powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Testy

Test ASUS Zenbook 14 UX3480QA, czyli codzienność ze Snapdragonem i Windowsem

ASUS wprowadził właśnie do swojej oferty nowe laptopy Zenbook 14, wśród których znalazł się model wyjątkowy, bo Zenbook 14 UX3480QA, korzystający z procesora o architekturze ARM64 i systemu Windows 11. Czy warto się nim zainteresować i jak dokładnie wygląda korzystanie z komputera, którego “serce” wykorzystuje architekturę przez lata kojarzoną przede wszystkim ze smartfonami?

M
Mateusz Łysoń
1h temu·16 minut·
Test ASUS Zenbook 14 UX3480QA, czyli codzienność ze Snapdragonem i Windowsem
Chcesz czytać więcej treści jak „Test ASUS Zenbook 14 UX3480QA, czyli codzienność ze Snapdragonem i Windowsem"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Zacznijmy może od tego, że Zenbook 14 UX3480QA nie jest jedynym modelem w całej ofercie, więc to nie tak, że ASUS nagle “obraził się” na starą dobrą architekturę x86. W rodzinie znajdziemy również Zenbooka 14 UX3480AA z procesorami Intel Core Ultra oraz UX3480KA z układami AMD Ryzen AI. Poszczególne wersje różnią się przy tym nie tylko procesorem. ASUS przewidział dla nich również kilka odmian ekranów OLED – od podstawowych paneli 1920 x 1200 przy 60 Hz i jasności 300 nitów aż po znacznie bardziej efektowne matryce 3K 120 Hz, które osiągają 500 nitów w SDR i nawet 1100 nitów w HDR. W przypadku wersji Intela dostępne są również konfiguracje z ekranem dotykowym.

Testowany przeze mnie UX3480QA nie korzysta jednak z najbardziej efektownego panelu dostępnego w tej rodzinie. Znalazł się w nim bowiem 14-calowy OLED o rozdzielczości 1920 x 1200 pikseli i odświeżaniu 60 Hz. Na papierze wygląda więc znacznie skromniej od wariantu 3K 120 Hz, ale niższa rozdzielczość nie jest aż takim problemem. Ba, może mieć też pewne zalety w laptopie, którego jednym z głównych atutów ma być energooszczędność. Powiedzmy to sobie wprost – Zenbook 14 jest ultrabookiem specyficznym, a nie kombajnem do wszystkiego.

Doskonale wiem, w jakiego odbiorcę ASUS Zenbook 14 UX3480QA celuje

Chociaż nie śledzę aż tak działalności Apple’a, to ich najnowsze, tańsze MacBooki zapisały mi się w pamięci od pierwszej prezentacji. Zwłaszcza że kilka miesięcy później inni producenci zaczęli uderzać w tę samą strunę i oferować sprzęt o podobnym zastosowaniu oraz równie mocno nastawiony na mobilność. Po co o tym wspominam? Ano dlatego, że kiedy tylko Zenbook 14 UX3480QA wpadł w moje ręce, to od razu pomyślałem właśnie o Apple’u. Pierwsze dni korzystania z tego sprzętu tylko utwierdziły mnie w tym, że oto właśnie “mamy MacBooka w domu”. Nie tylko ze względu na świetne wykonanie, ale też sposób działania całej platformy. Bardzo szybkie wybudzanie, wysoka responsywność przy lekkich zadaniach i niewielkie zapotrzebowanie na energię dają tutaj coś, co najłatwiej określić mianem “smartfonowego feelingu”.

Czytaj też:Test ASUS ROG Zephyrus G16 (2025) GU605. Czy kompaktowa forma z GeForce RTX 5080 ma sens?

Jest to sprzęt ewidentnie mobilny, jak na 14-calowego ultrabooka przystało. Mierzy około 311 x 216 x 14 mm, waży około 1,148 kg w mojej konfiguracji, a jego obudowa została wykonana z metalu. Ba! Nie jest to wyłącznie zwykłe aluminium, bo ASUS wykorzystuje tutaj swoje Ceraluminum, czyli aluminium poddane procesowi ceramicznemu. Szczególnie charakterystycznie wygląda pokrywa ekranu, która w testowanej wersji Arctic Blue na pierwszy rzut oka przypomina mi wręcz drobnoziarnisty granit.

