„Relaksacje…” to nie jest kolejna zwyczajna czytanka przed snem. Czym ta książka różni się od innych?

To książka, która łączy w sobie formułę opowieści z celem, jakim jest zrelaksowanie dziecka oraz pobudzenie jego wyobraźni do wizualizacji. Myślę, że kiedy czytamy dzieciom przed snem lub coś im opowiadamy, to w większości przypadków jest to relaksujące. Tu jednak ten efekt jest wzmocniony ze względu na krótkie ćwiczenia oddechowe i relaksacje ciała. Dzięki temu wstępowi łatwiej dziecku jest wyobrazić sobie i wizualizować obrazy.

Główną różnicą jest też to, że w każdej z opowieści to właśnie dziecko jest głównym bohaterem. Wszystkiego, co się dzieje, ono samo doświadcza w swojej wyobraźni, stąd formuła: „wyobraź sobie, że jesteś…”. Opowieści są tak skonstruowane, żeby oddziaływać na zmysły, żeby pobudzić do wyobrażenia sobie miejsc, kolorów, doświadczeń dotykowych, co może być bardzo stymulujące.

 

Dla jakich dzieci przeznaczone są „Relaksacje…”? Czy tylko dla tych dzieci, które są nadpobudliwe, czy dla tych, które mówią, że nie lubią spać, czy jest jakaś dolna albo górna granica wieku?

Osobiście uważam, że techniki relaksacyjne są uniwersalną rzeczą, dobrą dla wszystkich, w każdym wieku. Oczywiście sama częściej czerpię z takich rzeczy jak medytacja czy ćwiczenia oddechowe, kiedy w moim życiu jest więcej napięcia. Wtedy widzę ogromne przełożenie tych technik na moje funkcjonowanie. Korzystam z nich też na szczęście wtedy, kiedy czuję się dobrze i wtedy to też bardzo mnie wzmacnia. Zdarza mi się chodzić na jogę, uwielbiam moment relaksacji po ćwiczeniach, nie trzeba być zestresowanym i nadpobudliwym, aby czerpać z tego typu metod relaksacyjnych. Marzy mi się, aby takie praktyki stały się częścią nawyków większej ilości ludzi. Szczególnie że nasz świat jest dość szybki i nie wolny od stresów.

Jeśli chodzi o wizualizacje, to są one potrzebne wszystkim dzieciom jeszcze z jednego powodu. Dzieci teraz dostają dużo więcej gotowych bodźców wizualnych w grach, filmach, pięknie ilustrowanych książkach. Bardzo sobie cenię to wszystko i nie chcę demonizować. Sama z radością patrzę na piękne ilustracje Karoliny Hyli, które wykonała do mojej książki. Niemniej jednak, kiedy przypomnę sobie swoje dzieciństwo, to wiem, że dużo więcej musiałam sama sobie wyobrażać, bo częściej miałam do czynienia z surowym tekstem lub opowieścią albo ze względu na mniejszą ilość gotowych zabawek. A wyobraźnia jest kompetencją, którą warto pobudzać.

Staram się też zachęcać dorosłych do wizualizacji marzeń, celów, efektów swojej pracy zarówno na warsztatach, jak i w pracy indywidualnej. Wierzę bardzo w moc takiej wizualizacyjnej pracy nad sobą i swoimi celami. Myślę, że obraz stworzony w głowie ma wielką siłę.

Co do wieku dziecka, to sprawa jest dość indywidualna. Sama zaczęłam stosować relaksacje z moimi dziećmi, kiedy synek miał około 4 lat, a córeczka 6. Ale sądzę, że może to już „zagrać” u 3-latków. W przypadku młodszych dzieci możemy nieco upraszczać historie. W przypadku starszych – myślę, że najlepsze będą dla dzieci do około 6, 7 roku życia.

