Starowa Góra to wieś w gminie Rzgów, tuż za południową granicą Łodzi. Wieś to jednak tylko z nazwy. Z wyglądu podobna jest do tętniącego przez całą dobę miasteczka, bowiem główną ulicą i osią wsi jest ulica Centralna, którą przecina droga krajowa 91, dawna tzw. droga krajowa numer 1, łącząca Śląsk z centrum kraju i Pomorzem. Mieszka tutaj ponad 2500 osób. Pierwsze lata prosperity miejscowość przeżywała pod koniec lat 70. ubiegłego stulecia, dzięki tanim kredytom na szklarnie. To wtedy niektórzy ludzie zarobili tutaj pierwsze duże pieniądze. Druga szansa pojawiła się 20 lat później, kiedy w pobliskim Tuszynie i Rzgowie powstały wielkie centra handlowe, a okolica zaczęła urastać do handlowej stolicy mody w branży odzieżowej. W Starowej Górze zaczęły powstawać restauracje, salony samochodowe, firmy produkcyjne i usługowe.

Kilkaset metrów od centrum Starowej Góry, przy jednej z bocznych ulic, od 20 lat stoi piętrowy dom. Nie wyróżnia się niczym szczególnym spośród okolicznych domostw. Dookoła niego zadbany niewielki ogródek z równo przystrzyżonym trawnikiem, kwiatkami i krzewami. W rogu działki murowany grill, wokół którego zbierali się domownicy wraz z przyjaciółmi przy karkówce, kiełbasce i piwie. To dom Bogdańskich, nie wyróżniającej się niczym rodziny, która odniosła sukces finansowy na przełomie wieków. Mąż, żona, dwójka dzieci, do tego 66-letnia matka głowy rodziny, która wymagała opieki ze względu na przebyty przed kilkoma laty udar mózgu. Szybko zarobione pieniądze nie uderzyły Bogdańskim do głowy. Nie zadzierali nosa, starali się żyć tak jak dawniej. Utrzymywali przykładne stosunki z sąsiadami, codziennie robili zakupy w pobliskim sklepie spożywczym.

Typowa polska rodzina, o której pewnie nikt nigdy by nie usłyszał… gdyby nie fakt, że cała piątka zaginęła w dziwnych i niezrozumiałych okolicznościach. Przepadli jak kamień w wodę. Nie wiadomo, co się z nimi stało. Być może padli ofiarą zabójstwa, rozszerzonego samobójstwa, porwania… Być może świadomie rozpoczęli życie gdzieś na antypodach i za nic mają stargane nerwy najbliższych, którzy nie wiedzą, co się z nimi stało. Może w ten sposób uciekli przed nawarstwiającymi się przed nimi problemami. Hipotezy można mnożyć, faktów w tej sprawie nie jest zbyt wiele. Gdzieś w tle jest atmosfera niedomówień i znaków zapytania, które pojawiają się w najmniej spodziewanym momencie.

Rozmawiałem z kilkoma policjantami, zarówno w Łodzi, jak i Warszawie, o tej sprawie. Każdy z nich spędził w wydziałach kryminalnych kilkanaście lat, z różnymi dziwnymi zdarzeniami mieli do czynienia w swojej karierze, ale wszyscy jednoznacznie przyznają: to najbardziej zagadkowa sprawa w powojennej historii polskiej policji.

„TO NIE JEST NORMALNE”

Zgromadzona w 7 tomach dokumentacja sprawy ma swój początek na początku maja 2003 roku. Kilka minut po godzinie 16.00, w komisariacie policji w Rzgowie pojawiła się rodzona siostra Bożeny Bogdańskiej. Kobieta była roztrzęsiona i zdenerwowana. – Panie komisarzu, to straszne i niepojęte. Zniknęła cała rodzina, pięć osób. Szukamy ich od kilku dni, ale nigdzie ich nie ma. Dzwoniliśmy, sprawdzaliśmy, wszędzie gdzie się dało i nic. Przepadli bez śladu. Dom wygląda jakby wyszli na chwilę i mieli za chwilę wrócić. Trudno nam to zrozumieć, ja i rodzina boimy się, że stało im się
coś złego. Nie mamy na to żadnych dowodów, ale to nie jest normalne. Dzieciaki nie chodzą do szkoły, rodziców nie ma, starsza kobieta wymaga stałej opieki lekarza i też jej nie ma. Sąsiedzi też nic nie wiedzą, nie widzieli nic podejrzanego. Proszę nam pomóc. Co mamy robić, gdzie się zgłosić…
– Pani kochana, po co te nerwy! Na pewno zaginęli?!
Cała rodzina? To przecież niemożliwe! Dokładnie wszystko sprawdzaliście? Na pewno nigdzie nie wyjechali? – policjantowi nie mieściło się w głowie, że pięcioosobowa rodzina może ot tak, po prostu, zaginąć.
– Niech ktoś podjedzie pod ich dom, to się sam przekona! – kobieta nie dawała za wygraną. – Kilkakrotnie podjeżdżałam pod ich dom, ale nigdy nikogo tam nie zastałam, a brama i furtka są zamknięte. Zresztą w obejściu nie ma żadnych śladów ich bytności. Ogródek coraz bardziej zarasta chwastami, nikt go nie podlewa, okna są pozamykane. Siostra nie pracowała, rośliny i kwiatki były
jej oczkiem w głowie.