Jak wypada jego sztywność? Na pewno nie idealnie, bo przy celowym nacisku zarówno pokrywę, jak i pulpit roboczy da się nieco ugiąć. Najważniejsze jest jednak to, że podczas normalnego użytkowania praktycznie tego nie odczuwamy. Kiedy podnosimy Zenbooka 14 za jeden z rogów, to z konstrukcją nie dzieje się nic niepokojącego. To samo można powiedzieć o typowym pisaniu, bo kiedy piszemy tak, żeby po prostu pisać, nie czujemy żadnego niepokojącego uginania się rejonu klawiatury. Jeśli jednak będziemy specjalnie wciskać klawisze z nadmierną siłą, to jak najbardziej wyczujemy i zobaczymy pracę obudowy. Innymi słowy, nic szczególnie nietypowego dla tak lekkiego ultrabooka. ASUS deklaruje przy tym zgodność konstrukcji z testami standardu MIL-STD-810H.

Na projekt tego modelu również ciężko narzekać. Na spodzie znajdziemy dwie grube podkładki antypoślizgowe ciągnące się przez sporą część szerokości podstawy, otwory wlotowe chłodnego powietrza w górnej części spodu oraz wyloty na tylnej krawędzi. Po otwarciu laptopa część z nich znajduje się bezpośrednio przy dolnej części pokrywy. Swoją drogą, samo podnoszenie ekranu jedną ręką jest bezproblemowe, w czym pomaga specjalne wycięcie w dolnej części obudowy. Po wrzuceniu Zenbooka do plecaka matrycę chronią natomiast tradycyjne wypustki rozmieszczone wzdłuż wewnętrznej części obudowy. Co ciekawe, mają formę twardego tworzywa, a nie miękkiej gumy, ale podczas testów nie zauważyłem, żeby w jakikolwiek sposób rysowały powierzchnię. Sam zawias pracuje natomiast w zakresie od zamknięcia do około 170 stopni, obejmuje zdecydowaną większość szerokości laptopa, jest pozbawiony luzów i jednocześnie stawia na tyle duży opór, że trudno przypadkowo zatrzasnąć ekran.

Zanim jednak przejdę do wrażeń z używania tego sprzętu, uderzę tradycyjnie w temat preinstalowanych aplikacji. O ile te ASUS-owe można jeszcze przełknąć, bo rzeczywiście mają coś dodatkowego do zaoferowania i są w pełni darmowe, tak instalowanie na takim laptopie McAfee, który po kilku dniach zaczyna regularnie przypominać, jak bardzo jest potrzebny naszemu systemowi (nie jest) i że po zakończeniu okresu próbnego powinniśmy wykupić subskrypcję, jest dla mnie kpiną. Bardziej ogarnięci użytkownicy od razu wywalą tę abominację z systemu, ale mniej zaawansowani technologicznie mogą zwyczajnie dojść do wniosku, że wykupienie dodatkowej subskrypcji jest konieczne. Tego typu praktyki w sprzęcie skierowanym do masowego odbiorcy, zwłaszcza od producenta tej klasy co ASUS, zaczynają być zwyczajnie niesmaczne. Moim zdaniem firmy tego kalibru powinny wreszcie z nich zrezygnować. 

Codzienność z ASUS Zenbook 14 UX3480QA

Po latach dźwigania ze sobą wielkich gamingowych laptopów zacząłem coraz częściej doceniać ich mniejsze, skromniejsze odpowiedniki, które może i mają braki w zakresie wydajności czy wielkości ekranu, ale przynajmniej mogę korzystać z nich niemal wszędzie. Przy wychodzeniu na dłużej nie muszę zabierać wielkiego plecaka, bo wystarczy mi byle 10-litrowy plecaczek.

Taka forma przydaje się również na co dzień. Nieważne, czy siedzimy na kocu w ogrodzie, na kanapie, przy małym stoliku, czy podczas rodzinnego spotkania, gdzie niewielkie gabaryty są zawsze w cenie, kiedy laptop wędruje z rąk do rąk chociażby przy oglądaniu zdjęć.

ASUS Zenbook 14 UX3480QA powstał właśnie do takiego swobodnego trybu funkcjonowania, bo do życia, w którym sami nie pozostajemy zbyt często na miejscu. Akcentuje to podstawowe wyposażenie, które oprócz 68-watowej ładowarki USB-C o wadze około 214 gramów, wykonanej w formie zintegrowanej kostki z przewodem, obejmuje też dobrej jakości przeszywane etui z imitacji skóry, przypominające elegancką teczkę. Swoją drogą, jest ona ukryta tak bardzo w pudełku, że można ją ominąć, więc koniecznie zajrzyjcie w górną jego część.

