powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Styl życia

Zero waste nie jest takie straszne, jak je malują. Kilka prostych zmian naprawdę robi różnicę

Często wydaje mi się, że zero waste ma dziś podobny problem jak zdrowe odżywianie. Kiedy słyszymy to hasło, od razu wyobrażamy sobie najbardziej ekstremalne przykłady. Tak jak dieta stereotypowo kojarzy się z sałatą i liczeniem każdego okruszka chleba, tak zero waste nasuwa na myśl słoiki, własnoręcznie robione mydło i życie bez choćby jednego plastikowego opakowania. Nic więc dziwnego, że wiele osób od razu macha ręką. Skoro nie jestem w stanie być idealna, to po co w ogóle próbować?

J
Joanna Marteklas
1h temu·11 minut·
Zero waste nie jest takie straszne, jak je malują. Kilka prostych zmian naprawdę robi różnicę
Chcesz czytać więcej treści jak „Zero waste nie jest takie straszne, jak je malują. Kilka prostych zmian naprawdę robi różnicę"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Tymczasem ekologiczne nawyki nie działają na zasadzie “wszystko albo nic”. Nie trzeba żyć bez śmieci, żeby produkować ich mniej. Nie trzeba tak naprawdę być zero waste, bo wystarczy low waste. Znaleźć kilka rzeczy, które można u siebie wprowadzić niskim kosztem. Właśnie takie małe zmiany, wdrażane przez miliony ludzi, mają często większe znaczenie niż perfekcyjny styl życia garstki najbardziej zaangażowanych osób.

Ziemia tonie w śmieciach

To nie czcze hasło z plakatów ekologów, to fakt. Jak podaje Bank Światowy What a Waste 3.0, tylko w 2022 roku wytworzyliśmy 2,56 mld ton odpadów komunalnych, a do połowy wieku liczba ta jeszcze wzrośnie, osiągając 3,86 mld ton. Chociaż chciałabym móc tu napisać, że spora ich część jest poddawana recyklingowi, to tak niestety nie jest. Do recyklingu, kompostowania czy fermentacji beztlenowej trafia tylko nieco ponad 20% tych odpadów. Reszta ląduje w piecach, jest wyrzucana na nielegalne wysypiska lub do pobliskiego rowu, bo tak przecież jest łatwiej.

W marcu GUS podawał, że przeciętny Polak produkuje do 377 kg odpadów komunalnych rocznie. Są to statystyki na 2024 rok. Co bardziej zatrważające – w ciągu dekady ta ilość zwiększyła się o ponad 40%. Na śmietniku ląduje elektronika, ubrania, plastiki, ale też żywność. Wyrzucamy wszystko, co naszym zdaniem już się nie nadaje do użytku albo do zjedzenia.

Patrząc na to, co się dzieje, ruch zero waste nabiera szczególnego znaczenia. Ludzi przybywa, odpadów przybywa, zasoby się wyczerpują… Każdy z nas słyszy te czarne scenariusze i większość ma już ich serdecznie dość. Trochę się temu nie dziwię. Jesteśmy wystawiani na tego typu informacje tak często, że już nam spowszedniały. Jedni zaczęli je ignorować, innych one irytują, a jeszcze inni przechodzą w tryb zobojętnienia.

Najczęściej jednak zrzuca się winę na wielkie korporacje i gigantyczne fabryki, które przecież śmiecą bardziej niż my. Tak, to pewnie prawda, ale jak sami dobrze wiemy, nasz jednostkowy wpływ na takich graczy jest raczej znikomy. Zresztą, miliardy, o których pisałam wyżej, nie zawierają wcale śmieci z przemysłu. Odpady komunalne to te, generowane przede wszystkim w gospodarstwach domowych, czyli w miejscach, na które mamy wpływ.

Zero waste zaczyna się od małych kroków

Przez lata wokół idei zero waste narosło mnóstwo mitów. Dla jednych to styl życia godny podziwu. Dla innych kolejny ekologiczny wyścig, do którego zwykły człowiek nie ma nawet sensu stawać. Bo kiedy słyszymy o osobach, które przez rok mieszczą wszystkie swoje śmieci w jednym słoiku, łatwo dojść do wniosku, że to nie jest coś dla nas. Większość z nas nie ma czasu samodzielnie robić środków czystości, jeździć przez pół miasta do sklepu bez opakowań czy analizować składu każdego produktu wrzucanego do koszyka. W efekcie zero waste zaczyna przypominać projekt dla perfekcjonistów, a nie rozwiązanie dla zwykłych ludzi.

