Za Polskę i cesarza… Meksyku!

Były żołnierz napoleoński Karol Beneski spędził kilkanaście lat walcząc w rozrywanym intrygami Meksyku. Przyjaźnił się z samym cesarzem Augustynem I.
Cesarz Meksyku Augustyn I Iturbide / źródło: Dageno, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0
Cesarz Meksyku Augustyn I Iturbide / źródło: Dageno, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

Meksykańskie miasteczko Padilla, 19 lipca 1824 roku. Augustin de Iturbide, znany wcześniej jako cesarz Augustyn I, staje przed plutonem egzekucyjnym. Wszystkiemu zza krat w odległości sześćdziesięciu kroków przygląda się pewien więzień. „Wstrzymajcie egzekucję! Rozstrzelajcie mnie zamiast niego!” – woła. Wówczas cesarz tłumaczy dowódcy plutonu egzekucyjnego: „To Beneski. Trudno mi się z nim rozstać: dobry człowiek i mój najlepszy przyjaciel…”.

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że w polskiej historii mało kto mógł się pochwalić tak bujną biografią jak Carlos de Beneski, czyli Karol Beneski. Ten żołnierz armii polskiej i pruskiej trafił do Meksyku i zakochał się w tym kraju na zabój. Dwukrotnie wypędzany – dwukrotnie wraca, robi karierę w wojsku, bierze udział w rebeliach, zostaje komendantem stanu odszedł z wojska, przez chwilę bawił w Poznaniu i wyjechał do Stanów Zjednoczonych.

USA już wtedy jawiły się jako kraj wielkich możliwości dla ludzi odważnych. Niestety, na miejscu Beneskiego spotkał duży zawód. Od kilku lat Stany nie prowadziły żadnych wojen i nie potrzebowały ochotników z Europy. Być może Beneski rozważał nawet powrót na Stary Kontynent albo podjęcie pracy fizycznej. Coś jednak zwróciło jego uwagę na Meksyk. Może któregoś dnia z nudów przeglądał gazetę, gdzie natknął się na artykuł o tamtejszej rewolucji? W sierpniu 1821 r. Meksykanie zrzucili hiszpańskie zwierzchnictwo i wywalczyli niepodległość. Początkowo Meksyk był republiką, ale już w maju 1822 r. stał się monarchią. Pierwszym cesarzem został bohater walk narodowowyzwoleńczych generał Augustin de Iturbide. Przybrał imię Augustyn I.

PODEJŚCIE PIERWSZE

Podróż Beneskiego na południe skończyła się zarazem tragicznie i szczęśliwie. Jego statek rozbił się u wybrzeży Meksyku. Polski żołnierz stracił cały bagaż, ale ocalił życie – i dokumenty. Był sam, nie miał pieniędzy, nie znał języka i czekało go trzysta mil podróży do stolicy. Witold L. Langrod, autor książki „O niespokojnym życiu i smutnej śmierci Karola Beneskiego”, sugestywnie przedstawia jego pierwsze tygodnie na meksykańskiej ziemi. „Wrażenie, jakiego doznawał Beneski zetknąwszy się z nowym dla niego światem, niepodobnym do niczego, co widział przedtem, na pewno było duże. W miarę oddalania się od miasta Veracruz, zwłaszcza od miejscowości Santa Fe, zamieszkanej przez ludność pochodzenia murzyńskiego, przyroda stawała się coraz bujniejsza, by potem od Puente del Rey nad rzeką Antigua, ukazać się w piękności wprost oszałamiającej. Krajobrazy górskie. Gąszcz lasów palmowych i innych. Zapach kwiatów. Drzewa rodzące najrozmaitsze owoce, nie znane w krajach europejskich. Rozświegotane ptactwo kolorowe. W dżungli jaguary i inna zwierzyna. A od czasu do czasu romantycznie położone wioski”.

W stolicy Meksyku okazało się, że nie jest łatwo dostać się do armii. W garnizonie na każdego szeregowego przypadał jeden oficer lub podoficer! Życiorys Beneskiego jednak robił wrażenie. Poza tym regulamin armii meksykańskiej opierał się głównie na przepisach pruskich, co było dodatkowym atutem Polaka. Pozostało zdać egzaminy – z jazdą konną, używaniem lancy i rysunkiem nie miał żadnych problemów. Gorzej poszło z matematyką, ale – jak pisał egzaminator do ministerstwa wojny – „dowiódł posiadania ogólnej znajomości tej wiedzy”.