Wszystko to nie oznacza jednak, że ceną za wysoką mobilność było technologiczne cofnięcie się w innych kwestiach. Zenbook 14 UX3480QA obsługuje Wi-Fi 6E w standardzie 802.11ax, w konfiguracji 2×2 i z obsługą trzech pasm, a do tego Bluetooth 5.3, więc pod względem podstawowej łączności bezprzewodowej nie odstaje od współczesnych ultrabooków. W codziennym użytkowaniu dochodzi do tego kamera o rozdzielczości Full HD z modułem podczerwieni, dzięki któremu możemy korzystać z Windows Hello, zintegrowany zestaw mikrofonów oraz system redukcji szumów AI Noise Canceling dostępny z poziomu MyASUS. Producent dorzucił też własne rozwiązania pokroju WiFi SmartConnect, Battery Health Charging, profili pracy wentylatora, OLED Care czy narzędzi GlideX i ScreenXpert.

Kamera sama w sobie nie jest oczywiście powodem, dla którego kupuje się tego typu sprzęt, ale do wideorozmów sprawdza się wystarczająco dobrze, a Windows Hello działa szybko, choć w kwestii samego odblokowywania nie można nie wspomnieć o braku czytnika linii papilarnych. Jest to o tyle dziwaczne, że przycisk on/off aż się o to prosił, ale to nie jedyny brak z nim związany, o czym za moment. 

Sprawa ma się podobnie z mikrofonami, które w połączeniu z redukcją szumów spokojnie wystarczają do rozmów przez Teamsa czy Meet bez sięgania po zewnętrzny headset. Wbudowane głośniki wspiera natomiast technologia Smart Amp. Nie zastąpią one oczywiście dobrego zestawu audio, ale do filmów, rozmów i okazjonalnego słuchania muzyki są więcej niż wystarczające, a przy wyższych poziomach głośności nie zaczynają od razu nieprzyjemnie charczeć.

Mobilny charakter Zenbooka nie oznacza też, że po powrocie do domu trzeba traktować go wyłącznie jak niewielki laptop stojący obok głównego komputera. Właśnie tutaj dużego znaczenia nabiera zestaw złączy USB-C, ale od razu zaznaczam – nie wierzcie w wielki chaos na oficjalnej stronie specyfikacji, bo nie – w tym modelu USB 4.0 nie znajdziecie, choć formatowanie tabelki sugeruje coś innego. Testowany egzemplarz oferuje tradycyjny zestaw dla nowoczesnego ultrabooka, bo dwa porty USB-C 3.2 Gen 2 o przepustowości do 10 Gb/s, które obsługują również przesyłanie obrazu oraz Power Delivery. Na lewej krawędzi znalazły się ponadto HDMI 2.1 TMDS oraz złącze audio 3,5 mm, natomiast po prawej producent pozostawił pojedyncze USB 3.2 Gen 1 Type-A o przepustowości do 5 Gb/s w towarzystwie diody funkcyjnej.

W praktyce oznacza to, że Zenbook 14 UX3480QA bardzo łatwo może po powrocie do domu przeistoczyć się w komputer stacjonarny. Wystarczy monitor wyposażony w USB-C z odpowiednio mocnym Power Delivery oraz wbudowanym hubem USB. Jeden przewód odpowiada wtedy jednocześnie za przesyłanie obrazu, ładowanie laptopa i komunikację z urządzeniami podłączonymi bezpośrednio do monitora. Klawiatura, mysz, przewodowa sieć czy dodatkowe akcesoria mogą pozostać podpięte do huba, a sam Zenbook wymaga właściwie tylko jednego kabla.

Ma to tym większy sens, że 68-watowy zasilacz USB-C nie jest w takim scenariuszu w ogóle potrzebny przy biurku, o ile monitor potrafi dostarczyć przez USB-C wystarczającą moc. Można więc zostawić fabryczną ładowarkę w torbie lub zabierać ją wyłącznie na dłuższe wyjazdy, zamiast za każdym razem przepinać zasilanie między stanowiskiem a mobilnym zestawem.

Cichy, chłodny i zaskakująco responsywny

Zenbook 14 UX3480QA jest też bardzo cichy podczas typowej pracy. Wentylator staje się słyszalny dopiero pod większym obciążeniem, ale nawet wtedy generuje przede wszystkim jednostajny szum, który łatwo ginie w tle, jeśli laptop stoi normalnie na biurku, a nie kilkanaście centymetrów od naszej twarzy. Dopiero długotrwałe obciążenie procesora potrafi rozkręcić chłodzenie na tyle, żeby komputer był już wyraźniej słyszalny z większej odległości. Nadal daleko mu jednak do hałasu, do którego przyzwyczaiły mnie znacznie wydajniejsze laptopy, a nawet inne ultrabooki.