Tylko że nie tędy droga. Między „produkuję śmieci jak wszyscy” a „przez rok zapełniam jeden słoik” istnieje ogromna luka, a w niej znajduje się coś, co moim zdaniem ma większy sens w kontekście każdego z nas – low waste. I na tym chcę się skupić. Na kilku wskazówkach dotyczących tego, co można zmienić, by produkować mniej odpadów. Nawet w skali naszego kraju kilka kilogramów śmieci mniej w ciągu roku zrobi różnicę. Tak jak z ćwiczeniami czy zdrowymi nawykami żywieniowymi, małe kroki zaprowadzą nas dalej niż rzucanie się od razu na głęboką wodę. Od czego więc zacząć?

Pożegnaj się z kupowaniem jednorazowych toreb i woreczków

Idąc do sklepu nawet nie skupiamy się na tym, jak wiele plastiku przynosimy ze sobą do domu. Każde warzywo pakowane oddzielnie. Bułki też w plastiku, a wszystko to spakowane w kolejny, jeszcze większy plastik. Jasne, można też kupić papierową torbę, choć te nie są aż tak popularne przez swoją wytrzymałość. Dlatego pierwszym krokiem jest zaopatrzenie się w wielorazowe torby. Bez trudu można kupić takie, które składa się w niewielki pakunek, idealny do schowania w torebce czy nawet kieszeni kurtki. I to powinna być podstawa.

W marketach znajdziemy również wielorazowe woreczki na warzywa i owoce. To koszt kilku złotych, jednak ja swoje mam już od kilku lat i korzystam z nich regularnie, wrzucam do pralki, gdy się wybrudzą i służą mi bez problemu. Tylko trzeba o tym pamiętać. To już niestety wymaga pewnej samodyscypliny, by zamiast najłatwiejszej drogi, jaką są foliówki dostępne w sklepach, nosić ze sobą własny, zakupowy zestaw.

A może tak dzbanek filtrujący i Soda Stream?

W moim domu rodzinnym wychowałam się na kranówce. Serio, nie pamiętam, by rodzice kiedykolwiek kupowali niegazowaną wodę w butelkach, bo ta w kranie była świetnej jakości. Teraz mieszkam już w mieście i chociaż w kranie woda też jest całkowicie zdatna do spożycia, to używam już dzbanka filtrującego. Ostatnio też w końcu zainwestowałam w Soda Stream i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to był najlepszy zakup, jaki zrobiłam w ostatnich latach. Zawsze lubiłam wodę gazowaną i nawet jeśli nie piłam jej litrami każdego dnia, to w ciągu tygodnia kilka butelek mi się zgromadziło.

Obecnie od czasu do czasu kupujemy z narzeczonym soki, choć też częściej po prostu zamawiamy je w kilkulitrowych opakowaniach. W ten sposób, odkąd wprowadzili w Polsce kaucje na butelki i puszki, zebraliśmy może ze dwadzieścia sztuk butelek. I nie, z niczego nie rezygnowaliśmy, postawiliśmy po prostu na ekonomię. 5 litrów jabłkowego soku NFC kosztuje na Allegro jakieś 20 złotych. W markecie, za litrową butelkę trzeba zapłacić około 6 złotych. Widzicie różnicę, prawda? 

Postaw na duże opakowania i wielorazowe pojemniki

Kolejną zmianą, którą wprowadziłam u siebie było kupowanie na zapas. Nie wszystkiego, ale konkretnych produktów. To zarówno oszczędność pieniędzy, jak i łatwy sposób na zmniejszenie śmieci. Świetnie się to sprawdza w przypadku przypraw, które każdy z nas używa. Liście laurowe, pieprz, bazylię itp. bardziej opłaca się kupić w większych ilościach. Podobnie z najpopularniejszą chemią. Szczerze zazdroszczę niektórym krajom, w których w drogeriach stoją automaty do zakupu szamponu czy innych tego typu kosmetyków – można przyjść z własną butelką i uzupełnić ją. Ja nie znalazłam czegoś takiego w swojej okolicy. Dlatego kupuję po prostu większe opakowania tego, co mogę, by uzupełniać pojemniki. W wielu przypadkach właśnie większa gramatura jest również tańsza.

