Francuski artysta Céleste Boursier-Mougenot zaprezentował niesamowity koncept interaktywnej instalacji miejskiej A Bell-Powered Playground for Collective Listening, który z miejsca skradł moje serce. To projekt, który w genialny sposób przesuwa granice między architekturą, sztuką współczesną a po prostu czystą, radosną zabawą. Bo tak, to wszystko można ze sobą połączyć.
Muzyka, która rodzi się ze wspólnego ruchu
Wszystko dzieje się na dziedzińcu XVII-wiecznego dawnego klasztoru w Caen, w ramach wystawy points de suspension. Sercem całej przestrzeni jest instalacja nosząca nazwę envolée, która na pierwszy rzut oka wygląda po prostu jak kilka huśtawek zawieszonych na okrągłej, stalowej konstrukcji przypominającej tradycyjne altany muzyczne z dawnych ogrodów miejskich. W zasadzie tym właśnie jest, ale nie do końca.

Tuż nad każdą z tych ośmiu huśtawek umieszczono zabytkowy, brązowy dzwon kościelny o innej wielkości i tonacji. Gdy siadasz na desce i odpychasz się od ziemi, każdy Twój ruch wprawia w ruch powieszony wyżej dzwon, wyzwalając kojące, głębokie brzmienie. Jak koncert, tylko z udziałem dzwonów.

Najpiękniejsze w tym projekcie jest to, że nie ma tu żadnego z góry napisanego nutowego scenariusza czy odgrywanej z głośników melodii. Kompozycja rodzi się w czasie rzeczywistym, dokładnie w momencie, gdy ludzie zaczynają się huśtać. To, jaki dźwięk usłyszymy, zależy od tego, ile osób w danej chwili korzysta z huśtawek, jak szybko się odpychają i czy ich ruchy się synchronizują, czy wręcz przeciwnie – mijają w rytmie. Bez użycia słów, bez planowania, obcy sobie ludzie na placu zabaw zaczynają ze sobą współpracować, tworząc unikalny, niepowtarzalny koncert.
Do tej pory huśtawka była raczej czymś, co z miejsca klasyfikowaliśmy jako atrakcję dla dzieci. Tymczasem Boursier-Mougenot zdejmuje z niej tę i zmienia ją w coś, co sprawi radość zarówno młodszym, jak i starszym. Staje się ona łącznikiem między pokoleniami, pretekstem do zatrzymania się w biegu i wejścia w rolę jednoczesnego słuchacza i wykonawcy.

A jakby tego było mało, całość uzupełnia jeszcze niesamowite podłoże – przestrzeń pod huśtawkami pokryto 900 metrami kwadratowymi… kruszonego szkła, które odbija światło niczym mieniąca się tafla wody, nadając całemu dziedzińcowi niemal baśniowy, rozświetlony wygląd. Naprawdę chciałabym zobaczyć, jak wygląda to w nocy. Wyobraźcie sobie usiąść, odprężyć się podczas miarowych ruchów w przód i w tył, słuchając dzwonu i mając pod sobą iskrzącą się przestrzeń. To musi być niesamowite uczucie. Jeśli nie zlikwidują tej instalacji zbyt szybko, to kiedy polecę do Francji, chciałabym na pewno tam pojechać i przeżyć to sama.
Obraz i dźwięk połączone w jedno
Doświadczenie nie kończy się jednak na samym świeżym powietrzu. Artysta przeniósł ten koncept również do wnętrza pobliskich galerii za pomocą wielkoskalowej camera obscura. Przez miniaturowy otwór obraz z zewnętrznego dziedzińca jest rzutowany do góry nogami na ściany ciemnego pomieszczenia. W środku również zawieszono huśtawki, pozwalając odwiedzającym odpocząć i obserwować odwrócony świat na zewnątrz, podczas gdy przez mury wciąż dobiega hipnotyzujące, kojące bicie dzwonów.

Dla mnie brzmi to wręcz magicznie. Nie wszechogarniający, przytłaczający beton, tylko miejsce zaprojektowane pod kątem uważności, ciekawości i wspólnotowego przeżywania chwili. Tego naprawdę brakuje w miastach. Tak samo, jak miejsca, w którym dorośli też mogliby się pohuśtać, bo to po prostu dobra zabawa. A tutaj, przy okazji, można też posłuchać głębokiego dźwięku starego dzwonu, którym to my sami dyrygujemy. Czy to nie wspaniałe?