Co równie ważne, rejon podparcia dłoni praktycznie się nie nagrzewa. Spód obudowy i jej góra w okolicy ekranu osiąga wyższą temperaturę, ale również pozostaje na sensownym i nawet przyjemnym poziomie. Podczas zwykłej pracy na kanapie czy trzymania laptopa na kolanach nie miałem dzięki temu poczucia, że po kilkunastu minutach muszę go od siebie odsunąć.

Czytaj też:Potęga GeForce RTX 5090 w laptopie. Test ASUS ROG Strix SCAR 18 (2025) G835

W codziennym użytkowaniu Zenbook daje przy tym coś, co najłatwiej określić mianem smartfonowego sposobu działania. Otwieramy pokrywę i praktycznie od razu wracamy do tego, co robiliśmy wcześniej. Trudno było mi złapać go na typowych przycięciach systemu, a pod względem ciągłości korzystania ze sprzętu, multimediów i pracy biurowej radził sobie nawet lepiej od mojego prywatnego ultrabooka konkurencji z procesorem Intela i zbliżonej półki cenowej. Miał wprawdzie tendencję do szybkiego usypiania nieużywanych kart w przeglądarce Edge, ale powrót do nich nie oznaczał długiego czasu oczekiwania na ich powrót do użytku. 

Sytuacja zmienia się dopiero wtedy, kiedy zaczynamy wymagać od niego znacznie więcej. W grach czy podczas programowania Zenbook 14 ze Snapdragonem X nie jest już tak przekonujący. Szczególnie problematyczne okazało się Unity w połączeniu z Visual Studio, bo 16 GB pamięci RAM bardzo szybko przestawało zapewniać odpowiedni zapas. Samo środowisko Unity potrafiło zająć praktycznie całość dostępnej pamięci, a po uruchomieniu IDE rozpoczynał się typowy koszmar płynności. Nie jest to więc laptop, którego wybrałbym jako główną maszynę do rozbudowanego gamedevu, choć do okazjonalnego programowania czy lżejszych projektów oczywiście nadal można go wykorzystać.

Czy do ASUS Zenbook 14 UX3480QA potrzebujesz zasilacza?

Podczas typowej pracy biurowej jedno ładowanie wystarczało mi na około 8-10 godzin ciągłej pracy w trybie zrównoważonym, zależnie od ustawionej jasności i rodzaju wykonywanych zadań. Na typowy dzień pracy wystarcza więc w zupełności. Oglądanie filmów również nie zbija poziomu naładowania w magicznie szybki sposób i około 7-8 godzin oglądania przy wysokiej jasności pozostaje w zasięgu tego sprzętu.

Nie są to może wyniki brzmiące tak spektakularnie jak marketingowe deklaracje dotyczące laptopów ARM, ale należy pamiętać, że Zenbook 14 UX3480QA korzysta z akumulatora o pojemności zaledwie 50 Wh. Jeśli zaś idzie o granie, to nie jest sprzęt, na którym można odpalać najnowsze gry AAA czy nawet bardziej wymagające produkcje AA. Prostsze graficznie tytuły pokroju Hadesa II działają jednak przyzwoicie na niskich ustawieniach. Zdarzały się wprawdzie zauważalne spadki płynności z okolic 60 do 35-40 FPS, ale nadal dało się komfortowo grać.

Czas pracy na akumulatorze podczas grania? Tutaj akurat nie ma na co specjalnie narzekać, bo średnio godzina zabawy w tego typu produkcję pochłaniała około 20-30% naładowania. Kiedy z kolei testowałem swoją grę DIGSITE ZERO, którą na Steamie możecie zresztą ograć za darmo, demo ukończyłem w około 40 minut, a poziom naładowania spadł o 17%. Jak się grało? Zaskakująco płynnie, choć oczywiście na najniższych ustawieniach graficznych.

Trzeba przy tym pamiętać, że wiele pecetowych gier nadal nie ma natywnych wersji ARM64, więc Windows musi uruchamiać kod x86-64 za pośrednictwem warstwy translacji. Sam fakt, że spora część takich produkcji po prostu się uruchamia i pozwala normalnie grać, jest więc już interesujący. Nie oznacza to oczywiście, że Zenbook nagle stał się sprzętem gamingowym, bo ograniczenia zintegrowanego Adreno szybko dają o sobie znać.

