W latach 80. XIX w., czyli w epoce Wokulskiego, na warszawskich Powązkach powstał wielki zespół magazynów do przechowywania ziarna. Uzyskał charakterystyczny narys krzyża, w którego centrum w 1890 r. stanęła wieża elewatorowa. Wysoki ażurowy szkielet wieży opinał kulisty zbiornik na ziarno. Zwieńczony był sferycznym hełmem z półkolistymi oknami i kominem wentylacyjnym. Lekkie schody prowadziły na pomost, z którego można było przez okno obserwować pracę elewatora.

Wieża miała niezwykle nowoczesną, jak na owe czasy, konstrukcję i nowatorski sposób funkcjonowania. Przyciągała zarówno uwagę lokalnej prasy, jak i przedsiębiorców (teren budowy odwiedziła m.in. delegacja Towarzystwa Przemysłu i Handlu). W lipcu 1890 roku dziennikarz „Kuriera Warszawskiego” zachwycał się jej detalami technicznymi. „Jest to gmach z żelaza w kształcie wielkiego balonu. Jedyny to budynek tego rodzaju, zasługujący na uwagę techników ze względu na misterną robotę i praktyczne zastosowanie. Myśl, na której osnuto ten wynalazek, zasadza się na ściśle matematycznym obliczeniu”. Dalej wyjaśniał, że wznoszone dotychczas elewatory to olbrzymie gmachy, bardzo kosztowne w utrzymaniu ze względu na nieekonomiczne wykorzystywanie powierzchni oraz zastosowanie wielu mechanicznych taśmociągów do transportu ziarna. „W elewatorze zaś kulistym żadnych mechanizmów do poziomego przeprowadzania ziarna zupełnie nie potrzeba”. Koszt budowy wieży wyniósł 80 tys. rubli srebrem, a łączne koszty wzniesienia zespołu składów – 311 tys. rubli srebrem.

Powązkowską wieżę elewatorową zaprojektował inżynier wojskowy pułkownik Olimp Starynkiewicz – młodszy brat Sokratesa Starynkiewicza, pełniącego do roku 1892 obowiązki prezydenta miasta Warszawy. Urodzony w roku 1837 Olimp służbę wojskową rozpoczął w wieku 16 lat. Ukończył prestiżową Mikołajewską Szkołę Inżynierską w Petersburgu, w której murach kształciło się wielu wybitnych rosyjskich dowódców – gen. Eduard Totleben (bohater obrony Sewastopola i Plewny), gen. Konstantin Kaufman (kierujący operacjami wojskowymi podczas przyłączania do Rosji Azji Środkowej), gen. Roman Kondratienko (szef obrony lądowej twierdzy Port Arthur).

Praskie forty

W 1883 r. ruszyła budowa Twierdzy Warszawa. Rok później Olimp Starynkiewicz otrzymał awans na stopień pułkownika i nominację na szefa Fortecznego Zarządu Inżynierii przy Zarządzie Komendanta Warszawskiej Cytadeli Aleksandrowskiej. Do jego głównych obowiązków należał nadzór nad budową Twierdzy Warszawa oraz zapewnienie inżynierskiego przygotowania fortów do obrony. Jednocześnie Starynkiewicz objął stanowisko Budowniczego Umocnień Warszawskich na Prawym Brzegu rz. Wisły, co oznacza, że miał znaczący wpływ na ich ostateczny kształt. Osobiście zaprojektował Fort Nr 11. Następnym dziełem Olimpa był młyn na Nowej Pradze. 30 września 1890 r. (kalendarza juliańskiego) Olimp Starynkiewicz otrzymał awans na generała majora i przeszedł na bardziej prestiżowe stanowisko Budowniczego Umocnień Zegrzyńskich. Zegrze wraz z Warszawą i Nowogeorgijewskiem (dawniej: Modlinem) miało tworzyć Warszawski Rejon Umocniony – rodzaj gigantycznej bazy wojskowej na czas wojny, odpowiednio zabezpieczonej przed atakami nieprzyjaciela, zaopatrzonej w obiekty ułatwiające kontratak (przeprawy rzeczne, wyjścia z twierdz) oraz zapasy na co najmniej 10 miesięcy.

Starynkiewicz stworzył indywidualny projekt autorski dwufortowej twierdzy o niezwykle nowatorskich rozwiązaniach. Perfekcyjnie wykorzystał walory urozmaiconej rzeźby terenu, nadając umocnieniom unikatowy w nizinnym mazowieckim krajobrazie charakter fortyfikacji górskiej. Niemal wszystkie budowle miały być wykonane z betonu – materiału, którego wcześniej nie użyto w żadnym warszawskim forcie. Budowa umocnień ruszyła w 1891 roku. Twierdza uzyskała gotowość bojową już w 1895 roku, jednak  prace wykończeniowe i modernizacyjne ciągnęły się jeszcze przez siedem lat. Znacznie wcześniej ukończono oba zespoły koszarowe i prochownię. Ogólny koszt inwestycji wyniósł około 3,5 miliona rubli.

