Zamiast kierować się wyłącznie chwilową zachcianką z Pinteresta, warto wejść w temat na chłodno. Współczesna psychologia wnętrz nie pozostawia złudzeń: kolory, którymi otaczamy się na co dzień, bezpośrednio sterują naszym poziomem energii, zdolnością do skupienia, a nawet tym, jak szybko zasypiamy i czy rano wstajemy wypoczęci.
Od sterylnych szarości po odważne barwy ziemi
Nawet jeśli nie zwracamy na to uwagi świadomie, to kiedy wchodzimy do pomieszczenia, nasz mózg natychmiast rejestruje bodźcie wizualne. Zbyt sterylne lub chaotyczne otoczenie potrafi zmęczyć szybciej niż ośmiogodzinna praca przed komputerem. Jak zauważa psycholog prof. Geoff Beattie z Edge Hill University, otaczające nas barwy nie są obojętne dla emocji. Dlatego, choć podążanie za aktualną modą kusi, to wybierając kolory do mieszkania lepiej zrozumieć, jak poszczególne odcienie wpływają na nasz domowy mikroklimat. W końcu nie będzie to zdjęcie w katalogu, tylko przestrzeń do życia.
Przez ostatnie sezony minimalistyczne biele, chłodne szarości i bezpieczne beże zalały nasze mieszkania. Nie chodziło jednak od odcięcie się od pstrokacizny poprzednich dekad. Ich główną zaletą jest bowiem redukcja przeciążenia sensorycznego – neutralne tło pozwala umysłowi odpocząć po hałaśliwym dniu w pracy. Tylko że jak zwykle najważniejszy jest umiar. Jeśli wszystko nagle jest w bielach i szarościach, to tworzymy sobie pułapkę. Czysta, wręcz szpitalna biel w słabo doświetlonym pokoju potrafi w mgnieniu oka obudzić głęboką melancholię i sprawić, że wnętrze wydaje się odpychające.
Dlatego obecne trendy w aranżacji skręcają w zupełnie inną stronę, stawiając na mocne barwy ziemi. Czekoladowe brązy, głębokie burgundy czy energetyczny róż w odcieniu Rebel Pink szturmują katalogi wnętrzarskie. Owszem, są bardzo ładne, w dodatku dostarczają nam potężnej dawki emocjonalnej stymulacji. Jednak znowu – bez przesady. Nikt raczej nie chce być ciągle pobudzony, w domu musimy mieć również przestrzeń, by się wyciszyć i uspokoić po pełnym wrażeń dniu. Dlatego najlepiej jednak postawić na średnie nasycenie barw, bo właśnie to stanowi klucz do zachowania domowej homeostazy i prawdziwego wizualnego komfortu.
Jak zaprojektować przestrzeń sprzyjającą pracy i regeneracji?
Nawet jeśli wizja kupienia tylko jednego koloru i obskoczenia nim wszystkich pomieszczeń brzmi praktycznie, to niezbyt się sprawdza w realnym życiu. Nasza sypialnia potrzebuje innych barw niż biuro czy salon. Gabinet w domyśle ma być miejscem, w którym rodzą się najlepsze pomysły, więc tam warto zaprzyjaźnić się z kolorami natury, takimi jak przygaszone zielenie czy subtelne błękity, stymulujące kreatywne procesy poznawcze i ułatwiające rozwiązywanie skomplikowanych problemów, z którymi walczymy od rana. W strefie wypoczynku sprawdzą się z kolei barwy, które wyciszają, nie krzyczą z powierzchni ścian i pozwalają nareszcie wygasić gonitwę myśli.
Oczywiście nie same kolory są najważniejsze, zwłaszcza jeśli chcemy uniknąć efektu chaosu. Rozrzucone bez ładu i składu barwy nie tylko będą drażnić nasz mózg, ale też sprawią, że wnętrze będzie prezentować się jak zabałaganione, nawet jeśli będzie w nim czysto. Jak tego uniknąć? Jest na to bardzo prosty sposób – dekoratorska zasada „60-30-10”.

Zgodnie z tą regułą 60 procent przestrzeni – czyli przede wszystkim ściany – głównej powinniśmy zarezerwować dla barw dominujących, które będą tłem dla całego wnętrza. Potem 30 procent zostawiamy odcieniowi dopełniającemu, obecnemu na meblach, zasłonach czy dywanach. Natomiast pozostałe 10 procent powinny stanowić wyraziste akcenty. Wiecie, taka kropka nad „i”, która nada wszystkiemu charakteru. Mogą to być poduszki, bibeloty czy drobne detale, jak gałki w drzwiach szafy.
Warto zrozumieć, że ściany to nie tylko tło dla kanapy czy telewizora. To największa powierzchnia w naszym domu, która każdego dnia milcząco wpływa na to, jak się czujemy. Planując odświeżenie wnętrza, dobrze więc potraktować wybór farby jak inwestycję we własne samopoczucie, a nie tylko decyzję stricte wizualną i podejmowaną na szybko.
Oczywiście, to nie tak, że kolorowe wnętrza się nie sprawdzają, ale to bardzo grząski grunt, po którym trzeba stąpać ostrożnie, by uniknąć wpadek. O ile dodatki łatwo jest zmienić, o tyle ponowne malowanie ścian może być znacznie bardziej problematyczne.