OLED w codziennym użyciu. Tutaj Zenbook 14 nie powala

Panel OLED ma jedną wielką wadę, o której wygodnie zapominam przy monitorach stacjonarnych stojących w nienasłonecznionym pomieszczeniu, w którym ostrych źródeł światła zwykle brakuje. Mowa o refleksyjności panelu, z którą nadal nie radzą sobie dobrze nawet różnego rodzaju powłoki antyrefleksyjne i wysoka jasność. Tak więc oto dostajemy mobilny sprzęt, który w praktyce “boi się” wyjścia na zewnątrz czy pracy przy oknie w bardzo słoneczny dzień. 

Cena za idealną czerń i świetne kolory jest więc wysoka, o ile często zdarza się wam podróżować z laptopem i pracować wszędzie tam, gdzie jest szczególnie jasno. Kiedy jednak zapada zmrok albo przenosimy się do pomieszczenia z bardziej kontrolowanym oświetleniem, to panel OLED szybko przypomina, dlaczego tak łatwo się do niego przyzwyczaić. Czerń pozostaje idealna, kolory są bardzo nasycone, a rozdzielczość 1920 x 1200 kompletnie mi nie przeszkadzała. Przy 14-calowej przekątnej zwyczajnie nie miałem poczucia, że potrzebuję tutaj znacznie większej liczby pikseli.

Można natomiast narzekać na 60-Hz odświeżanie panelu. Osoby przyzwyczajone do 120 Hz i wyżej od razu zauważą mniejszą płynność kursora, animacji czy przewijania stron. W 2026 roku 60 Hz w laptopie tej klasy rzeczywiście wygląda już dość zachowawczo. Z drugiej strony musimy pamiętać, dla kogo powstał ASUS Zenbook 14 UX3480QA. Wyższe odświeżanie oznaczałoby również większy pobór energii, więc 60 Hz można przynajmniej potraktować jako kompromis wpisujący się w energooszczędny charakter tego modelu, choć z punktu widzenia samego komfortu pracy zdecydowanie wolałbym tutaj 90 lub 120 Hz.

Klawiatura jako narzędzie pracy

Zenbook 14 UX3480QA korzysta z podświetlanej klawiatury typu chiclet ze skokiem klawiszy wynoszącym 1,7 mm oraz dużego Precision Touchpada. Trzeba przyznać, że pisze się na niej bardzo dobrze. Klawisze są duże, odstępy między nimi sensowne, a funkcje multimedialne i systemowe zostały tradycyjnie przypisane do rzędu F1-F12.

W tym samym rzędzie znalazł się również przycisk zasilania, który nie wyróżnia się praktycznie niczym na tle pozostałych klawiszy. Tutaj muszę producenta zganić, bo nie wiem, kto uznał, że umieszczenie tak ważnego przycisku tuż obok Delete i w niedalekiej odległości od Backspace’a jest dobrym pomysłem. Obu używam podczas pisania nagminnie i zdarzyło mi się więcej niż raz omyłkowo nacisnąć właśnie przycisk zasilania. Może to specjalnie? Może producent chciał tymi wpadkami jednoznacznie pokazać, że komputer ze Snapdragonem potrafi usypiać się i wybudzać w mgnieniu oka?

Sam touchpad działa z kolei bez zarzutu. Jest wystarczająco duży do codziennego korzystania bez myszy, dobrze rozpoznaje dostępne gesty (np. pociągnięcie w górę i w dół po lewej stronie manipuluje poziomem głośności) i nie miałem problemów z przypadkowymi kliknięciami. Podczas robienia zrzutów całego ekranu brakowało mi czasem powierzchni do objęcia całego pola, ale wtedy do akcji wkraczał drugi palec, który ratował sytuację i pozwalał przeciągnąć okienko o te kilka cm dalej. 

Fajnie się w to wszystko klika, choć oczywiście nadal jest to klawiatura laptopowa. Sam na co dzień korzystam z ciężkich modeli mechanicznych, więc przyzwyczajenie się do krótszego skoku i znacznie lżejszego mechanizmu zajęło mi trochę czasu. Po kilku dniach mogłem jednak spokojnie pisać na Zenbooku przez kilka godzin bez poczucia, że klawiatura zaczyna mnie ograniczać. Podparcie nadgarstków również jest wystarczające. Obudowa jest mała, ale ASUS nie zmniejszył części roboczej do absurdalnych rozmiarów, więc podczas dłuższego pisania dłonie nie wiszą cały czas poza krawędzią. Touchpad także spokojnie wystarcza do typowej pracy bez myszy, co przy sprzęcie stworzonym do ciągłego przenoszenia ma większe znaczenie, niż mogłoby się wydawać.

