Tylko po co, skoro można łatwiej? Dokładnie z tego założenia wyszli twórcy Puroway – urządzenia, które może całkowicie odmienić nasz sposób pozyskiwania wody podczas biwaków.
Dwa kliknięcia, a krystaliczna woda płynie sama
Z zewnątrz Puroway wygląda całkiem niepozornie, bo przypomina po prostu zgrabną, lekko wydłużoną butelkę lub termofor, który bez trudu wsuniemy w boczną kieszeń plecaka. W środku kryje się jednak mała rewolucja. Zamiast zmuszać nas do fizycznej pracy i czekania, sprzęt wyręcza nas w stu procentach dzięki wbudowanej pompce akumulatorowej.
Cały proces jest bajecznie prosty, bo wystarczy wrzucić elastyczny wężyk wlotowy bezpośrednio do rzeki, leśnego strumienia czy chłodnego jeziora, podłączyć drugi koniec do kompaktowej obudowy filtra i po prostu włączyć zasilanie. Z wylotu natychmiast zaczyna płynąć czysta, filtrowana woda, bez jakiegokolwiek pompowania.

Brak konieczności pracy to nie tylko ogromna wygoda w momencie, gdy chcemy po prostu ugasić pragnienie tu i teraz. To przede wszystkim absolutny przełom, jeśli chodzi o napełnianie większych zbiorników. Jeśli musimy uzupełnić trzylitrową butelkę, zapasowe bidony dla całej ekipy albo duży garnek na obozową kolację, po prostu stawiamy filtr przy brzegu, włączamy go i zajmujemy się rozkładaniem namiotu. Woda gładko i ekspresowo napełnia naczynia bez naszego udziału.
Wielowarstwowy system przeciw bakteriom i nieprzyjemnym zapachom
Oczywiście automacik podający wodę byłby bezużyteczny, gdyby nie stała za nim odpowiednia technologia oczyszczania. W końcu w warunkach polowych stawką jest nasze zdrowie i brak rewolucji żołądkowych na szlaku. Puroway stawia na wielostopniowy, przemyślany system barier filtracyjnych, który radzi sobie nawet z bardzo mętną i trudną wodą.
Pierwszym bastionem jest specjalna, zewnętrzna głowica przedfiltrująca, umieszczana na samym końcu wężyka wlotowego. Jej zadaniem jest zatrzymanie większych cząstek, takich jak piasek, drobne patyki, zawiesina czy muł, zanim w ogóle trafią one do wnętrza mechanizmu. Dzięki temu główny filtr nie zatyka się po pierwszym użyciu.

Gdy woda zaciągana jest do środka urządzenia, przechodzi przez zaawansowany wkład warstwowy. Węgiel aktywny błyskawicznie eliminuje nieprzyjemny zapach, poprawia smak i usuwa osady organiczne. Z kolei żywica jonowymienna odpowiada za zmiękczenie wody, sprawiając, że jest ona znacznie smaczniejsza i łagodniejsza dla żołądka. Najważniejszym elementem zestawu pozostaje jednak membrana ultrafiltracyjna, która skutecznie wyłapuje bakterie, mikroskopijne zawiesiny i groźne drobnoustroje. Na samym końcu bawełna PP wyłapuje ostatnie drobiny, dzięki czemu z wylotu wypływa krystalicznie czysty strumień.
Wygoda użytkowania to podstawa
Na pewno doceniam też fakt, że Puroway wpisuje się w nowoczesny standard ładowania. Urządzenie posiada wbudowany akumulator, który podładujemy za pomocą zwykłego kabla USB-C. Nie trzeba więc targać ze sobą dedykowanych ładowarek czy zapasu baterii paluszków, bo wystarczy ten sam powerbank, z którego na co dzień doładowujemy smartfon, czołówkę czy nawigację GPS.
Sama obudowa została zaprojektowana tak, by przetrwać trudne, outdoorowe warunki. Ma przyjemną w dotyku, teksturowaną powierzchnię, która gwarantuje pewny chwyt nawet w mokrych czy zabrudzonych dłoniach, a także praktyczny otwór na smycz lub karabińczyk. Wymiana wewnętrznego kartridża filtracyjnego jest banalnie prosta i zajmuje kilkanaście sekund, a jeden wkład wystarcza na przefiltrowanie wody od 50 do nawet 100 razy, w zależności od stopnia jej zanieczyszczenia.

Urządzenie można obecnie zdobyć w ramach przedsprzedaży na platformie Kickstarter, gdzie twórcy przygotowali naprawdę kuszącą ofertę dla pierwszych wspierających. Docelowa cena detaliczna ma wynosić 138 dolarów, ale w trwającej kampanii zestaw zniżkowano do zaledwie 69 dolarów, czyli około 260 złotych. W tej cenie dostajemy urządzenie filtrujące, dwa elastyczne wężyki, pięć głowic filtra wstępnego oraz jeden wymienny kartridż wewnętrzny. Zapasowy komplet filtrów wraz z dodatkową głowicą przedfiltrującą można dokupić za 18 dolarów.
Trzeba oczywiście pamiętać o złotej zasadzie crowdfundingu, bo wspieranie nowych marek zawsze niesie ze sobą drobne ryzyko opóźnień. Zespół stojący za Puroway deklaruje jednak, że jest na ukończeniu badań wydajnościowych oraz uzyskiwania oficjalnych certyfikatów czystości wody, które mają zostać opublikowane w sieci jeszcze przed startem masowej produkcji. Jeśli wszystko pójdzie gładko i bez opóźnień, gotowe filtry trafią do pierwszych użytkowników na całym świecie w listopadzie, a koszt dostawy do Europy ma wynieść zaledwie 8 dolarów, więc tragedii nie ma.