Beneski został podpułkownikiem armii meksykańskiej i po jakimś czasie trafił do sztabu gen. Anastasio Bustamente, bliskiego znajomego cesarza. Za pośrednictwem dowódcy poznał samego Augustyna I. Cesarz był dość skomplikowaną osobą – dla jednych krwawy despota, dla innych mąż stanu. Jak to ujął Simon Bolivar, „jego życie dało Meksykowi niepodległość, a jego śmierć odprężenie”. Jednak Beneski, może przyzwyczajony do pruskiego drylu i posłuszeństwa, był zachwycony charyzmatycznym przywódcą. Z czasem ich relacje przerodziły się w prawdziwą przyjaźń.

Po raz pierwszy Beneski nadstawił głowę za Iturbide w lipcu 1823 r. – krótko po tym, jak cesarz został zmuszony do abdykacji i opuszczenia kraju [patrz „Upadek cesarza” s. 10]. Polak pozwolił sobie na kilka niewybrednych słów pod adresem nowych władz Meksyku. Beneski i inni uczestnicy rozmowy zostali zadenuncjowani i aresztowani. W trakcie przesłuchania Polak wszystkiemu zaprzeczył, tłumacząc się słabą znajomością hiszpańskiego. Jednak śledczy po zdobyciu kolejnych zeznań stwierdzili, że z jego językiem wcale nie jest tak źle. Co więcej, uznali, że planował wywołać bunt wśród oddziałów znajdujących się w miejscowości Tacubaya!

Cesarz Augustyn Iturbide

Obcokrajowcy w armii meksykańskiej nie cieszyli się szczególną sympatią, co pogarszało sytuację Beneskiego. W dokumentach ze śledztwa można przeczytać, że „ten cudzoziemiec nie położył żadnych zasług dla naszego narodu i nie oddał mu choćby najmniejszej usługi”. A także, że „to awanturnik, kreatura pana Iturbide, który mu dał stanowisko całkowicie niezasłużone”. Polski oficer przesiedział kilka miesięcy w więzieniu, a w końcu został wydalony z Meksyku.

ZNAJOMI BENESKIEGO, KTÓRZY RZĄDZILI MEKSYKIEM

Augustyn Iturbide (1783–1824) – wojskowy, bohater wojny z Hiszpanią, która przyniosła Meksykowi niepodległość. Cesarz rządził w latach 1822–1823 jako Augustyn I. Obalony i wygnany, w 1824 r. wrócił do kraju, ale został ujęty i rozstrzelany.

Anastasio Bustamente (1780–1853) – z wykształcenia lekarz, przyjaciel Iturbide, uczestnik wojny o niepodległość. W 1829 r. został wiceprezydentem, a w 1830 r. prezydentem Meksyku. W 1833 r. obalony przez generała de Santa Annę. Później jeszcze dwukrotnie obejmował urząd prezydenta.

Antonio López de Santa Anna (1794–1876) – wojskowy, w grudniu 1822 r. zbuntował się przeciwko cesarzowi Augustynowi I. W latach 1833–1855 jedenaście razy pełnił urząd prezydenta Meksyku. Wypędzony z kraju, wrócił w 1874 r. po amnestii.

PRZYWRÓCIĆ NA TRON AUGUSTYNA I

Co działo się z Beneskim przez kilka kolejnych miesięcy, nie wiadomo. Może przez chwilę zabawił w USA, może odwiedził rodzinę w Wielkopolsce. W każdym razie dość niespodziewanie pojawił na początku 1824 r. we włoskim mieście Livorno. Przez pewien czas było to miejsce pobytu wygnanego ekscesarza Augustyna I. Jednak Beneski zastał tam tylko panią Iturbide z sześciorgiem dzieci. Dowiedział się, że były monarcha przebywa w Londynie, więc podążył za nim do Anglii.

Iturbide zamierzał osiąść w Europie na stałe, ale w czasie pobytu w Londynie zaczął się wahać. Wieści z Meksyku były bardzo obiecujące – w różnych częściach kraju wybuchały rebelie, żądano powrotu cesarza. W stolicy rozlepiano plakaty z wizerunkiem byłego władcy. Na dodatek Beneski przywiózł listy od spiskowców, którzy chcieli restaurować rządy Augustyna I.

W takiej sytuacji Iturbide zdecydował się na powrót. 11 maja 1824 r. w Southampton wsiadł na statek. Towarzyszyła mu ciężarna żona, dzieci oraz kilka innych osób, w tym Beneski. Na pokładzie znalazł się też drukarz. Nieprzypadkowo, bo w czasie podróży Augustyn zajmował się przygotowywaniem proklamacji do narodu i innych tego rodzaju pism. 1 lipca statek dobił do brzegu w meksykańskiej zatoce San Bernardo.

Od tego czasu Beneskiego prześladował pech. Iturbide wysłał go z czterema marynarzami, aby skontaktował się z przychylnym mu płk. Trespalaciosem. Po drodze zostali napadnięci przez Komanczów. Cudem wyrwali się im, ale zabłądzili na pustkowiu i pułkownika nie odnaleźli. Zaniepokojony Iturbide wysłał na ich poszukiwania siostrzeńca, który po dwóch dniach sprowadził Beneskiego i jego towarzyszy.

Skoro nie udało się znaleźć Trespalaciosa, popłynęli dalej do portu Tampico, ale 12 lipca statek utknął  na mieliźnie koło Soto la Marina. Gdzieś w tej okolicy miał rezydować generał-gubernator Felipe de la Garza. Swego czasu zbuntował się przeciwko Iturbide, ale ten wybaczył mu wszystko i przywrócił do dawnych godności – powinien więc mieć dług wdzięczności wobec Augustyna I…

ROZTERKI GENERAŁA

Znowu tym, który wysiadł na ląd, był Beneski. Może dlatego, że znał osobiście de la Garzę. Tym razem Polak nie zabłądził i bez problemu odnalazł generała-gubernatora. Spotkanie przebiegło w życzliwej atmosferze. Beneski powiedział, że przybywa w interesach handlowych. Stwierdził, że trzy londyńskie przedsiębiorstwa chcą zbadać możliwości rozwoju osadnictwa w Meksyku. Porozmawiał też z generałem o Iturbide. „Cesarz mieszka w Londynie i ma się dobrze. Nie wiem, czy zamierza wrócić do kraju, bo nie znam zamiarów cesarza – kłamał Polak. – Z tego, co mówił, wynika, że będzie chciał przyjechać do Meksyku”.

De la Garza zapewniał o swojej lojalności wobec cesarza. „Oby niebiosa sprawiły, by na-prawdę powrócił… Bo bez niego naród nasz jest zgubiony” – stwierdził. Meksykanin chyba zorientował się, że Beneski kłamie, a Iturbide musi być gdzieś w pobliżu. Polak jednak do końca mu nie ufał. Kiedy wrócił na statek, a Iturbide pytał go o generała, zastrzegł: „Nie mógłbym zaręczyć nawet za własnego brata”. Ekscesarz był jednak gotowy podjąć ryzyko zejścia na ląd. 15 lipca 1824 r. Beneski i Iturbide wysiedli na brzeg, a następnego dnia spotkali się z de la Garzą. Generał przyjął ich życzliwie, lecz nie omieszkał poinformować ich o kwietniowej uchwale Kongresu Meksyku. Przewidywała, co następuje: jeżeli Iturbide postawi stopę w Meksyku, zostanie uznany za zdrajcę i wroga kraju. Podobnie wszyscy, którzy ułatwią mu powrót. Iturbide nie miał pojęcia o tej uchwale!

De la Garza był rozdarty między obo-wiązkiem przestrzegania prawa a wdzięcznością wobec cesarza. Rozwiązał sprawę tak: 19 lipca aresztował byłego władcę i Beneskiego, a następnie postawił ich przed Kongresem stanu Tamaulipas, który zebrał się w miasteczku Padilla. Jednocześnie de la Garza przemawiał w obronie byłego cesarza. Niestety, deputowani byli mu nieprzychylni. Skazali Iturbide na karę śmierci.

Ten przyjął informację o wyroku ze spokojem. Prosił tylko o trzy dni życia oraz o łaskę dla Beneskiego. Kongres nie przychylił się do jego prośby. Kilka godzin później Augustino de Iturbide został rozstrzelany.

UPDAEK CESARZA

Przyczynami buntu przeciw Augustynowi były despotyczne rządy cesarza, konflikt z republikanami (przecież nie po to Meksykanie wyzwolili się spod panowania Hiszpanii, aby mieć znowu monarchę) oraz jego nieumiejętność współpracy z parlamentem. Odejście władcy zbiegło się z odłączeniem się od Meksyku: Hondurasu, Kostaryki, Salwadoru i Nikaragui. Utworzyły one tzw. Zjednoczone Prowincje Ameryki Środkowej.

AMERYKAŃSKI SEN

Beneski nie podzielił losu przyjaciela. Kongres nie był przekonany, czy Polak jako obcokrajowiec podlega tej samej uchwale, co Iturbide. W rzeczywistości podlegał. Sam Beneski na to wskazywał i prosił o karę śmierci. Lecz skończyło się na trzymiesięcznym więzieniu i wydaleniu z Meksyku.

23 października 1824 r. Polaka wysłano statkiem do USA, do Nowego Orleanu. Stamtąd podążył do Nowego Jorku. W 1825 r. wydał 41-stronicową broszurę, w której opisał ostatnie chwile cesarza Augustyna I. Zaczął prowadzić spokojniejsze życie. Znalazł pracę w przedsiębiorstwie Aaron H. Palmer and Associates, które starało się wybudować kanał łączący Atlantyk i Pacyfik.

olak dość dobrze kojarzył sytuację w Ameryce Łacińskiej, poza tym – ze względu na okoliczności egzekucji Iturbide – był rozpoznawalną osobą. Trudno wskazać inne powody, dlaczego Palmer i spółka zatrudnili zawodowego wojskowego.

