Tam, gdzie rosła bujna amazońska puszcza, rozciąga się spalony słońcem step. Na amerykańskich polach uprawnych plony zbierają drony, bo ludzie nie wytrzymaliby takich temperatur. Indie są półpustynią, po której można chodzić tylko w ochronnym kombinezonie.

Takie wizualizacje zamieścili brytyjscy i kanadyjscy naukowcy w pracy opublikowanej w czasopiśmie naukowym „Global Change Biology”. Opisują w niej, jak zmieni się Ziemia w zależności od tego, o ile ograniczymy emisje dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych. Wyliczają, o ile wzrosną temperatury i jak wpłyną na uprawiane rośliny.

Większość modeli klimatycznych, w tym te zawarte w publikowanych przez IPCC raportach, nie wybiega poza koniec obecnego stulecia. Autorzy pracy czynią wyjątek i zaglądają w przyszłość aż o pół tysiąclecia, do roku 2500.

Żaden człowiek nie wytrzyma tak wysokich temperatur i wilgotności

Swoje prognozy naukowcy opierają na trzech scenariuszach ograniczeń emisji dwutlenku węgla, nazywanych w literaturze RCP i odpowiednią liczbą. RCP6,0 oznacza niewielkie zmniejszenie emisji przez ludzkość, RCP4,5 średnie, zaś RCP2,6 znaczne ograniczenie. Ten ostatni scenariusz odpowiada celom porozumienia Paryskiego zawartego w 2015 roku.

Przy niewielkim i średnim ograniczeniu emisji CO2 (RCP4,5 oraz 6,0) temperatury na Ziemi będą rosły jeszcze długie stulecia. Strefy klimatyczne przesuną się w kierunku biegunów, co zmniejszy obszar planety nadający się pod uprawy. Wiele rozległych, a cennych przyrodniczo obszarów zniknie. Zastąpią je stepy, półpustynie i pustynie. Taki będzie na przykład los południowoamerykańskiej Amazonii.

Naukowcy wyliczają też, że tropikalne regiony globu staną się wyludnione. Z powodu zbyt wysokich temperatur i wilgotności człowiek nie będzie w stanie w nich przeżyć. Żaden człowiek nie jest bowiem w stanie wytrzymać upałów powyżej 32–33 stopni Celsjusza, jeśli wysoka wilgotność uniemożliwia chłodzenie przez odparowanie wilgoci ze skóry.

Następne pięć wieków zagrozi podstawom istnienia ludzkości

Badacze przedstawiają też wizualizacje trzech regionów Ziemi pół tysiąclecia temu, obecnie i za pięćset lat. Widać na nich Amazonię, pola uprawne w Stanach Zjednoczonych i Indiach. Za pół tysiąclecia, jeśli nie ograniczymy emisji gazów cieplarnianych, będą wyglądać jak powierzchnia obcej (i wrogiej) nam planety.

Jak piszą autorzy pracy, przez ostatnie pięćset lat byliśmy świadkami ludzkiej kolonizacji całego globu, rewolucji przemysłowej, narodzin współczesnych państw oraz ich instytucji. Zaczęliśmy też spalać paliwa kopalne – węgiel, ropę i gaz – na niespotykaną skalę. Jeśli nie przestaniemy ich spalać i nie zatrzymamy globalnego ocieplenia, następne pięć wieków zmieni Ziemię nie do poznania. Zagrozi też podstawom istnienia ludzkości, takim jak rolnictwo.

Mamy jednak wybór, przypominają. Możemy szybko ograniczyć emisje dwutlenku węgla. Jeśli tego nie uczynimy, będziemy musieli przygotować się na życie na Ziemi, jakiej nigdy nie znaliśmy – niczym na obcej planecie. Badacze przekonują, że musimy patrzeć dalej niż w perspektywie niecałych 80 lat i myśleć o przyszłych pokoleniach. Roku 2100 ma szanse dożyć większość urodzonych dziś dzieci.

Ograniczenie emisji nie będzie trudne. Tyle, że mamy niewiele czasu

Wyliczenia naukowców wybiegają dalej niż te zawarte w raporcie IPPC, ale zgadzają się w jednym – nie mamy wiele czasu, żeby zaprzestać wydobywania i zużywania paliw kopalnych. Wbrew pozorom nie będzie to szczególnie trudne.

Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) opublikowała raport „Net Zero By 2050” (czyli „Zero emisji netto do 2050 roku”). To gotowy przepis na ograniczenie emisji dwutlenku węgla do zera, krok po kroku, w ciągu najbliższych trzydziestu lat. Jest w nim oczywiście mowa o zamykaniu węglowych elektrowni. To one odpowiadają za większość emisji dwutlenku węgla na świecie. Polska niestety jest na czele tej niechlubnej listy.

Musimy zastąpić elektrownie węglowe słonecznymi i wiatrowymi. Mają one zasadniczą wadę – czasami brakuje słońca lub wiatru. Jednak niedawno amerykańska firma Form Energy ogłosiła właśnie, że wyprodukowała akumulatory typu żelazo-powietrze. Takie akumulatory mogą przechowywać energię przez 100 godzin, co w zupełności starczy na noc, kilka pochmurnych lub bezwietrznych dni.

Mamy więc gotowe recepty i rozwiązania, żeby Ziemi nie zamienić w obcą i wrogą planetę. Trzeba tylko zacząć z nich korzystać.

Źródła: The Conversation, Global Change Biology.