Barack Obama miał wypisane na twarzy, że zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych – twierdzi Jean Harner, autorka książki „The Wisdom of Your Face”. Ma on rysy osoby niezależnej. Prosta linia włosów nad czołem sugeruje, że jest gotów przełamywać stereotypy. Duże uszy świadczą o tym, że nie boi się ryzyka, a wąska szczęka oznacza, że chętnie słucha opinii innych.

Czy rzeczywiście z twarzy można wyczytać cechy osobowości? „Niektóre cechy fizyczne człowieka są bez wątpienia wskaźnikami jego właściwości psychicznych. Nie tylko oczy, ale cała twarz jest zwierciadłem duszy człowieka” – u waż a pro f. David Perrett z St. Andrews University.

Sęk w tym, że zwierciadło to czasami jest krzywe, a wtedy nasze pobieżne oceny mogą się paskudnie zemścić.

PROFIL DARWINA


Rozpoznawanie w twarzy cech osobowości, czyli tzw. fizjonomikę, spopularyzował w XVIII wieku szwajcarski pastor Johann Lavater. Jego książka zawładnęła umysłami ówczesnych ludzi. Niewiele brakowało, by z jej powodu Karol Darwin nie odbył historycznej podróży na statku „Beagle”. Kapitan Robert FitzRoy nie wierzył, by człowiek o takim nosie mógł mieć wystarczająco dużo energii, żeby wytrzymać długi rejs. Na szczęście przekonało go czoło wielkiego uczonego.

Fizjonomikę uznano później za zabobon, ale – jak się okazuje – nie do końca słusznie. A wiemy to m.in. właśnie dzięki teorii ewolucji, której podwaliny stworzył Darwin. Ludzki mózg jest zaprogramowany na rozpoznawanie twarzy (do tego stopnia, że nierzadko doszukujemy się ich tam, gdzie ich wcale nie ma – np. w dziwacznym układzie chmur czy zaciekach na szybie). Z ewolucyjnego punktu widzenia im szybciej ocenimy nieznajomego, tym lepiej. Kiedyś od tej decyzji mogło zależeć życie. Do dziś pierwsze wrażenie wywiera ogromny wpływ na to, jak potem traktujemy nowo poznaną osobę.

Badania obrazowe mózgu ujawniły, że „czytanie” twarzy jest automatycznym procesem, związanym m.in. z aktywnością tzw. jądra migdałowatego, zaangażowanego w reakcje emocjonalne. Dlatego pierwsze wrażenie jest równoznaczne z decyzją: uciekaj lub nawiązuj kontakt. Ważną rolę odgrywa również zakręt wrzecionowaty – struktura wyspecjalizowana w rozróżnianiu znanych nam twarzy. Wiadomo już, że działa ona nieprawidłowo u osób cierpiących na autyzm, które najczęściej nie potrafią odczytywać emocji innych ludzi i nie zwracają uwagi na twarze.

PIĘTNO HORMONÓW


Ten system działa u nas w większości przypadków automatycznie, poza świadomością – i radzi sobie całkiem nieźle. Z badań prof. Perretta wynika, że potrafimy „na oko” ocenić pięć kluczowych cech osobowości: otwartość, ekstrawersję, zgodność, sumienność i neurotyzm. I tak osoby o wystających kościach policzkowych i blisko rozstawionych oczach mają wyższy stopień neurotyzmu niż inni. Ludzie o szerszej twarzy i podniesionych brwiach są otwarci i zgodni. Mocna szczęka i wyraźnie zarysowana żuchwa u mężczyzny kojarzy się z siłą i agresją. Szeroko rozstawione oczy – z infantylnością i niską inteligencją, a pełne wargi z delikatnością.

