak z astronomicznymi kosztami. Amerykanie bezskutecznie próbowali dostosować projekt Freedom do ciasnego budżetu. W 1993 r.jeden głos w Izbie Reprezentantów ocalił program budowy stacji orbitalnej przed wylądowaniem w koszu na śmieci.

W tym samym roku administracja Billa Clintona podjęła historyczną decyzję o nawiązaniu współpracy z Rosją. Projekty Free-dom i Mir-2 zostały połączone w jedną dużą, modułową stację kosmiczną. Zaangażowanie Rosjan miało dla Amerykanów dodatkową polityczną zaletę. Chodziło o zajęcie rosyjskich naukowców i inżynierów czymś innym niż projektowanie broni, której można by użyć przeciwko USA. Rakieta Proton wystrzelona 20 listopada 1998 r. z kosmodromu Bajkonur wyniosła na orbitę pierwszy moduł stacji – zbudowaną przez Rosjan, a sfinansowaną przez Amerykanów Zarię. Wkrótce potem, 4 grudnia, wystartował prom Endeavour z modułem Unity, który został połączony z modułem rosyjskim. Wielokrotnie opóźniane wyniesienie w kosmos modułu Zwiezda udało się w końcu w lipcu 2000 r. Jesienią tego roku na ISS przyleciała pierwsza załoga.

Od tej pory ludzie nie zostawili stacji pustej ani na moment – nowa załoga przylatuje, zanim stację opuści poprzednia. Na ISS pracowały dotychczas 43 międzynarodowe ekipy. Agencje kosmiczne starannie dbały o to, aby nie doszło do sytuacji, gdy na stacji przebywaliby sami Rosjanie lub sami Amerykanie. Ta harmonijna kosmiczna współpraca skończy się za dziewięć lat.

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna

Inaczej niż budowany w stoczni statek, który dopiero gotowy wypływa na morze, budowa Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) przypomina bardziej operację na otwartym sercu. Odbywa się kilkaset kilometrów nad Ziemią. Stacja jest w ciągłym ruchu i nie może ani na chwilę przestać działać. W tych arcyskomplikowanych warunkach udało się jak dotąd połączyć ze sobą 14 hermetyzowanych modułów. Siedem znajduje się w części amerykańskiej: Unity, Destiny, Quest (niewidoczny na zdjęciu powyżej), Tranquility, Harmony, Cupola i Leonardo. Pięć w rosyjskiej: Zaria, Zwiezda, Pirs, Poisk i Rasswiet. Jest też moduł japoński Kibō (JEM) oraz europejskie laboratorium Columbus. W maju 2011 roku prom Endeavour – ten sam, który rozpoczął budowę amerykańskiej części stacji – zakończył ją, dowożąc w swojej ostatniej misji Magnetyczny Spektrometr Alfa. Rosjanom zostały do wyniesienia na orbitę jeszcze cztery moduły: Nauka, moduł cumowniczy i dwa moduły badawczo-energetyczne.

Kronika zapowiadanego demontażu

Decyzja Roskosmosu nie była niespodzianką. O recyklingu modułów Międzynarodowej Stacji Kosmicznej Rosjanie mówili już od 2006 r. Sytuacja polityczna przyśpieszyła podjęcie decyzji, która była nieunikniona. ISS się starzeje, a utrzymanie jej w dobrej kondycji kosztuje mnóstwo pieniędzy. Mało kto pamięta, że jej misja pierwotnie miała skończyć się właśnie teraz, w 2015 r. Rząd Baracka Obamy zgodził się na przedłużenie finansowania stacji do 2024 r. Mówiło się też o możliwości przesunięcia tego terminu o kolejne cztery lata, tak aby ISS doczekała swych 30. „urodzin”. Teraz już wiadomo, że nie ma na to szans. Tym bardziej że od wielu lat sama idea stacji jest mocno krytykowana.