Moje dzieci są teraz starsze, mają 10 i 12 lat i powiem szczerze, że od dawna nie robiliśmy tych wieczornych relaksacji, bo po prostu same czytają przed snem. Teraz jednak, kiedy książka przyszła do domu z wydawnictwa, była to wielka radość dla naszej rodziny i dzieci same poprosiły, żebym wróciła do nich z opowieściami przed snem. Nie bez znaczenia jest fakt, że siedzimy w domu, rzeczywistość na zewnątrz bardzo się zmieniła, dzieci wyczuwają to napięcie, tęsknią za szkoła i interakcją z rówieśnikami. Więc znowu okazało się, że to bardzo nam służy. Z radością wróciłam z nimi do tych opowieści.

Najlepszym testem tego, czy „Relaksacje…” sprawdzą się także u starszych dzieci, jest obserwowanie ich reakcji. Tego, co się dzieje na ich twarzach i tego, co dzieje się z ich ciałem, kiedy im czytamy. Kiedy patrzę na moje dzieci, jak leżą z zamkniętymi oczami podczas czytania, to wyraźnie widzę jak relaksuje się ich ciało, jak szybko zaczynają ziewać, jak rozluźniają się ich rysy twarzy.

 

Z jakimi problemami – dziecięcymi stresami, napięciami, koszmarami – pomagają uporać się historie zawarte w „Relaksacjach…”?

Dzieci jak i dorośli przeżywają różne sytuacje i są poddawane różnym próbom. Pisząc „Relaksacje” starałam się myśleć uniwersalnie i w większości opowieści wzmacniać w dziecku jakieś szczególne poczucie lub świadomość. To książka oparta na osobistych doświadczeniach, więc odzwierciedla też po części mój system wartości. Każda więc opowieść koncentruję się odrobinę na czymś innym, właśnie na takiej wartości.

Na przykład w opowieści „Podróż przez tropikalny las” chciałam wzmocnić poczucie zdrowia i siły dzieci, „Dzielne ziarenko” to coś, co ma zachęcić do działania i pokazać, że zmiana jest naturalna. „Domek leśnej Babci” to relaksacja zainspirowana ilustracją z pewnej książki. Była tam królewna leżąca pod kocem w domu pewnej babci czarodziejki, która podawała jej herbatę. Pamiętam moje uczucie, kiedy zobaczyłam tę ilustrację, była taka błoga. Pomyślałam wtedy, że chciałabym mieć czasem takie miejsce, gdzie mogłabym choć na chwilę „wypisać się” z normalnego świata i jego problemów, poleżeć pod kocem z poczuciem, że nic nie muszę i jestem zaopiekowana. Stąd stworzenie takiej możliwości w wyobraźni, bo wierzę, że wszyscy mamy taką potrzebę – i dzieci, i dorośli.

Jako dziecko urzekła mnie koncepcja wróżek, które w „Śpiącej królewnie” dały jej zamiast prezentów zaczarowane błogosławieństwa. To tak, jakby dostać zamiast czekolady jakieś „supermoce”. Ta opowieść ma więc na celu wzmacniać w dziecku poczucie jego mocy i możliwości. „Jestem panterą” ma na celu pomóc uwolnić poczucie swobody w ciele, „Jestem drzewem” czy „Kosmiczny pojazd” uważność na przyrodę i planetę. Inne opowieści wzmacniają takie rzeczy, jak docenianie, odwagę, poczucie wspólnoty, radość, przynależność.

Moją ulubioną relaksacją jest „Jestem kimś wyjątkowym”, gdyż najważniejszy przekaz tej opowiastki to: „jesteś fajny, dobry, wyjątkowy taki, jaki jesteś”. Myślę, że to jedna z najważniejszych postaw, jakie powinniśmy pielęgnować i budować w sobie przez całe życie. Poczucie, że tacy, jacy jesteśmy zasługujemy na miłość i akceptację, i jest to szczególnie ważne u dzieci, jest pewną bazą na całą resztę życia. Brak tego poczucia i myślenie, że na miłość i szacunek najbliższych trzeba zasłużyć w jakiś szczególny sposób lub udowodnić światu, że jesteśmy wystarczająco dobrzy, żeby być kochani, to przyczyna wielu problemów psychologicznych.