„Pewne rysy twarzy wiążemy z konkretnymi cechami osobowości, bo obie grupy tych cech są w pewnym stopniu zależne od naszych genów” – mówi dr Rob Jenkins, psycholog z University of Glasgow. Np. kształt twarzy u mężczyzn związany jest z poziomem testosteronu. Justin Carre z kanadyjskiego Brock University udowodniła, że mężczyźni o szerszych twarzach mają wyższy poziom testosteronu w ślinie. Jednocześnie osoby o takim wyglądzie uważamy za agresywne – są wysokie, dobrze zbudowane i przyjmują w grupie role dominujące. Uczona doszła do takich wniosków, analizując wygląd i zachowanie hokeistów. Z kolei prof. Allan Mazur z Syracuse University i prof. Ulrich Müller z Universität Marburg analizowali zdjęcia z albumu kadetów szkoły wojskowej West Point i przebieg ich kariery zawodowej i zauważyli, że mężczyźni o blisko osadzonych oczach i kwadratowej szczęce oraz z mocno zarysowanymi brwiami szybciej awansowali do stopnia pułkownika czy generała niż ich koledzy o takich samych kwalifikacjach, ale innej budowie twarzy.

WYRZEŹBIENI PRZEZ EMOCJE


Eksperymenty psychologa dr. Alexandra Lowena dowiodły, że osoby o wysokim poziomie agresji często zaciskają bezwiednie szczęki – w efekcie ich mięśnie kształtują się w taki sposób, że ich szczęka staje się mocniejsza i bardziej zarysowana.

Eksperymenty psychologa dr. Alexandra Lowena dowiodły, że osoby o wysokim poziomie agresji często bezwiednie zaciskają szczęki – w efekcie ich mięśnie kształtują się w taki sposób, że ich szczęka staje się mocniejsza i bardziej zarysowana.

Szczera jak blondynka?


Choć od tej zasady istnieją liczne wyjątki, mężczyźni generalnie faktycznie wolą blondynki. Ale dlaczego? Zdaniem badaczy z Brain & Perception Laboratory przy University of California w San Diego chodzi o to, że z twarzy o jasnej karnacji łatwiej jest odczytać ważne ewolucyjnie sygnały: oznaki anemii, sinicy (czyli niedotlenienia występującego w chorobach płuc i serca), żółtaczki itd. U blondynek też wcześniej widać oznaki starzenia się. W dawnych czasach wszystko ułatwiało to mężczyznom znalezienie młodej partnerki wyposażonej w dobre geny i zdrowie, które pozwoli jej donosić ciążę i odchować potomstwo – pisze Roger Dobson w książce „Śmierć jest uleczalna i 99 innych odważnych hipotez”. Dziś oczywiście wiele niedoskonałości można zamaskować makijażem czy z pomocą zdobyczy medycyny estetycznej, ale ukształtowane przez ewolucję preferencje zostały...
 


Jednak wiele uczuć pojawia się na twarzy tylko przelotnie i niełatwo je odczytać. Wie o tym dr Paul Ekman, psycholog z University of California w San Francisco. Od ponad 40 lat prowadzi badania nad ludzką mimiką. Zaczął od skatalogowania wszystkich kombinacji grymasów, do jakich zdolne są 43 mięśnie mimiczne naszej twarzy, potem wybrał z tego ok. 3 tys. tych, które mają jakieś znaczenie dla obserwatora. „Najistotniejszymi uczuciami, które rzeźbią naszą twarz, jest złość, smutek, strach, zaskoczenie, niechęć, pogarda, szczęście” – mówi dr Ekman. Stworzony przez niego Facial Action Coding System znalazł mnóstwo zastosowań – od tworzenia filmów animowanych, takich jak „Shrek” i „Toy Story”, po wspieranie pracy policji i służb specjalnych. Okazuje się bowiem, że sygnały, które zdradzają kłamcę czy osobę agresywną, często pojawiają się tylko przez ułamek sekundy. Niewielki odsetek ludzi potrafi je wychwycić dzięki wrodzonym zdolnościom – inni potrzebują specjalnego treningu.

