Na listę popularnych ostatnio haseł wprowadziła je użytkowniczka Twittera z USA. Jessica Price wywołała sporą sensację opisując zjawisko dominacji drzew męskich wśród miejskich drzew. Zwróciła uwagę, że przynajmniej w przypadku Stanów Zjednoczonych występuje zdecydowana preferencja do męskich sadzonek, ”bo osobniki żeńskie bardziej brudzą”.

- Jest zbyt mało drzew żeńskich by wyłapać pyłek produkowany przez drzewa męskie. Pozostały unosi się w powietrzu, my go wdychamy i kichamy – napisała Price, przy czym wsparła się artykułem z 2015 roku z magazynu ”Scientific American”, gdzie autorzy wytłumaczyli jak ”botaniczny seksizm kultywuje alergie” 

 

 

W dużym uproszczeniu, rośliny mamy jedno i dwupienne. U jednopiennych męskie i żeńskie organy rozrodcze są na jednym osobniku, w przypadku dwupiennych mamy osobno ”chłopców” i osobno ”dziewczynki”. Panowie w odpowiednich okresach roku produkują pyłek z nadzieją, że usiądzie on na jakiejś pani i w konsekwencji powstaną nasiona.

Duża część pyłku trafia do naszych nosów i gardeł. System immunologiczny bierze go za wroga i próbuje się pozbyć. Wypuszczane do organizmu przeciwciała przyłączają się do alergenów a to z kolei prowadzi do uwolnienia w organizmie hormonu histaminy, substancji chemicznej odpowiedzialnej za stany zapalne. Oczy robią się czerwone a z nosa zaczyna lecieć ”woda”.

- Dlaczego w miastach sadzi się zatem głównie męskie osobniki drzew i krzewów, produkujących olbrzymie ilości pyłków, których nie mogą wyłapać nieliczne żeńskie osobniki? Po części dlatego, że męskie rośliny mniej brudzą – tłumaczy serwis IFL Science.

W Stanach Zjednoczonych najbardziej znanym przeciwnikiem ”botanicznego seksizmu” jest ogrodnik i pisarz Tom Ogren. 30 lat temu, po przeprowadzce do nowego miasta nagle dostał alergii i nie rozumiał dlaczego. Obserwując ulice San Luis Obispo w Kalifornii odkrył dziwną nierównowagę w sadzeniu drzew jednej płci.

 

 

Zaciekawiło go to na tyle, że zaczął badać sytuację w innych stanach i miastach. W toku śledztwa trafił na poradnik USDA, amerykańskiej agencji ds. rolnictwa, z 1949 roku (”Yearbook of Agriculture”), który doradzał urbanistom: - Gdy planowane jest obsadzanie ulic miejskich, powinno wybierać się tylko męskie osobniki. Dzięki temu uniknie się problemu śmiecenia nasionami – cytat z książki podaje serwis Atlas Obscura. 

Poszukując polskich wpisów dotyczących dwupienności i preferencji przy obsadzaniu miast, bardzo często pojawia się na forach (jak czasopisma ”Murator”) problem pylenia topoli, która podobnie jak wierzba, jest drzewem dwupiennym. We wpisie jeszcze z 2006 roku jeden z komentujących powołuje się na fragment z książki polskiego eksperta Włodzimierza Seneta:

- Należy bezwzględnie unikać sadzenia topoli żeńskich w miastach i w pobliżu zabudowań ze względu na zaśmiecanie otoczenia puchem nasion – czytamy

Topole to przypadek drzewa popularnego swego czasu w polskich miastach, dziś uznawanego nawet za ”chwast”. Drzewa te szybko rosną, są piękne i wysokie, ale po 40 latach robią się suche i łamliwe, zagrażając autom i przechodniom. Ponoć wyjaławiają też glebę. Co jednak ważne z punktu widzenia tematu alergii, strasznie po nich swędzi nos i pieką oczy.

- Silniej uczulają odmiany męskie topoli, które pylą od marca do kwietnia. Puch, który unosi się od kwietnia do maja, jest nośnikiem nasion topoli i nie uczula. Okres unoszenia się białego puchu zbiega się jednak z początkiem pylenia traw, przez co topola błędnie bywa uważana za główną przyczynę majowych katarów i łzawień – wyjaśnia serwis poradnikzdrowie.pl

Sprawa ”botanicznego seksizmu” nie sprowadza się tylko do obarczania żeńskich osobników winą za brudne ulice. Przynajmniej w Stanach Zjednoczonych niewielka dywersyfikacja gatunków to też konsekwencja prawdziwej zagłady. Na przełomie lat ’60 i ’70 ubiegłego wieku tzw. holenderska choroba wiązu zabiła miliony drzew tego gatunku porastających ulice amerykańskich miast. 

Wypełniając opróżnione skwery urbaniści masowo decydowali się na męskie osobniki różnych drzew. – Gdyby zrobili coś odwrotnego i posadzili setki żeńskich drzew bez żadnych samców w pobliżu, byłoby sterylnie i czysto, nie byłoby pyłków. Gdy wokół nie ma męskich osobników, żeńskie nie produkują owoców ani nasion – Ogren tłumaczył w Atlas Obscura.

Jakie drzewa warto sadzić w miastach, by ulżyć alergikom? O możliwym rozwiązaniu pisał w 2014 roku m.in. ”Dziennik Łódzki”. Temat tam nośny, bo statystycznie 40 proc. dzieci i 20 proc. dorosłych mieszkających w województwie łódzkim zmaga się z alergiami. Według Wojciecha Dudka z Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi, z którym to rozmawiał reporter dziennika, zamiast brzóz i leszczyny trzeba sadzić akacje, klony i iglaki.

- W ramach międzynarodowego projektu Urban Heat Islands łódzcy i warszawscy naukowcy przebadali 1189 roślin z niemal stu gatunków, rosnących na osiedlach i sprawdzili, które uczulają mieszkańców najsilniej. W efekcie opracowali zalecenia, dotyczące sadzenia w miastach roślin bezpiecznych dla alergików. Najlepiej sadzić akacje, graby, klony, bzy, świerki, sosny i jaśminy, których pyłki uczulają bardzo rzadko – informowała gazeta