Mam głębokie przekonanie, że żeby kochać innych, trzeba umieć kochać i szanować siebie, sama nieustannie nad tym pracuję. Jestem coachem i bliska jest mi jedna z zasad coachingu i psychologii pozytywnej, która mówi o tym, że każda zdrowa osoba ma w sobie wystarczające moce, potencjał, możliwości, aby poradzić sobie dobrze w tym życiu i się rozwijać. Mam ogromną nadzieje, że ta właśnie relaksacja wzmacnia to poczucie.

 

Hasło „Jesteś kimś wyjątkowym” widnieje też na okładce. Co chcesz przez te słowa przekazać dzieciom, do których kierujesz historie?

Tu znowu wracamy do mojej ulubionej relaksacji. Przekaz, który słyszy dziecko w tej właśnie opowieści, to: „jesteś jedyny/jedyna, niepowtarzalna, nie ma takiej drugiej na świecie, jesteś wyjątkowy/wyjątkowa”. Myślę, że to jest taka wielka prawda, którą dobrze sobie nieustannie przypominać. Samej zdarza mi się wpadać w pułapkę samokrytyki i porównywania się z innymi, i wtedy potrzebuję sobie przypomnieć, że mój zestaw cech, talentów, ale również i ich braków – jest dokładnie taki, jaki ma być, że na szczęście tak pięknie się różnimy i to jest dobre, i potrzebne.

Nie chodzi mi oczywiście o brak ambicji czy chęci rozwoju, ale zdrową akceptację siebie. Bardzo dużo i pięknie pisze o tym Brene Brown. Jej badania niezbicie wykazują, że ludzie, którzy potrafią żyć pełnią życia, być odważni i tworzyć głębokie relacje, to ci, którzy są w stanie odpuścić to, kim powinni być na rzecz tego, kim naprawdę są. To osoby, które akceptują swoje niedoskonałości i wierzą, że tacy, jacy są zasługują na miłość i relacje.

Chęć bycia perfekcyjnym lub takim jak inni jest przekleństwem wielu osób. Kiedy patrzymy na łąkę to każda trawka i kwiatek, taki czy inny, tworzy tę niepowtarzalną mozaikę i absolutnie nie przychodzi nam do głowy porównywać jedną roślinkę z drugą. Chciałabym, aby dzieci miały takie poczucie, że są kimś wyjątkowym z tym zestawem cech fizycznych i intelektualnych, z tym potencjałem i talentami, jaki mają, ale też i właśnie jakiego nie mają i nie muszą mieć. Marzy mi się, żeby dzieci cieszyły się swoją indywidualnością i umiały na niej budować, żeby wiedziały, że zasługują na miłość i akceptację.

 

Piszesz, że wystarczy kilka głębokich oddechów i wygodna pozycja, żeby zacząć podróż z „Relaksacjami”. A co zrobić, gdy dziecko nie chce z nami współpracować – jest zbyt zmęczone albo zbyt pobudzone?

Cieszę, się że padło to pytanie. Nam też zdarzały się takie sytuacje, niektóre dzieci naturalnie wchodzą w nową formułę, niektóre podchodzą do tego z nieufnością lub to po prostu zależy od dnia. Myślę, że najważniejsza jest tu zasada, nic na siłę i pracujemy z tym, co jest możliwe w danym momencie przy delikatnej zachęcie. Gdy zależało mi na jakiejś aktywności z dziećmi, co do której nie były przekonane, a która była dla mnie ważna, zawsze je zachęcałam delikatnie i próbowałam namówić na to, żeby przynajmniej spróbowały i nie poddawałam się łatwo.

Na pewno nie wszystkie dzieci będą leżeć przy relaksacjach spokojnie. Jedne będą szybko się rozluźniać, inne będą ruszać rękami, nogami, otwierać oczy, zadawać pytania w trakcie. To jest w porządku, pozwólmy im robić to, co chcą i jak chcą, i jednocześnie delikatnie zachęcać: „spróbuj poleżeć chwilkę z zamkniętymi oczami”, „zrób ze mną 3 powolne oddechy”, „posłuchaj mnie chwilkę spokojnie” itp. Umiejętność wyciszania się i relaksowania to często coś, czego trzeba się nauczyć, jest tak w przypadku dzieci, jak i dorosłych. Wie o tym każdy, kto próbował nauczyć się medytować i pamięta, jak to wygląda na początku.