Z sondażu przeprowadzonego wśród prokuratorów wynika, że po kilku latach intensywnej praktyki wiele ocen postawionych intuicyjnie podczas pierwszego kontaktu wzrokowego ze świadkami czy podejrzanymi potwierdza się po zweryfikowaniu materiału dowodowego. Ludzie proszeni o podanie rodzaju przestępstwa przypisywanego osobie, której twarz pokazano im na fotografii, zaskakująco często udzielali trafnej odpowiedzi. Twarz oszusta jest określana jako blada, o wyrazie zazwyczaj dobrodusznym, wydatnych policzkach i wymuszonych grymasach. Złodzieja zdradzają małe, często skośne, rozbiegane oczy i grube stykające się nad nosem brwi.

SIŁA WOLI KONTRA PRZEPOWIEDNIE


Może więc wystarczy zmienić twarz, żeby zmienić człowieka? Niewykluczone – badania wykazały, że opuszczający zakład karny więźniowie, którym dla poprawy wyglądu twarzy przeprowadzono udaną operację plastyczną, rzadziej stają się recydywistami niż skazani bez takiej korekty.

Ale dobre skutki mogą też przynieść mniej inwazyjne metody. Wielu psychologów uważa, że twarz to zaledwie „prognoza”, która może być wręcz motywacją do zmiany życia. Mężczyźni o dziecinnych twarzach są z reguły lepiej wykształceni i bardziej asertywni, ale też bywają przy tym kłótliwi i złośliwi. Dzieje się tak, ponieważ próbują udowodnić, że są twardzielami. W efekcie mogą szybciej awansować w armii (przynajmniej do pewnego poziomu), ale też częściej wchodzą w konflikt z prawem.

Z drugiej strony spora część naukowców uważa, że twarz jest przede wszystkim samospełniającą się przepowiednią. Od dzieci o ostrych rysach oczekuje się dojrzałości. Dlatego kształtowane są u nich takie cechy, jakie podpowiada ich fizjonomia. Leslie Zebrovitz z Brandeis University wykazała, że chłopcy i mężczyźni o dziecinnych twarzach wzbudzają u innych uczucia opiekuńcze, wpływając na rejony mózgu związane z emocjami. Za to osoba o wyglądzie oszusta jest traktowana przez innych z podejrzliwością, więc w końcu zaczyna się zachowywać tak, jak się tego po niej spodziewamy.

A ZWYCIĘZCĄ JEST...


Gdyby nasz system analizowania twarzy zawsze działał bez zarzutu, nigdy nie dalibyśmy się nabrać oszustom ani nie wiązalibyśmy się z niewiernymi partnerami. Choć pierwsze wrażenie jest potężne, może nas prowadzić na manowce stereotypów, uprzedzeń i nadmiernych uproszczeń – ostrzega Malcolm Gladwell w książce „Błysk! Potęga przeczucia”, podając przykład Warrena Hardinga. Ów amerykański polityk wyglądał na urodzonego męża stanu – kompetentnego, godnego zaufania, obdarzonego silnym charakterem. Wygrywał kolejne wybory, aż został prezydentem USA. W zgodnej opinii historyków – jednym z najgorszych w dziejach tego kraju.

Mechanizm ten działa do dziś. Z badań Alexandra Todorova z Princeton University wynika, że naszymi decyzjami przy urnie w dużym stopniu kieruje to, czy kandydat spodobał nam się na pierwszy rzut oka. Dlatego partie przede wszystkim starają się pokazać w kampanii „dobre twarze” – polityków sprawiających wrażenie osób kompetentnych i zdecydowanych (ale niekoniecznie budzących zaufanie – ta cecha niezbyt dobrze się „sprzedaje”, czego dowodzą wyborcze klęski Jacka Kuronia czy prof. Zbigniewa Religi). Czynniki takie jak program polityczny czy „pranie brudów” mogą potem wpływać na naszą opinię o kandydacie, ale pierwsze wrażenie z reguły trzyma się mocno.

Czy więc Barack Obama zasłużenie został prezydentem USA? Niestety, nawet najbardziej szczegółowa analiza jego rysów nie da nam takiej pewności. W przypadku polityków dopiero czas pokazuje, czy potrafią zachować tę twarz, którą pokazywali podczas kampanii.