Jest jednak pewna kategoria aktywności, o której wiadomo, że pozytywnie wpływa na mózg. Niektórych pewnie zdziwi – to socjalizowanie i udzielanie się towarzysko. Hipoteza społecznego mózgu głosi, że tak wielkie jego zaawansowanie jest efektem konieczności skutecznych interakcji z dużymi liczebnie grupami osób. Nasi praprzodkowie nie tylko borykali się z klasycznymi zagrożeniami: drapieżnikami,  głodem czy zjawiskami meteorologicznymi. Równie ważne dla przesuwania się w górę drabiny społecznej, a więc dla zyskiwania lepszych partii do rozrodu, było zręczne poruszanie się w gąszczu pogłosek, herezji i plotek. Tak jak dawniej prowadzenie życia towarzyskiego nadal świetnie ćwiczy umysł, proszę więc, nie zwlekaj z opowiedzeniem wszystkim znajomym, jak ciekawą książkę czytasz.

Choć nasz mózg jest olśniewającym narządem, mitem jest, że nie ma wad. Jest wciąż organem w budowie i cierpi na bolączki ewolucyjne. Niektóre są poważne.

 

Dlaczego mózg ma kłopoty?

O mózgu można powiedzieć, że zachowuje się trochę jak primadonna. Wymaga mnóstwo uwagi, dotknięty jest samouwielbieniem, nie znosi wytykania błędów, a nawet wierzy, że jest nieśmiertelny. Zacznijmy od pazerności. Ze wszystkich narządów ustroju wymaga najwięcej energii. Pochłania dwadzieścia procent zasobów energetycznych ciała, nawet wówczas, gdy jedyną wykonywaną czynnością jest lektura czasopisma poświęconego życiu gwiazd show-biznesu. Na plus należy mu zaliczyć wypracowanie metod oszczędzania energii, ale odbyło się to kosztem lotności. Skutkiem takiego kompromisu są na przykład opieszałość i chodzenie na skróty. Zamiast bezustannego przetwarzania danych dostarczanych przez zmysły, szuka wzorców i robi założenia. Na dodatek bardzo w nie wierzy – stosuje się do nich kategorycznie, nawet gdy rzeczywistość im przeczy.

Mózg traci rezon, natykając się na niepewność, niczym Linus pozbawiony bezpiecznego kocyka. Niepewność jest istotą niedokończonych historii,  korzystają z tego scenarzyści seriali, kiedy sięgają po dramatyczne, trzymające w napięciu zakończenia odcinków. Mózg za wszelką cenę dąży do zamykania wątków, więc wypełnia luki według własnego widzimisię. Nieustannie przypisujemy niewyjaśnione zdarzenia albo dziwne zbiegi okoliczności siłom nadprzyrodzonym. Zamiast mierzyć się z nieznajomością chwili śmierci (niepewność), nasz zarozumiały mózg nabiera prze- konania, że mamy duszę, która będzie żyła, gdy ciało sczeźnie. Pomysł świetny, pozwala bowiem zajmować się aktualnymi problemami zamiast roztrząsać porażające kwestie egzystencjalne.

Zarozumiałe ego mózgu powoduje, że wierzy, iż wszystko robi najlepiej. Osoby o niskich kompetencjach do wykonywania pewnych zadań zwykle przeceniają swoje możliwości w tym zakresie. Zjawisko nazwano efektem Dunninga i Krugera – od nazwisk psychologów z Uniwersytetu Cornella, którzy je pierwsi opisali w 1999 roku. W artykule o poważnie brzmiącym tytule Unskilled  and unaware  of it: how difficulties in recognizing one's own incompetence lead to inflated  self-assessments (Niewykwalifikowani i nieświadomi: jak trudności w rozpoznawaniu własnej niekompetencji prowadzą do rozdętej samooceny) wykazali, że uczestnicy badania źle wypadający w testach gramatycznych, logicznych i poczucia humoru całkowicie przeceniali swoje wyniki. Mniej więcej tak, jak pozbawiony słuchu nastolatek uczestniczący w programie American Idol przekonany, że niewiele mu brakuje do Brunona Marsa. Efekt Dunninga i Krugera bywa wzmacniany piciem alkoholu. Z tego powodu  wiele osób deklarujących  „Co?! Ja tego nie potrafię?” ląduje na pogotowiu albo SOR-ze.

Davida Dunninga i Justina Krugera do zajęcia się tym dziwactwem natchnął bankowy rabuś przekonany, że uniknie identyfikacji na podstawie zapisu wideo, jeżeli wysmaruje sobie twarz sokiem cytrynowym. Nierozgarnięty przestępca uznał, że skoro soku z cytryny używa się jako atramentu sympatycznego, to równie skutecznie ukryje twarz. To przypomina trochę postępowanie przestępców robiących sobie ma miejscu zbrodni selfie i zamieszczających je w mediach społecznościowych. Obaj psychologowie twierdzą, że osoby o niskich predyspozycjach intelektualnych  są zbyt głupie, by wiedzieć, że są głupie. Nawet jeśli ma się mózg idiotę, i tak rzuci on wyzwanie geniuszom i ekspertom, ponieważ … jest idiotą.

Efekt Dunninga i Krugera wyjaśnia wszystko. Od przekonania, że potrafi się zagrać na kobzie, jak tylko dmuchnie w ustnik instrumentu, po myślenie, że zmiany klimatyczne to wyssane z palca bzdury, chociaż nigdy się nie przeczytało książki naukowej. Zrób sobie (i nam wszystkim) uprzejmość i (1) nigdy nie graj na kobzie, (2) miej primadonnę pod kontrolą. Pamiętaj o konfucjańskim aforyzmie: prawdziwa wiedza to świadomość rozmiarów własnej ignorancji.