Anna Binkowska: W 1996 r., kiedy toczył się proces o zabójstwo studenta Wojciecha Króla, osmologia była początkującą dyscypliną kryminalistyczną. Czy dlatego policyjne ustalenia zostały uznane za niewiarygodne?

 

 

Tomasz Bednarek: Postępowanie sądowe w tej sprawie było chyba pierwszym w Warszawie tak poważnym sprawdzianem dla tej świeżo wprowadzonej do procesu karnego dyscypliny. Mimo że dużo wcześniej (w latach 60.) podejmowano próby identyfikacji zapachu człowieka, to metoda ta po raz pierwszy opisana została w roku 1992, a weszła w życie rok później. Jest ona kompilacją doświadczeń ośrodków zagranicznych oraz krajowych. W sprawie Wojciecha Króla popełniono wiele błędów natury metodologicznej. Pamiętajmy: ocena każdego dowodu należy zawsze do niezawisłego sądu. Dziś orzecznictwo sądów polskich jest raczej przychylne osmologii, chociaż nie zawsze jednomyślne, i często podkreśla się konieczność „dużej ostrożności” w ocenie dowodów.

 

 

A.B.: W tzw. ogniwie łańcucha poszlak nie tylko pies wskazał podejrzanego wśród kilku przypadkowych mężczyzn. Został on wraz z kolegą rozpoznany przez świadków, badanie wariografem wykazało, że obaj mogli być bezpośrednio związani z napadem i postrzeleniem. Jakich poszlak trzeba, by „łańcuch” przemawiał jednoznacznie przeciwko podejrzanym?

 

 

T.B.: Sąd, oceniwszy obszerny materiał dowodowy, uznał, że nie daje on dostatecznych podstaw do wydania wyroku skazującego. Wszystkie przeprowadzone w ramach procesu dowody sąd uznał za poszlakowe. O dowodzie zaś z poszlak jako pełnowartościowym dowodzie winy oskarżonego można mówić dopiero wówczas, gdy zespół (łańcuch) poszlak rozumianych jako udowodnione fakty uboczne prowadzi pośrednio, w drodze logicznego rozumowania, do stwierdzenia jednej wersji zdarzenia (faktu głównego). Z niego musi wynikać, że oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu. Poszlaki mogą stanowić podstawę przypisania winy jedynie wówczas, gdy tworzą zamknięty krąg. W przypadku omawianej sprawy sąd uznał, że w żadnym wypadku nie może być mowy o tak zamkniętym łańcuchu poszlak. Z kronikarskiego tylko punktu widzenia warto wspomnieć o sprawie z 16 grudnia 1997 r., która działa się w Warszawie w sklepie odzieżowym „Ultimo”. Doszło tam do bardzo tragicznego w skutkach wydarzenia (zabójstwo właściciela sklepu i ciężkie zranienie jego żony przez sprzedawczynię Beatę K.). W tej zaś sprawie ostateczna ocena dowodu była odmienna niż w procesie oskarżonych o zabójstwo studenta.

 

 

A.B.: Dlaczego osmologia od początku wzbudzała kontrowersje wśród prawników?

 

 

T.B.: Zwolennicy badań śladów zapachowych dostrzegali w nich wartościowy materiał dowodowy, natomiast przeciwnicy wskazywali na wiele niebezpieczeństw związanych z wykorzystaniem w procesie karnym dowodu, który opiera się z jednej strony na badaniu niewidocznych dla człowieka śladów, a z drugiej na wykorzystaniu wysoce niekonwencjonalnego „narzędzia badawczego”, jakim jest specjalnie wytresowany pies.

 

 

A.B.: W kryminalistyce nie ma metod umożliwiających 100-procentową identyfikację człowieka. Od prawnika jednak zależy, jak wykorzysta „paletę dowodową”. Czy to kwestia umiejętności lub jej braku?

 

 

T.B.: Jestem zwolennikiem poglądu wyrażanego przez prof. Józefa Wójcikiewicza z UJ, że w kryminalistyce nie znajdziemy całkowicie niezawodnych metod identyfikacji człowieka. Każda z nich obarczona jest pewnym błędem, którego skala uzależniona jest od wartości diagnostycznej metody oraz od szeregu czynników zmiennych, oddziałujących w konkretnych sprawach, takich jak np.: błąd metody, kontaminacja śladów czy chociażby rozkalibrowanie wykorzystywanej w badaniach specjalistycznej aparatury itp.