W lutym zostanie zwodowany największy na świecie katamaran napędzany wyłącznie energią słoneczną. Będzie miał 30 m długości, a na pokładzie 470 m2 paneli słonecznych. W 2011 roku popłynie dokoła świata. A jeżeli trafi na pochmurną pogodę? Konstruktorzy się tym nie martwią. Energia zmagazynowana w akumulatorach wystarczy łodzi na 1000 km. Później zostaje jedynie pomoc statku ratunkowego, zwykle asekurującego tego typu próby...

Katamaran ma rozwijać średnią prędkość 8 węzłów (15 km/godz.). To niewiele, zważywszy, że nowoczesne kontenerowce pływają z prędkością ponad 20, a masowce ok. 15 węzłów. Ale w tym przypadku liczy się nie ilość wytwarzanej energii, ale jej „czystość”.

Konstruktorzy i pomysłodawcy katamaranu (a wśród osób zaangażowanych m.in. Jean Verne, prawnuk Juliusa) chcą przekonać świat, że ekologiczny transport morski jest możliwy. Wiele osób podziela ten pogląd – statki napędzane energią słoneczną budzą coraz większe zainteresowanie. Najlepszy dowód to prestiżowa nagroda magazynu „Lloyd’s List” dla najlepszego statku roku 2009.

EKOLIPA?


8 września 2009 r. w londyńskim hotelu Royal Lancaster zgromadzili się wszyscy, którzy coś znaczą w morskim interesie: armatorzy, przedstawiciele stoczni, portów i marynarzy. Były smokingi, piękne suknie i flesze reporterów, jak zwykle na rozdaniu prestiżowych nagród magazynu „Lloyd’s List”. Choć kategorii było wiele, wszyscy czekali na tę jedną: statek roku. W końcu padły magiczne słowa: And the winner is... M/V Auriga Leader!

Ten należący do japońskiego armatora NYK Lines statek na pierwszy rzut oka wygląda niepozornie. Ot, zwyczajny 200-metrowy samochodowiec do przewozu 6400 pojazdów. Największe statki tej klasy transportują o 1600 aut więcej! Wystarczy jednak spojrzeć na jednostkę z lotu ptaka, by zrozumieć, co sprawiło, że sędziowie uznali statek za „nadzwyczajny”. Pokład wyłożono 328 panelami słonecznymi.

Wprowadzenie statku do eksploatacji wywołało entuzjazm ekologów. A jednak ten optymizm nie jest do końca uzasadniony. Bo panele generują 0,05 proc. energii potrzebnej, by napędzić statek i 1 proc. na pozostałe potrzeby np. oświetlenie. Trochę mało... „Uważam, że panele na Auriga Leader to tylko chwyt marketingowy” – mówi projektant statków Krzysztof Czerski z Hamworthy Baltic Design Centre w Gdyni. – „Wytwarzają tak znikomą ilość prądu, że koszt ich instalacji i podłączenia do okrętowej sieci energetycznej – 1,6 mln dolarów! – wielokrotnie przewyższa zyski z tytułu energii słonecznej”. Mimo to armator wydaje się zadowolony i zapowiada kontynuację eksperymentu. „To ważny krok poznawczy, nawet jeśli jego znaczenie ekonomiczne jest obecnie niewielkie” – tłumaczy Tomasz Tarasiuk z Katedry Elektroenergetyki Okrętowej Akademii Morskiej w Gdyni.

SŁONECZNE SKRZYDŁA


Jak widać w przypadku dużych staków, samo słońce jako źródło energii może nie wystarczyć. Dlatego warto pomyśleć o połączeniu kilku rodzajów ekologicznego napędu. Na pomysł jednoczesnego wykorzystania wiatru i słońca wpadli Australijczycy z firmy Solar Sailor. Co więcej, zrealizowali pomysł w praktyce. Sydney Solar Sailor, 21-metrowy katamaran zdolny do przewożenia 100 osób, od 2000 r. pływa jako prom pasażerski w Sydney. Pod pokładem znajduje się hybrydowy napęd, składający się z dwóch silników elektrycznych połączonych z osiemdziesięcioma akumulatorami. Całość przypomina więc samochodzik na popularne baterie-akumulatorki. Gdzie ładowarka? Przy dobrej pogodzie z dachu katamaranu wysuwa się 8 sterowanych przez komputer skrzydeł słonecznych. Są to żagle wyłożone ogniwami fotowoltaicznymi. Wyglądają jak odnóża gigantycznego owada, ale ich działanie bardziej przypomina liście rośliny – same kierują się ku słońcu. Komputer decyduje o optymalnym ustawieniu skrzydeł, by uzyskać maksymalną wydajność paneli. I to właśnie klucz do sukcesu. „Gratuluję projektantom Auriga Leader nagrody, ale ich panele leżą płasko i nie mogą śledzić słońca” – przekonuje do swego rozwiązania Robert Dane, dyrektor generalny i założyciel firmy, w rozmowie z „Focusem”.

Dodatkowo skrzydła działają jak tradycyjne żagle i wspomagają napęd katamaranu. Przy wietrze wiejącym z prędkością 20 węzłów żagle są w stanie rozpędzić statek do 3–6 węzłów. Niewiele, ale na żeglugę przybrzeżną wystarczy. Są zaprojektowane tak, by wytrzymać podmuchy wiatru dochodzące do 40 węzłów (producenci zapewniają, że w rzeczywistości wytrzymają i napór równy 56 węzłom – czyli ok. 104 km/godz.), jednak dla bezpieczeństwa komputer składa je przy 33 węzłach (61 km/godz.). W bezwietrzny wieczór prom może płynąć dwie godziny, wykorzystując prąd z akumulatorów. Na pokładzie znajduje się również generator spalinowy zasilany ciekłym gazem ziemnym (LNG), pozwalający na żeglugę niezależnie od pogody.