Białe podświetlenie jest przy tym jedyną dostępną opcją kolorystyczną, ale akurat tutaj kompletnie mi to nie przeszkadza. Pasuje do całego minimalistycznego stylu laptopa i robi dokładnie to, czego od niego oczekuję.

Czy Zenbook 14 UX3480QA jest laptopem, którego chcesz codziennie zabierać ze sobą?

Przyznam, że gdybym nie sprawdził na samym początku, że oto testowany laptop porzucił rozwiązania AMD oraz Intela na rzecz Snapdragona, to byłbym przekonany, że korzystam z kolejnego typowego mobilnego ultrabooka do pracy, któremu brakuje wydajności dopiero w poważniejszych zadaniach, gdzie znaczenie zaczynają mieć pojemność pamięci RAM oraz możliwości układu graficznego. Oto jednak Windows 11 w połączeniu ze Snapdragonem X wypadł w moich rękach wręcz zaskakująco dobrze.

Mimo potencjalnych ograniczeń wynikających z platformy ARM64 Zenbook 14 UX3480QA zaskoczył mnie tym, że wszystko, co chciałem na nim zrobić podczas codziennej pracy, rzeczywiście zrobiłem i ani razu nie zatrzymała mnie kwestia kompatybilności. Oczywiście testowana konfiguracja z 16 GB pamięci RAM nie pozwala na szczególnie komfortową pracę w rozbudowanych projektach Unity, zwłaszcza po jednoczesnym uruchomieniu Visual Studio, ale praca stricte biurowa, pisanie tekstów, nauka, oglądanie filmów i wreszcie zarządzanie sprawami redakcyjnymi były dla mnie bezproblemowe.

Ba, zaskoczyła mnie responsywność Zenbooka 14 UX3480QA, która w wielu codziennych sytuacjach przewyższała to, na co stać mojego dwuletniego ultrabooka konkurencji z procesorem Intela. Nie chodzi nawet o błyskawiczne wybudzanie, bardzo wysoką kulturę pracy czy bardzo dobry czas pracy na akumulatorze, ale o surową responsywność w tak błahych kwestiach jak otwieranie ponad 20 kart w przeglądarce jednocześnie. Zero chrupnięć. Okrągłe zero, a już zdążyłem się do nich przyzwyczaić.

Czytaj też:Test ASUS ROG Flow Z13 2025. Najwydajniejszy laptop w takim formacie, ale czy warty swojej ceny?

Sprawdziłem nawet sytuację, w której na drugim monitorze odtwarzałem film w wysokiej jakości, a na ekranie laptopa jednocześnie pracowałem w wielu kartach przeglądarki, bo byłem przekonany, że system przy takim “smartfonowym procesorze” będzie agresywnie ograniczał procesy działające w tle. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Film jak działał płynnie przy aktywnym oknie, tak działał również wtedy, kiedy całą uwagę poświęcałem innym aplikacjom.  Właśnie to jest największą zaletą tego laptopa, bo najlepsze, co mogę o nim powiedzieć, to to, że przez większość czasu kompletnie nie obchodziło mnie, jaka architektura siedzi w środku.

Dopiero kiedy próbowałem zrobić z niego maszynę do cięższego gamedevu albo odpalić bardziej wymagającą grę, przypominał mi, że nadal jest przede wszystkim lekkim, energooszczędnym ultrabookiem. Do pisania, pracy biurowej, nauki, przeglądania Internetu, multimediów i zwykłego noszenia ze sobą wszędzie tam, gdzie duży laptop zaczyna bardziej przeszkadzać niż pomagać, sprawdza się jednak dokładnie tak, jak powinien – wzorowo. Jednak zanim polecicie do sklepu, zapoznajcie się z dogłębną analizą możliwości i ceny tego modelu w moim drugim, bardziej technicznym teście. W skrócie? Nie jest tak kolorowo, kiedy już cena i porównanie zrzuci nam z oczu różowe okulary.

logo
polecamy
icon

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Test ASUS Zenbook 14 UX3480QA, czyli codzienność ze Snapdragonem i Windowsem"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX