Kobieta przełomu XIX i XX w. była odpowiedzialna nie tylko za swoją moralność. „Panny ponoszą wielką odpowiedzialność za prowadzenie się młodzieńców. Wystarczy tylko zbyt swobodny strój, nie kryjący dostatecznie tego, czego nie powinno się ukazywać, aby skierować ku złemu myśli tych, którzy ją oglądają. Tym sposobem panna zdradzi też swą chęć, żeby być widzianą i podziwianą. Przez swoje zachowanie się, ruchy, spojrzenia może panna wzniecić w mężczyźnie patrzącym na nią myśli, które go doprowadzą do złych uczynków. »Boję się tej panny – mówił mi pewnego razu skromny młody człowiek – może ona nie zdaje sobie sprawy z tego, że całe jej zachowanie się wzbudza we mnie żądzę chwycenia jej w objęcia. Muszę uciekać od niej, by nie ulec tej pokusie!«. (…) Kobieta powinna chronić mężczyznę, a nie prowadzić go do zguby!” – ostrzegała autorka.

Teoretycznie jej refleksje powinny w nas budzić grymas politowania. Niestety, ten sposób myślenia bywa do dziś aktualny. Trzy lata temu seksuolog z Białegostoku ogłosił, że duża część gwałtów jest „sprowokowana przez kobiety”. A w poradniku dla kobiet stworzonym przez Komendę Powiatową Policji w Lubinie można przeczytać: „Krótkie spódnice i wydekoltowane bluzki zostaw na spotkania w gronie ludzi, których znasz i z którymi czujesz się bezpiecznie. Pamiętaj, że twój prowokujący wygląd wielu mężczyzn potraktuje jako zaproszenie do krótkiej i owocnej znajomości”. Wygląda na to, że rady dr Wood -Allen wciąż traktujemy bardzo poważnie.