Autorem tego „przełomowego” projektu jest Mahabir Gill. Zrobiło się o nim głośno, gdy media poinformowały, że próbuje opatentować swój wynalazek w brytyjskim sądzie patentowym.

Muszla klozetowa projektu Gilla różni się od zwykłej tym, że jej siedzisko jest pochylone pod kątem 13 stopni w dół. Cel innowacji – skrócenie czasu korzystania z toalety.

– Pomysł wziął się z osobistego doświadczenia. Na autostradzie musiałem zrobić postój. Do toalety była olbrzymia kolejka. Zacząłem się zastanawiać, co ludzie tam robią i dlaczego wchodzą i wychodzą z telefonami w ręku – wyjaśnia Gill.

Sam zaprojektował i przetestował pierwszy model pochyłej toalety. Według jego obserwacji, gdy kąt nachylenia siedziska wynosi 11 stopni, można spędzić na niej wygodnie nie więcej niż 15 minut. Natomiast przy kącie 13 stopni czas, po którym użytkownik odczuwa dyskomfort to 5-7 minut.

Pochyłe siedzisko nie pozwala spędzić w toalecie wiele czasu (fot. Standard Toilet)

 

Pogarda dla pracowników?

Gill reklamuje swój wynalazek nie tylko jako korzyść i oszczędność dla pracodawców, ale też jako dobry dla zdrowia samych pracowników. Korzyści miałyby polegać m.in. na mniejszej ilości czasu spędzanej w social mediach oraz na mniejszym ryzyku wystąpienia hemoroidów.

Pomysł Gilla spotkał się w internecie z ostrą krytyką. Pojawiły się nawet głosy, że to „doskonała reprezentacja pogardy, jaką kapitalizm ma dla pracowników”.

W obliczu ostatnich badań dotyczących efektywności pracowników, chybiony wydaje się też ten argument projektanta. W sierpniu 2019 roku w japońskim oddziale Microsoftu przeprowadzono prosty eksperyment i wprowadzono 4-dniowy tydzień pracy. Okazało się, że wydajność pracowników skoczyło o 40 proc. Wniosek – nie zawsze więcej, znaczy lepiej.

Internauci ostro zareagowali też na argumenty dotyczące korzyści zdrowotnych, które miałyby wynikać z korzystania z pochyłych toalet. Zwrócili uwagę m.in. na trudności dla osób mających problemy z kręgosłupem czy kolanami. Oburzeniem zareagowali także cierpiący na zespół jelita drażliwego oraz chorobę Leśniowskiego-Crohna.

Niewykluczone jednak, że wynalazek – mimo krytyki i prześmiewczych opinii – znajdzie swoich odbiorców.