Opublikowany wczoraj raport IPCC na temat stanu Ziemi nie pozostawia złudzeń. Jeśli chcemy ograniczyć globalne ocieplenie poniżej bezpiecznej granicy, musimy w ciągu dekady obciąć emisje dwutlenku węgla prawie o połowę. A w ciągu kolejnych dwudziestu lat – zaprzestać ich całkiem.

Czy to w ogóle możliwe? Większość gospodarki świata nadal opiera się na energii elektrycznej ze spalania węgla, ropy i gazu. Transport ciągle uzależniony jest od ropy.

Jednak Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) opublikowała niedawno raport, który stanowi dokładną receptę na ograniczenie emisji dwutlenku węgla do zera w ciągu najbliższych trzydziestu lat. Zatytułowany jest po prostu „Net Zero By 2050”, czyli „Zero Emisji Netto do 2050 roku”.

Oto jak ścieżka wygląda w skrócie.

IEA podaje przepis na świat bez emisji dwutlenku węgla. Krok po kroku

Po pierwsze, do 2025 roku należy wprowadzić zakaz otwierania elektrowni, jeśli nie są wyposażone w systemy wychwytywania dwutlenku węgla. Nie należy też rozpoczynać eksploatacji nowych złóż ropy, gazu i węgla ani poszerzać już istniejących. Do tego roku należy wprowadzić zakaz sprzedaży pieców węglowych i olejowych do użytku domowego.

Po drugie, do 2030 roku należy zapewnić powszechny dostęp do źródeł energii wszystkim mieszkańcom krajów o najniższych dochodach. W krajach rozwiniętych należy rozpocząć proces zamykania pieców węglowych, które nie wychwytują dwutlenku węgla. Większość sprzedawanych samochodów, 60 proc., powinna być przed końcem dekady elektryczna, a wszystkie nowo oddawane budynki zeroemisyjne. Ponadto musi zostać wykazana skuteczność technologii, które ograniczą spalanie paliw w przemyśle ciężkim.

Po trzecie, do 2035 roku produkcja energii elektrycznej w krajach rozwiniętych powinna być zeroemisyjna. Do tego czasu powinien też zostać wprowadzony zakaz sprzedaży samochodów osobowych z silnikiem spalinowym, a połowa sprzedaży ciężarówek powinna przypadać na elektryczne.

Po czwarte, do 2040 roku zeroemisyjne powinny być już wszystkie elektrownie na świecie, a elektrownie węglowe i na olej opałowy, jeśli nie są wyposażone w instalacje wychwytujące CO2, zamknięte. Połowa energii w lotnictwie powinna pochodzić ze źródeł bez emisji, podobna proporcja istniejących już budynków powinna być zeroemisyjna.

Po piąte, do 2050 roku 70 procent światowej produkcji energii powinna pochodzić z instalacji fotowoltaicznych lub wiatrowych. Zeroemisyjnych musi być 85 proc. budynków na świecie. 90 proc. przemysłu ciężkiego powinno być niskoemisyjna.

Czy da się przestawić świat na „zero emisji netto”?

To wszystko, rzecz jasna, nie stanie się samo z siebie. Koszty budowy instalacji fotowoltaicznych i wiatrowych są wysokie. Jeśli zależy nam na szybkim tempie, większość takich elektrowni trzeba będzie dotować. Jednak dotujemy dziś także wydobycie węgla i ropy. A im bliżej równika, tym mniejsza będzie taka potrzeba. Już dziś w Hiszpanii i USA budowane są komercyjne instalacje bez żadnych dotacji.

Niezbędne będzie też opracowanie technologii przechowywania energii słonecznej i wiatrowej. Pracowano nad tym od dekad, niedawno amerykańska firma Form Energu ogłosiła, że wyprodukowała akumulatory typu „żelazo-powietrze”, które doskonale do tego się nadają. Pozwalają zbić koszt energii ze źródeł odnawialnych nawet o 90 proc. W firmę zainwestowali Biill Gates, Jeff Bezos i największy producent stali, AcelorMittal.

Od lat niechlubne pierwsze miejsce w emisji dwutlenku węgla zajmują Chiny. Zamieszkuje je 1,4 miliarda ludzi, których apetyty na energię stale rosną. Bez chińskich starań walka o klimat skazana byłaby na przegraną. Szczęśliwie są sygnały, że Chiny zamierzają zaangażować się w walkę z globalnym ociepleniem.

- Ludzie sądzą, że w większym zużyciu energii jest coś złego. Nie ma, jeśli potrafimy energię  wytworzyć bez emisji - mówił szef Międzynarodowej Agencji Energii Fatih Birol w niedawnym wywiadzie dla tygodnika „New Scientist”.

Źródła: IEA, New Scientist