
Właśnie w tę codzienną frustrację celuje nowe rozwiązanie od BBB Cycling: CoreCap, czyli mały element, który ma zostawić wąskie ciało Prest’y, ale przebrać ją w obsługę jak w Schraderze – bez adapterów i bez wrażliwego rdzenia na wierzchu.
Co w Preście boli najbardziej i dlaczego wciąż się z tym męczymy?
Presta ma swoje logiczne przewagi: jest smukła, dobrze współpracuje z wąskimi obręczami i długo była naturalnym standardem dla lżejszych kół. Problem w tym, że jej delikatność to nie mit. Wystarczy krzywo przyłożyć głowicę pompki albo zahaczyć o wystający element w trakcie transportu, by rdzeń zaczął się wyginać albo – w najgorszym wypadku – po prostu się ukruszył.
W bezdętce dochodzi jeszcze klasyk: uszczelniacz. Jeśli zawór złapie mleko, przepływ powietrza spada, a dopompowanie koła zmienia się w siłowanie z oporem, który narasta z każdym ruchem. To niby detal, ale gdy próbujesz szybko podnieść ciśnienie przed wyjazdem albo po kapciu, nagle robi się to zaskakująco realnym problemem.
No i temat kompatybilności: Presta wymaga głowicy Presta albo przejściówki. W domu to żaden dramat, ale w trasie… właśnie dlatego Schrader na stacjach, w kompresorach i w wielu uniwersalnych pompkach wciąż jest królem.
CoreCap: mała część, która ma „zamknąć” trzy problemy naraz
Założenie jest proste: zamiast klasycznego rdzenia Prest’y wkręcasz aluminiowy CoreCap. W praktyce wymaga to zaworu z wykręcanym rdzeniem, czyli takiego, jaki i tak dominuje w tubeless. Po montażu pompujesz koło standardową końcówką Schradera, a element zostaje na zaworze na stałe – nie jako adapter, tylko jako nowa głowica systemu.
Najmocniej wybrzmiewa obietnica przepływu: deklarowany wzrost o 300% względem standardowej Prest’y. To ważne nie tylko dla komfortu pompowania, ale też dla tych momentów, gdy próbujesz osadzić oponę bezdętkową na obręczy. Większy przepływ powietrza bywa różnicą między spokojnym pyknięciem na zwykłej pompce podłogowej a nerwowym szukaniem kompresora albo naboju CO₂.
W teorii znikają też dwie klasyczne bolączki: nie ma już delikatnego elementu wystającego i proszącego się o skrzywienie, a kanał, który zwykle zakleja się uszczelniaczem, ma być mniej problematyczny. Całość wygląda jak próba pogodzenia smukłości Prest’y z codzienną odpornością Schradera – bez przejściówek w kieszeni.

Dwie wersje: nakładka do modernizacji albo kompletne zawory tubeless
System występuje w dwóch wariantach. Pierwszy to zestaw modernizacyjny: dostajesz dwa CoreCapy, które montujesz na istniejących zaworach Presta z wykręcanym rdzeniem. To rozwiązanie dla tych, którzy nie chcą rozbierać zestawu bezdętkowego, wymieniać zaworów czy grzebać w taśmie – po prostu podmieniasz górę zaworu i jeździsz dalej.
Drugi wariant to kompletne zawory do bezdętki ze zintegrowanym CoreCapem. Tu wchodzisz już w pełną wymianę, ale dostajesz spójny zestaw projektowany od początku pod tę ideę. Przewidziano różne długości zaworów, żeby pasowały do obręczy o różnej wysokości, co sugeruje, że producent celuje nie tylko w gravel i MTB, ale też w wyższe obręcze szosowe.
Ceny też są ustawione tak, by kusić spróbuj i zobacz. Zestaw modernizacyjny wyceniono na 16,95 euro, a kompletne zawory tubeless startują od 29,95 euro. W praktyce to kwota, przy której wielu ludzi podejmie decyzję impulsywnie – zwłaszcza jeśli ma świeżo w pamięci walkę z mlekiem w zaworze albo brak adaptera w trasie.
Rynek zaworów zaczyna wyglądać jak wyścig o najprostsze życie
To ciekawe, że w 2026 roku temat zaworu stał się polem innowacji. Przez lata wydawało się, że tu już nic się nie da wymyślić, a jednak: rosnący udział bezdętki i coraz częstsze serwisowanie przy rowerze, zamiast w warsztacie sprawiają, że każdy mikrodyskomfort urasta do rangi problemu wartego pieniędzy.
CoreCap nie jest jedynym kierunkiem. Pojawiają się też alternatywne systemy, które idą w stronę nowej końcówki pompki i nowej logiki wpinania, stawiając na szybkość i wygodę zamiast kompatybilności ze stacją benzynową. To pokazuje, że branża rozgrywa dziś prosty dylemat: czy ważniejsze jest maksimum uniwersalności, czy maksimum ergonomii w rowerowym ekosystemie.
W praktyce to dobry znak. Jeśli producenci zaczynają walczyć o te drobiazgi, to znaczy, że rowerowy user experience przestał być żartem. A z perspektywy kogoś, kto po prostu chce napompować koło i jechać, to jest dokładnie ten rodzaj postępu, który najbardziej czuć.

Mało rzeczy tak dobrze zdradza, w którą stronę idzie rower
Najbardziej podoba mi się w tym pomyśle to, że nie próbuje na siłę wyrzucić Prest’y do kosza. Zamiast tego mówi: ok, zostawiamy to, co działa (smukły zawór), ale usuwamy punkty, które najbardziej wkurzają. To trochę jak łatka na drobne absurdy codzienności – bez rewolucji, za to z dużą szansą, że faktycznie będziesz tego używać.
Jest tylko jeden test, który wszystko zweryfikuje: brud, uszczelniacz i czas. Jeśli większy przepływ nie będzie oznaczał większej podatności na syf, a całość przeżyje sezon bez przygód, to taki element ma potencjał stać się czymś równie oczywistym, jak zawór z wykręcanym rdzeniem. Jeśli nie, skończy jako kolejna sprytna ciekawostka dla tych, którzy lubią nowinki.
I jeszcze jedno: obietnica łatwiejszego osadzania opon zwykłą pompką jest tutaj magnesem. Bo jeśli da się zdjąć z listy obowiązkowych akcesoriów kompresor albo CO₂, to nagle tubeless dla każdego robi się mniej stresujące, a to jest warte więcej niż kolejne gramy oszczędności w katalogu.