To nie jest kolejny, nieporęczny odkurzacz z masą kabli albo mały gadżet, który w ogóle niczego nie odkurza. Ten jest mały, bezprzewodowy i, co najważniejsze, cechuje go świetna moc ssania. Na dodatek ma jeszcze kilka innych zalet.
Poprzednia wersja odkurzacza samochodowego od Xiaomi zyskała spore grono fanów, ale projektanci najwyraźniej uznali, że da się z niej wycisnąć jeszcze więcej użyteczności. Najważniejszą zmianą jest tutaj bowiem w pełni składana konstrukcja. Gdy urządzenie jest złożone, ma formę zwartego wałka, który bez problemu mieści się w standardowym schowku czy organizerze bagażnika. Kiedy jednak musisz sięgnąć pod głęboko cofnięte fotele albo odkurzyć kąty w bagażniku, rączka rozkłada się, tworząc smukłą, podłużną lancę. Całość waży niecałe pół kilograma (446 gramów), więc nawet dłuższe gimnastykowanie się przy sprzątaniu auta nie zmęczy ręki.
Maluch z pazurem. 20 000 Pa ssania i silnik bezszczotkowy
Mogłoby się wydawać, że tak mały gabaryt musi oznaczać kompromisy w wydajności, ale w środku upchnięto całkiem potężne podzespoły. Zastosowany bezszczotkowy silnik o średnicy 35 mm kręci się do 15 000 obr./min, co pozwala wygenerować siłę ssania na poziomie aż 20 000 Pa. Oznacza to, że ten maluch bez trudu wciąga wbity w dywaniki piasek, drobny żwir, okruchy po przekąskach czy uporczywą sierść czworonoga.

Za zasilanie odpowiada potrójny pakiet ogniw litowych o pojemności 2500 mAh każde. W trybie oszczędnym odkurzacz pociągnie na jednym ładowaniu do 40 minut, co spokojnie wystarczy na dokładne ogarnięcie całej kabiny. Jeśli przełączysz się w tryb pełnej mocy, czas pracy skraca się do 16 minut, ale w zamian dostajesz pełne ciśnienie ssania. Świetną wiadomością jest zintegrowany port USB typu C wspierający szybkie ładowanie z mocą do 22,5 W, więc odkurzacz podładujesz tą samą ładowarką, której używasz do smartfona, albo po prostu z gniazda USB w samochodzie.
To, co czyni ten gadżet naprawdę uniwersalnym, to dołączony pakiet pięciu wymiennych akcesoriów. Xiaomi pomyślało nie tylko o zbieraniu kurzu. Producent wyszedł z założenia, że skoro już mamy go przy sobie, niech przyda się do czegoś jeszcze. Mamy tu więc dyszę szczelinową, co jest akurat klasykiem i w aucie jest niezbędne, by wyciągnąć brud z każdego zakamarka. Do tego jest też miękka szczotka idealna do czyszczenia delikatnych plastików, kratki nawiewu, konsoli środkowej czy domowej klawiatury komputerowej. Z kolei szeroka głowica z nakładką elektrostatyczną ma za zadanie wyciągać kurz i włosy z większych płaskich powierzchni, np. tkaniny na fotelach czy podsufitki.
Na tym nie koniec. Xiaomi dodało do zestawu również dyszę wydmuchową, którą podłącza się z drugiej strony i zamiast wciągać, zdmuchuje ona pył z trudno dostępnych zakamarków. Zestaw dopełnia końcówka do pompowania w formie małej przelotki, dzięki której odkurzacz zmienia się w mobilną pompkę do zabawek plażowych, kółek do pływania czy materacy do spania. Pełen zestaw.

Wykorzystanie siły odśrodkowej w filtracji cyklonowej sprawia, że wciągany brud jest od razu oddzielany od strumienia powietrza, więc przy dmuchaniu czy pompowaniu nie musimy się obawiać, że wydmuchamy do piłki plażowej kurz zebrany wcześniej z podłogi. Cały moduł cyklonowy wykręca się jednym ruchem, co pozwala na opróżnienie zbiornika bez brudzenia rąk. Zarówno cyklon, jak i sam filtr można po prostu umyć pod bieżącą wodą.
Kosztuje tyle co nic, ale na razie tylko w Chinach
Jak wygląda kwestia cenowa? W przedsprzedaży w Chinach urządzenie wyceniono na zaledwie 189 juanów (czyli około 110 zł). Po zakończeniu zbiórki sugerowana cena detaliczna skoczy do 269 juanów (ok. 160 zł).
Póki co Xiaomi nie ogłosiło oficjalnych planów wprowadzenia tego modelu na rynek europejski, więc sprzęt pozostaje oficjalnie zarezerwowany dla Chin. Mając jednak na uwadze ogromną popularność takich samochodowych drobiazgów, zapewne kwestią czasu jest, aż pierwsza dostawa wpadnie na AliExpress albo trafi do dystrybucji na polskim rynku. Jeśli cena w Polsce utrzyma się w granicach 150–180 złotych, to może być jeden z tych gadżetów, które po prostu warto mieć wrzucone w bagażniku „na wszelki wypadek”.
Źródło: Gizmochina