Na okres budowy Olimp Starynkiewicz przeniósł się z rodziną do Zegrza. I o ile jego kariera rozwijała się fantastycznie, o tyle sytuacja w domu przypominała pobojowisko. Brat Sokrates ironicznie komentował w swym dzienniku: „U Olimpa w rodzinie wieczne święto: rano i wieczorem spacery, gry w kręgle, krokiet, bilard. Dzieci źle wychowane”. W 1894 roku było już znacznie gorzej. „Barbara Bazylewna przyszła do Olimpa, żądając, by podpisał bilet na jej wyjazd do Moskwy: »Podpisz! Rozkazuję ci!«. Groziła, że wszystko potłucze, połamie, porwie w jego gabinecie. Dzieci, bojąc się o niego, nie spały, żeby go przed nią chronić. Chyba zbliża się tragiczne rozwiązanie. Zarzuca mu, że nie jest mężczyzną, żąda badań lekarskich. (..) Modlę się za niego”. Niestety, Olimp pod względem finansowym był po części uzależniony od żony. W rękach Barbary pozostawała aż połowa z 35 tys. rubli kapitału, który udało mu się zebrać przez wiele lat służby. W dodatku cierpiał na kamicę żółciową i stan jego zdrowia nieustannie się pogarszał.

Oskarżenie

 

Kiedy plany zegrzyńskich fortów leżały jeszcze na deskach kreślarskich, ich projektant znalazł się w wielkich tarapatach. Wojskowy Nadzór Prokuratorski postawił mu zarzut, że na skutek błędów w konstrukcji wieży elewatorowej na Powązkach uległa zniszczeniu znaczna ilość ziarna wartości blisko 1,5 mln rubli. Rozpoczęto długotrwałe śledztwo, podczas którego Olimp Starynkiewicz był wzywany na przesłuchania do Sankt Petersburga. Jeździł tam również Sokrates. Próbował wstawić się za bratem – nawet u ministra wojny Piotra Wannowskiego. Niestety, bezskutecznie. Wannowski odpowiedział, że Olimp naraził skarb państwa na straty i że „nie zechciał nauczyć intendentury, jak należy przechowywać zboże w elewatorach”. W stwierdzeniu tym kryje się najprawdopodobniej rzeczywisty powód śledztwa. Olimp Starynkiewicz zaprojektował urządzenie, którego rozwiązania wybiegały poza swoją epokę; był chwalony za profesjonalizm – zarówno przez warszawską prasę, jak i cywilnych fachowców. Intendent Okręgowy gen. mjr Michał Runow mógł najwyżej stać z boku i patrzeć, jak niższy stopniem oficer zbiera zewsząd pochwały. A to się nie podobało... Gdy więc urzędniczy beton ujrzał kolejną eksplozję pomysłów w postaci projektu nadnarwiańskiej twierdzy, na wysokich szczeblach władzy postanowiono zapewne ostro przyhamować działania Olimpa Starynkiewicza. Nie było możliwe zablokowanie budowy fortów, gdyż wszystkie projekty zatwierdził sam car. Możliwe było jednak upozorowanie sytuacji, w której nowoczesna wieża elewatorowa „nie sprawdziła się w praktyce”. Jak przypuszczał Sokrates, do zbiornika z premedytacją wsypano zboże, które było częściowo wilgotne, a częściowo gnijące.

Po zmarnowaniu zawartości elewatora przez blisko cztery lata prowadzono poszlakowe dochodzenie. Dręczycielom Olimpa sprzyjała okoliczność, że jego starszy brat był już na emeryturze i utracił znaczną część koneksji z czasów, gdy pełnił obowiązki prezydenta Warszawy. W listopadzie 1897 roku rozpoczęła się rozprawa Olimpa Starynkiewicza przed Warszawskim Wojskowym Sądem Okręgowym. Oznaczała koniec jego kariery. Jeden z członków Komitetu Budowy Wodociągów i Kanalizacji m. Warszawy, inżynier gubernialny Julian Majewski opisał zawistnie Olimpa jako człowieka zarozumiałego i aroganckiego, całkowite przeciwieństwo brata. Opinia ta – wraz z plotką o rzekomo małej wiedzy fachowej –  przylgnęła do generała na kolejne sto kilkanaście lat. Powtarza się w niemal każdym, opublikowanym w Polsce, artykule prasowym czy internetowym, a nawet w przedmowie do wydanego w 2005 roku „Dziennika 1887–1897” Sokratesa Starynkiewicza. Żaden z autorów nie pokusił się o weryfikację zarzutów, chociażby poprzez przyjrzenie się istniejącej do dziś w Warszawie i Zegrzu spuściźnie po Olimpie Starynkiewiczu. Przy czym, o ironio losu, dawna Twierdza Zegrze jest obecnie uważana za jeden z najciekawszych i najwartościowszych zespołów budownictwa militarnego na obszarze Polski.