Beneski prowadził rozmowy w sprawie kanału w Gwatemali. Niestety, wynegocjowany 18-miesięczny termin przystąpienia do budowy okazał się za krótki dla przedsiębiorstwa Palmera, które nie zdobyło wystarczającej ilości pieniędzy na ten cel. W efekcie plan budowy kanału spalił na panewce, a Beneski został bez pracy.

DO TRZECH RAZY MEKSYK

W 1829 r. Beneski zjawił się w Meksyku z fałszywym paszportem wystawionym na nazwisko Beaufort. Oczywiście, błyskawicznie znalazł się w więzieniu, ale równie szybko z niego wyszedł. Jak sądzi Langrod, biograf Polaka, pomogła protekcja gen. Bustamente, dowódcy Beneskiego z czasów jego pierwszego pobytu w Meksyku. W kwietniu 1829 r. był on drugą osobą w państwie – został bowiem wiceprezydentem.

Beneski nie dość, że wyszedł z więzienia, to wrócił do armii Meksyku. Ta właśnie walczyła z Hiszpanami, pragnącymi odzyskać dawną kolonię. Bezpośrednim zwierzchnikiem Beneskiego został gen. Antonio López de Santa Anna. Chwalił Polaka w raportach, wskazując na „nieustraszone zachowanie się pułkownika Beneskiego”. Wydawało się więc, że przed polskim awanturnikiem otwierają się nowe perspektywy.

Nic z tych rzeczy. Meksykańskim wojskiem co chwila targały bunty, rebelie, pucze i zamachy stanu. Znów padło na Polaka podejrzenie. W 1833 r. wylądował na krótko w więzieniu. Potem załadowano go na statek w celu (trzeciej już) deportacji. Ale tym razem zmiana na szczytach meksykańskiej władzy dała mu wolność – prezydentem został jego były dowódca generał Antonio López de Santa Anna.

We wrześniu 1834 r. płk. Beneskiego mianowano komendantem Colimy, jednego z 18 okręgów wojskowych w Meksyku. Z jednej strony był to niewątpliwy awans, z drugiej funkcja co najmniej niewdzięczna. Beneski pozostawał w konflikcie o jurysdykcję z władzami cywilnymi – raz nawet odbijał z miejskiego aresztu „mundurowego” więźnia, którego powinien sądzić trybunał wojskowy. Cywile odwdzięczali się mu całą litanią skarg. Wśród zarzutów kierowanych pod adresem Beneskiego znalazły się m.in. „postępowanie obraźliwe, tyrańskie i niemoralne, powodujące ogólną nienawiść ze strony mieszkańców i niesnaski pomiędzy poszczególnymi osobami, a nawet władzami”. W tym kontekście warto pamiętać o różnicach kulturowych między Latynosami a wojskowym, który większą część zawodowej kariery spędził w słynącej z dyscypliny pruskiej armii.

W styczniu 1836 r. Beneski został odwołany ze stanowiska. Miał dołączyć do meksykańskich oddziałów, które tłumiły powstanie amerykańskich osadników w Teksasie, w tym czasie stanowiącym część Meksyku. Walki były bardzo krwawe, a niektóre starcia przeszły do legendy, np. walki o Alamo, gdzie garstka Amerykanów stawiała opór przeważającej armii meksykańskiej.

ZAGADKA ŚMIERCI BENESKIEGO

Sam Beneski zatrzymał się w Saltillo, stolicy stanu Coahuila y Tejas (obejmował on wówczas także Teksas). Na tym jednak informacje o jego losach się urywają. Biograf Langrod podaje, że Polak popełnił niebawem samobójstwo. Badacz próbował nawet zrekonstruować ostatnie dni pułkownika. Jednak w świetle odkryć Romana Dąbka, polskiego chemika z Uniwersytetu w Saltillo, który w miejscowych księgach parafialnych odnalazł metrykę zgonu Beneskiego, sprawa wyglądała inaczej. Okazuje się, że zginął  2 maja 1836 r. (pięć miesięcy później, niż sądził Langrod). Jako przyczynę zgonu podano „śmierć od kuli”, bez żadnej wzmianki o samobójstwie.

Ewentualne sprawstwo osób trzecich potwierdza pośrednio fakt, że Beneskiego pochowano na miejscowym cmentarzu, co w przypadku samobójcy nie byłoby takie proste. Kto i dlaczego zabił zakochanego w Meksyku Polaka, który – mimo przeciwności – wracał do swojej nowej ojczyzny? Nie wiemy. Możliwe, że odpowiedź kryje się w meksykańskich archiwach.