Dalej – na wyższym poziomie wtajemniczenia zero waste – można oczywiście pomyśleć o wymianie niektórych kosmetyków czy domowej chemii na coś własnej roboty. To możliwość nie tylko pozbycia się wielu źródeł śmieci, ale też zapewnienie sobie kontroli nad tym, co nakładamy na własne ciało czy czym sprzątamy w domu. Wiem jednak, że nie każdy ma na to chęć i warunki, dlatego fajną opcją są również kosmetyki w kostkach. Już od wielu lat bez trudu można kupić taki szampon, niczym nieustępujący produktom w płynie, a często nawet je przewyższający. Mydła również nie są już tymi wysuszającymi skórę kostkami, po których ręce przypominały papier ścierny. Zwykle takie kosmetyki pakowane są bez plastiku, bo ich producenci celują właśnie w osoby, które chcą żyć świadomiej i bardziej ekologicznie.

Zero waste w kuchni jest możliwe

Przyznam się szczerze, że wprost uwielbiam oglądać TikToki z tzw. dumpster divingu, czyli po prostu z nurkowania w śmieciach. Jednocześnie są one dla mnie trochę przerażające, bo pokazują ilość żywności, jaka trafia do kubłów, a która często wciąż jest w terminie i jedynie opakowanie zostało uszkodzone. Dlatego w swojej kuchni staram się nie marnować jedzenia. Tak, nadal zdarza mi się zapomnieć o jogurcie, który kupiłam i znaleźć go w kącie lodówki, gdy jest już dawno po terminie. Jestem w końcu tylko człowiekiem. Staram się jednak regularnie sprawdzać produkty spożywcze, które mam w swojej kuchni. Kiedy pierwszy raz to zrobiłam, napełniłam prawie cały worek przeterminowanymi rzeczami. Teraz jedynie raz na jakiś czas przytrafi mi się jeden taki produkt. Tu też bardzo ważna jest systematyczność i świadomość tego, co mamy w szafkach.

Ogromną różnicę robi również planowanie posiłków tak, by wykorzystać wszystko, co się kupiło. Chodzi tu przede wszystkim o warzywa, bo te wytrzymują najkrócej. Jednak kiedy chodzi o zero waste w kuchni, najważniejsza jest… wyobraźnia. Dzisiejsza niezjedzona porcja makaronu może być jutrzejszą zapiekanką, a obierki z warzyw (oczywiście po umyciu), mogą posłużyć do ugotowania cudownego bulionu z resztek. Ten z kolei może być bazą do innych zup czy sosów. Robię go regularnie z obierek z marchewki, selera, pietruszki czy końcówek pora. Takich przepisów w sieci znaleźć można naprawdę wiele – mięso z rosołu przerobione na pyszny pasztet, warzywa na sałatkę jarzynową, a obierki z jabłek na szarlotkę mogą stać się kompotem.

Kolejnym fantastycznym sposobem na ograniczenie odpadów w kuchni jest kupowanie na wagę. Rozejrzyjcie się w swojej okolicy, zapewne bez większego trudu znajdziecie przynajmniej jeden sklep, w którym kasze, orzechy czy bakalie sprzedawane są na wagę. Czasem nawet większe markety mają taką opcję.

Półki z przecenami jedzenia to również miejsca, które warto regularnie sprawdzać. Co prawda w Polsce niektóre markety mają strasznie dziwną i mało zachęcającą politykę z tym związaną i obniżki są marginalne, ale czasem naprawdę można kupić coś za bezcen. W moim ulubionym warzywniaki (tak, to już ten wiek), zawsze najpierw sprawdzam sekcję, którą sama nazywam „koszami na niechciane warzywa i owoce”. Są tam po prostu brzydsze marchewki, trochę obite jabłka czy mniej jędrne pomidory. Czy to sprawia, że nie nadają się do jedzenia? Zdecydowanie nie. Polubmy brzydkie produkty!

Swoją drogą, skoro jestem przy tym temacie. Czy wiecie, że w większości sklepów, jeśli klient zostawi spakowane w woreczek jabłka (czy inne owoce albo warzywa), to pracownik nie może ich z tego wypakować i wrzucić z powrotem tam, skąd je wzięto? Lądują one w koszu na śmieci lub w najlepszym razie w strefie z przecenami. Pamiętajcie o tym następnym razem, gdy zmienicie zdanie co do jakiegoś produktu. To drobne rzeczy, ale mogą mocno zmniejszyć ilość wyrzucanego jedzenia.

No i oczywiście recykling. Wiem, niektórzy wciąż kręcą na to nosem, ale nie jest to nic aż tak trudnego, by nie móc wprowadzić tego w życie.