 

Czy „Relaksacje…” pomagają się wyciszyć i pracować nad swoimi emocjami także rodzicom?

Z mojego doświadczenia wynika, że zdecydowanie tak. Ja sama wyciszałam się i relaksowałam przy czytaniu dzieciom. Wczoraj pisała o tym jedna z moich koleżanek na Facebooku, która już zaczęła czytać swoim dzieciom. Dzięki pracy z dziećmi sama też częściej sięgałam do praktyk relaksacyjnych. Wieczorne relaksacje to też szczególny, intymny i bliski czas z dzieckiem, co już samo wpływa dobroczynnie na spokój ducha. Formuła tych opowieści wymaga spokojnego, wolnego, nawet lekko przyciszonego czytania, więc nastrój, który można wtedy stworzyć, może być bardzo błogi dla obu stron, słuchającej i czytającej.

 

Czy jest jakaś specjalna metoda stosowania „relaksacji…” – czy już od pierwszego czytania rodzice i dzieci zobaczą różnicę, czy też trzeba sobie dać kilka dni, aż pojawią się efekty?

Nie ma jednego przepisu i to sprawa dość indywidualna. U mnie to też ewaluowało. Na początku robiłam tylko uspokajające głębokie oddechy z dziećmi przed snem. Potem dołożyłam to tego relaksacje ciała, dopiero później doszły do tego opowieści. W książce jest dość klarowna instrukcja, jak można to robić. Zachęcam do formuły małych kroków, chyba że dzieci same „wejdą w temat” i jeśli cała formuła będzie działać od razu, to dlaczego nie. Zachęcam też, żeby swobodnie podejść do teksu, można coś skrócić, sformułować inaczej, przeskoczyć. To też zależy od wieku dziecka, więc jak to w życiu bywa - ważna tu będzie obserwacja i intuicja samych rodziców.

Jestem przekonana, że efekty będzie można zobaczyć po regularnym stosowaniu dość szybko.

 

Wiem, że w przypadku Twoich dzieci oraz dzieci z Twojego otoczenia ta metoda sprawdziła się doskonale. A czy natrafiłaś na jakiś szczególnie „trudny okaz”, który nie chciał poddać się magii relaksacji?

Ależ oczywiście, nie wierzę w złote przepisy i uniwersalne metody doskonałe dla każdego. Jak to mówię moim klientom coachingowym: „ważne, żeby znaleźć sposób na siebie”. Ja jestem fanką pewnych metod pracy i narzędzi, ale to nie znaczy, że spodobają się i będą one służyć każdemu. Na pewno uważam, że ćwiczenia i doświadczenie wchodzenia w stan relaksu, ćwiczenie wyobraźni jest dobre dla każdego człowieka, ale drogi do tego mogą prowadzić różne.

Wysyłałam te relaksacje do przetestowania wielu znajomym z dziećmi, u jednych nie było jakiegoś wielkiego wrażenia, u innych był bardzo pozytywny oddźwięk i prośby o więcej. To dzięki tym głosom sama uwierzyłam, że warto te opowieści wysłać w świat, bo mogą być czymś wartościowym dla wielu rodzin. Myślę, że wiele zależy tu od szczegółów, sposobu czytania, zachęcenia, tego jak wcześnie się zacznie dzieci tego uczyć, etapu w życiu rodziny i tak dalej. U mnie nie było to oczywiste, bo moje dzieci od urodzenia to były prawdziwe „żywe srebra”, pełne niespożytej energii, aktywne, wolące skakać po łóżku i gilgotać się przed snem, niż „wyciszać”, trochę bardziej od szaleństw był tata, a mama od uspokajania.

Nie chodzi o to, żeby codziennie było tak samo. Mimo wszystko, udało mi się jednak te moje skarby do tego przekonać, bo wierzyłam, że to ważne i bardzo się z tego cieszę.

 

Książka „Jestem kimś wyjątkowym. Relaksacje dla dzieci” ukazała się nakładem wydawnictwa Mamania.