– Zdążyłam zapytać, gdzie jest Bożena, potem prawie nie dał mi dojść do słowa – opowiadała potem o tym niekoniecznie miłym spotkaniu – i od razu zarzucił mnie gradem pytań: – Co tu robisz o tak późnej porze? Czy nie za bardzo interesujesz się naszym życiem? Jestem zajęty! Nie przeszkadzaj mi! Myślałam, że zaprosi mnie do domu, ale on za wszelką cenę uniemożliwiał mi wejście do mieszkania, chciał bym jak najprędzej opuściła jego domostwo. Nie miałam zamiaru kontynuować tej dziwnej rozmowy. Chłodno się pożegnaliśmy, wróciłam do samochodu i odjechałam do Łodzi. To było moje ostatnie spotkanie ze szwagrem. Tamtego wieczoru na podwórku na pewno stało jego volvo…

POSZUKIWANIA

– Jedna z głównych hipotez zakłada, że poprzez te zaciągnięte kredyty i pieniądze pożyczone od prywatnych osób zgromadzili odpowiednio duże środki, które pozwoliły im na rozpoczęcie nowego życia za granicą i urządzenie się od nowa – opowiadał przed laty jeden z łódzkich policjantów. – Tylko z polskich banków udało im się uzyskać ponad 400 tysięcy złotych kredytów. Najprawdopodobniej najpierw wyjechała żona z dziećmi i teściową. Bogdański, jeszcze przez kilka dni po ich zniknięciu był widziany w miejscu zamieszkania. Potem i po nim zaginął wszelki trop…
Policja mówiła o 400 tysiącach złotych, tymczasem z wiedzy operacyjnej wynika, że kwota zaciągniętych pożyczek może być wielokrotnie wyższa. Równie zadziwiające były inne ustalenia łódzkich detektywów. Okazało się, że Bogdański budował wokół siebie mit człowieka, który doskonale zna się na inwestowaniu w akcje, a dzięki dostępowi do poufnych informacji ma doskonałe wyczucie,
kiedy co kupować, a kiedy co sprzedawać. Dzięki tej wiedzy potrafił szybko pomnażać powierzone mu fundusze.

Ludzie mu ufali, bo kilku znajomym pomógł na giełdzie szybko zarobić duże pieniądze. W 2001 roku na giełdowym parkiecie zaczęła się kilkunastomiesięczna bessa. Wszystko wskazuje na to, że Krzysztof nie przewidział tego i nie zdążył odpowiednio wcześnie wycofać zainwestowanych pieniędzy. Ile stracił? Tego nikt nie wie. Giełdowa bessa zbiegła się z załamaniem rynku polskiej elektroniki, która nie była w stanie stawić czoła tanim produktom z naklejką „made in China”. Firma Bogdańskiego popadła w potężne długi liczone w setkach tysięcy złotych. Policja nigdy nie
wykluczyła, że tak naprawdę mogły to być miliony złotych.

Odnalezienie zaginionej rodziny stało się wielkim wyzwaniem dla łódzkiej policji. Jedna z tzw. kierunkowych wersji śledczych zakładała, że cała piątka wyjechała i ukrywa się gdzieś na świecie. Kryminalni z Łodzi sprawdzili połączenia morskie i lotnicze dzięki czemu są pewni, że Bogdańscy na pewno nie wypłynęli z Polski statkiem, nie wylecieli samolotem i nie przejechali granicy samochodem. Sprawdzono niemal wszystkie państwa świata, przy wyjeździe do których obywatele Polski muszą starać się o uzyskanie wiz wjazdowych. Nigdy nie starali się o taki dokument.
A może wyjechali na podstawie podrobionych dokumentów? Teoretycznie jest to możliwe, w praktyce o wiele trudniejsze do zrealizowania. Czy zwykły Kowalski, nie mający żadnych kontaktów w przestępczym półświatku, jest w stanie dotrzeć do osób, które zawodowo zajmują się fałszowaniem dokumentów? Zarówno Krzysztof Bogdański, jak i jego żona cieszyli się doskonałą opinią w miejscu zamieszkania, nigdy nie byli notowani w kartotekach kryminalnych. Jakim sposobem załatwiliby dokumenty dla całej piątki. Jak przekonaliby 66-latkę do takiego wyjazdu?

A co na to nastoletnie dzieci? Żona? Przypomnijmy, że Bogdański nie znosił sprzeciwu, rządził twardą ręką. Pozostali członkowie rodziny byli mu w znacznym stopniu podporządkowani. Jeśli podjął decyzję o wyjeździe, to na pewno nikt nie był w stanie skutecznie się przeciwstawić. – Jeżeli przyjmiemy wersję, że wyjechali z kraju, to zrobili to na tyle sprytnie i profesjonalnie, że nie pozostawili po sobie żadnego śladu – twierdzi łódzki dochodzeniowiec. Czy jest możliwe, że była to świadoma ucieczka od problemów, długów, zaległości wobec fiskusa i banków? Żeby rozpocząć nowe życie bez stresów i zobowiązań? Taki życiowy reset, dzięki któremu z czystą kartą zaczynają wszystko od nowa? Teoretycznie jest to możliwe, bo jeśli od dawna coś takiego planowali, mogli zgromadzić na ten cel odpowiednio dużo pieniędzy. Policjanci zajmujący się poszukiwaniem zaginionych twierdzą, że w ostatnich latach dochodzi coraz częściej do takich sytuacji. Najtrudniej jest z tymi, którzy nie chcą być odnalezieni. Takie osoby potrafią bez dokumentów wyjechać z kraju, zmienić tożsamość, wygląd i sprawić, że nikt wokół się nie zorientuje, że wyjechali z własnej woli. – Rodzinom bardzo trudno zrozumieć, że mąż, żona, siostra czy córka po prostu już nie chcą z nimi być. To coś, co nie mieści się w głowie.

Ale choć może się to wydać szczeniackie i godne potępienia, to dla wielu ucieczka wydaje się jedynym sposobem na nowy start – twierdzą policyjni detektywi. Bardzo rzadko tacy uciekinierzy potwierdzają, że żyją, lecz już nie chcą mieć kontaktu z poprzednim życiem. Niewielu stać na anonimowy sygnał, że jest OK. A jeśli cała piątka padła ofiarą morderstwa? Kroniki policyjne pełne są przykładów zabójstw, których ofiarami padają biznesmeni ociągający się ze spłatą zaciągniętych pożyczek. To prawda, ale jeśli ktoś kogoś morduje, to raczej samego dłużnika, a nie jego żonę, matkę i dwójkę dzieci. Zresztą, analizując na chłodno taką hipotezę, trzeba się zastanowić, co by dała taka zbrodnia. Oprócz zemsty i swoiście pojmowanej satysfakcji – nic. Guru wszelkich operacji finansowych zawsze był Krzysztof Bogdański i to na nim powinna się skupić hipotetyczna zemsta. Dlaczego „przy okazji” zamordowane zostały cztery niewinne oso by z jego najbliższej rodziny? Nie sposób tego w żaden sposób wytłumaczyć. Pozostaje jeszcze kwestia logistyki. Wszak nie tak łatwo zabić pięć osób, a potem perfekcyjnie ukryć zwłoki.