 Na Facebooku można oddać wszystko

Tak, tak, dla niektórych Facebook to przeżytek i sama też już rzadko z niego korzystam poza regularnym zaglądaniem na dwie grupy. Pierwszą jest „Uwaga, śmieciarka jedzie” i serio, to przestrzeń, w której każdy powinien się znaleźć. Idea tej społeczności jest prosta – zanim coś wyrzucisz, najpierw sprawdź, czy nikt tego nie chce. Zmieniasz wystrój salonu i lampa już ci nie pasuje? Wystaw post, na pewno ktoś chętny się znajdzie. Są tam również informacje o wystawkach i ciekawych rzeczach znajdowanych przy śmietnikach, choć w większości to po prostu ogłoszenia ludzi, którzy chcą dać swoim rzeczom dalsze życie w innych rękach.

Kolejną grupą jest Foodsharing. Tu już chodzi stricte o jedzenie. Zapewne nie raz zdarzyło wam się kupić jakiś produkt, spróbować go i dojść do wniosku, że to totalnie nie wasz smak. Zamiast wyrzucać, można go komuś oddać. Musicie nagle wyjechać, a w lodówce pełno rzeczy, które do powrotu się zepsują? Spokojnie, komuś się przydadzą. W miastach funkcjonują także lodówki społeczne, a w nich można zostawiać jedzenie czy też zabierać, bo wiele firm (piekarnie, restauracje czy cateringi dietetyczne) zaopatrują te miejsca w produkty, które im się nie sprzedały.

Kluczowe jest tutaj zrozumienie jednej, bardzo ważne rzeczy. W takich grupach nie ma niczego wstydliwego. Wydaje mi się, że dla wielu osób sama myśl, by napisać na Fejsie post dotyczący oddania jedzenia, jest czymś, co może im umniejszać, nie wspominając już o odpisaniu na czyjeś ogłoszenie. Tylko że w dbaniu o to, by żywność się nie marnowała, nie ma niczego wstydliwego. Wręcz przeciwnie. Więc następnym razem polecam przynajmniej tam zajrzeć, bez uprzedzeń i oceniania.

Lumpeksy to nowa galeria handlowa

Kiedy jeszcze chodziłam do szkoły, temat lumpeksów (czyli second handy’ów) kojarzył się raczej z osobami, które nie mają wyboru. Jeśli kogoś nie było stać, chodził za ciuchowe zakupy właśnie tam. Był to smutny i najczęściej krzywdzący stereotyp i cieszę się, że w ostatnich latach te miejsca skutecznie zostały odczarowane. Teraz nie chodzi już o to, że ktoś nie ma pieniędzy, tylko o świadomość. Zamiast napędzać machinę fast fashion, wybieramy coś z drugiej ręki, wciąż w świetnym stanie i często lepsze jakościowo od towaru w sieciówkach.

Działa to również w drugą stronę – ubrania, których nie nosimy, a nadal są w dobrym stanie, nigdy nie powinny lądować w śmieciach. Już nie mówię tu o tym, że obecnie nie można tekstyliów wyrzucać do zmieszanych odpadów, ale o tym, by starać się dać im drugie życie. Puszczajmy je dalej w obieg.

W dalszej perspektywie można również pomyśleć nad ograniczeniem swojej szafy i inwestycją w bardziej ekologiczne ubrania z bawełny organicznej, lnu, konopi czy włókna z recyklingu.

Nie musimy ratować świata w pojedynkę

Zero waste nie powinno być konkursem na najbardziej ekologiczne życie ani kolejnym źródłem wyrzutów sumienia. Nie ma nic złego w tym, że czasem zapomnimy torby na zakupy, kupimy wodę w plastikowej butelce czy wyrzucimy jogurt, który przeleżał za długo w lodówce. Każdemu się to zdarza. Ważne jest nie to, by nigdy nie popełniać błędów, ale by stopniowo zmieniać codzienne nawyki. Bo właśnie z takich małych decyzji składa się rzeczywistość. Z zabrania własnej torby do sklepu. Z kupienia używanej kurtki zamiast nowej. Z oddania komuś krzeseł, których już nie potrzebujemy. Z ugotowania bulionu z warzywnych resztek albo zajrzenia do lodówki przed kolejnymi zakupami.

Pojedyncza osoba nie rozwiąże problemu miliardów ton odpadów produkowanych każdego roku. Miliony ludzi, którzy wprowadzą kilka prostych zmian, mogą jednak zrobić znacznie więcej, niż nam się wydaje. Dlatego zamiast zastanawiać się, jak być idealnie zero waste, może lepiej zadać sobie prostsze pytanie: co mogę zrobić dziś, żeby jutro wyrzucać trochę mniej niż wczoraj?

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Zero waste nie jest takie straszne, jak je malują. Kilka prostych zmian naprawdę robi różnicę"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX