– Ale to jeszcze o niczym nie świadczy!
– Bezskutecznie próbowałam skontaktować się z nimi telefonicznie, ale w ich telefonach komórkowych za każ- dym razem natychmiast włącza się skrzynka głosowa. Nagrałam się z prośbą, aby oddzwonili, ale oni nie dają żadnego znaku życia. Kontaktowałyśmy się niekiedy kilka razy w tygodniu, jak to między siostrami. Doskonale się rozumiałyśmy, nie było żadnego powodu, żeby się na mnie pogniewała.

BEZ ŚLADU

Zaginięcia ludzi dla policjantów nie są czymś niezwykłym. W policyjnych kartotekach co roku odnotowuje się średnio kilkanaście tysięcy zaginięć: dzieci, nastolatków, jak i dorosłych. Liczba ta zwiększa się na przestrzeni ostatnich dekad. W latach 70. ubiegłego stulecia poszukiwano w Polsce około 4 tysięcy osób rocznie. W następnej dekadzie liczba ta coraz częściej przekraczała 10 tysięcy zgłoszeń rocznie, a w ostatnich latach zaczęła niebezpiecznie zbliżać się do 20 tysięcy rocznie. Przeważająca większość zaginionych odnajduje się w ciągu kilku dni, jednak średnio w każdym roku zostaje ponad 100 spraw, których nie udało się wyjaśnić. Co czują rodziny tych, którzy zapadli się jak kamień w wodę?
– Tylko nadzieja trzyma nas przy życiu, tyle tylko, że z roku na rok jest ona coraz mniejsza – odpowiadają jedni.
– Prawie nikt nie dopuszcza myśli, że zniknięcie najbliższej osoby związane jest z jej śmiercią. Tłumaczymy sobie, że coś złego im się stało, ulegli wypadkowi, stracili pamięć.

Niemal wszyscy są zgodni, że najgorsza jest niepewność, która nie pozwala na normalne życie. Niektóre rodziny przez kilkanaście lat mają nadzieję, że zaginiona bliska osoba jednak się odnajdzie. Najbardziej liczą na to rodzice zaginionych dzieci, przede wszystkim matki. Żony, mężowie szybciej zapominają o swojej drugiej „połowie”, chcą na nowo ułożyć sobie życie. Gdyby było wiadomo, co
się stało z zaginionym członkiem rodziny, łatwiej byłoby pogodzić się z losem. Wiadomość o śmierci zaginionej osoby niekiedy bywa w takich sytuacjach wybawieniem dla tych, którzy pozostali: to zamknięcie pewnego rozdziału, który dopiero w tym momencie pozwala na normalne funkcjonowanie.

Każde zaginięcie jest szokiem. To coś nagłego, niespodziewanego, zupełnie niezrozumiałe. Nie ma żadnych znaków zwiastujących takie zdarzenie. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Jak przekonują specjaliści, coraz częściej takie nagłe zniknięcie jest efektem ciągu negatywnych zdarzeń, które nastąpiły w życiu naszego bliskiego. Rodzina często nie ma nawet świadomości problemów, z jakimi boryka się zaginiony. Pozornie doskonale się znamy, pozornie wszystko o sobie wiemy. To słowo klucz: pozornie. W przypadku ludzi młodych powodem zaginięcia najczęściej są zawiedzione miłości bądź problemy w szkole lub w domu rodzinnym. W przypadku ludzi dorosłych coraz częściej są to sprawy finansowe.
– Głównie chodzi o długi. Zaginionymi często bywają osoby, które straciły pracę, przestają sobie radzić z kumulującymi się kłopotami, nie potrafią znaleźć odpowiedniego rozwiązania sytuacji, w jakiej się znalazły. Wtedy decydują się na odejście, pozostawiając swoje rodziny. Zdarzały się także przypadki zaginionych, którzy popadli w trudności finansowe na skutek uzależnienia od hazardu – opowiadają wolontariusze z fundacji Itaka. – Czasem pozornie drobne problemy okazują się zbyt wielkim ciężarem. W swojej bezsilności takie osoby postanawiają opuścić rodzinę i zerwać z dotychczasowym życiem. Wyjeżdżają za granicę, wchodzą w nowe związki. Drugim powodem zaginięć mogą być choroby – zanik pamięci, schizofrenia, depresja – dodają policjanci do tego zestawienia.

TAKIE ZGODNE MAŁŻEŃSTWO

W sprawie rodziny Bogdańskich policjanci podjęli rutynowe działania, jakie zawsze prowadzi się w takich przypadkach. Zaczęli od zbierania informacji o zaginionych. Z pierwszych ustaleń śledczych wynikało, że Bożena – jeszcze przed Wielkanocą – wyjechała do Wrocławia na kilkudniowe szkolenie. Miała zgłębiać tajniki prowadzenia firmy turystycznej specjalizującej się w wyjazdach za
granicę. Konkurencja nie była jeszcze duża, Polacy coraz częściej wyjeżdżali na zagraniczne wojaże, bo stać na to było coraz więcej rodaków. Do stolicy Dolnego Śląska zabrała dwójkę dzieci, Krzysztof Bogdański miał do nich dojechać w piątek lub sobotę przed Wielkanocą.
– Turystyka jest jej pasją, będzie robiła to, co bardzo ją interesuje. Przez wiele lat zajmowała się tylko prowadzeniem domu, opieką nad dziećmi, teraz chce rozwinąć skrzydła. Ona będzie tym rządziła, ja będę tylko trochę jej pomagał. Cieszę się, że nareszcie znajdzie dla siebie jakieś ciekawe zajęcie. Znudziło ją siedzenie w domu i niańczenie dzieci. Znalazła nawet firmę, która doradza, jak rozpocząć działalność w tej branży i stąd ten wyjazd. Korzystając z okazji zrobimy sobie urlop. – Bogdański tłumaczył teściom, dlaczego wyjątkowo nie będzie ich na świątecznym śniadaniu. – Mamy zarezerwowany przytulny pensjonat, zostaniemy tam 2–3 dni po świętach. Nie denerwujcie się, jakbyśmy nie wracali do domu. Chcemy jeszcze wyskoczyć na tydzień, góra dwa, do rodziny do Niemiec. Z Wrocławia mamy tylko 300 kilometrów do przejechania.
– A szkoła? Dzieciaki przecież mają naukę – teść zatroszczył się o wnuki.
– Przecież nie pierwszy raz wyjeżdżają z nami w trakcie roku szkolnego. I co? Przecież nic się nie dzieje. Zawsze szybko nadrabiają zaległości, tak będzie i tym razem. O świadectwa z wyróżnieniem nie muszę się martwić. Nie oszukiwał teścia. Takich dzieci mógł pozazdrościć im niejeden rodzic. Doskonałe się uczyły, często były stawiane za wzór rówieśnikom. – Małgosia była bardzo zdyscyplinowana, sumienna, samodzielna i otwarta. Miała cechy przywódcze, była najlepszą uczennicą w klasie. Może być pan dumny z córki, na pewno w życiu dużo osiągnie – kilka razy usłyszał w szkole od nauczycieli.