Brzmi jak ambitny plan, choć przyznam, że od razu zapala mi się mała lampka sceptycyzmu. Rowerowy SUV bywa hasłem, pod którym kryje się ciężka maszyna z szerokimi oponami, błotnikami i ceną, która każe zastanowić się, czy przypadkiem nie oglądamy już katalogu samochodowego.
Pełne zawieszenie, bagażniki i dziecko na pokładzie
Amflow TL Carbon ma karbonową ramę, pełne zawieszenie FOX oraz 120 mm skoku z przodu i 105 mm z tyłu. To parametry, które jeszcze niedawno kojarzyły się głównie z rowerem do ambitnej jazdy po górach, a nie sprzętem, do którego można przypiąć przyczepkę, sakwy czy fotelik dziecięcy.

Producent wyraźnie stawia na scenariusz, w którym rower ma towarzyszyć w normalnym dniu, a nie czekać na idealny weekend i czyste buty. Tylni bagażnik obsługuje system MIK HD, przedni może zabrać do 20 kg, tylny do 27 kg. Cały zestaw – rower, użytkowniczka lub użytkownik oraz bagaż – może ważyć łącznie do 200 kg. To oznacza, że w teorii da się na nim przewieźć zakupy na kilka dni, dziecko w foteliku albo psa w przyczepce, a potem bez ceremonii odbić w stronę leśnej ścieżki.
Właśnie ten pomysł wydaje mi się tu najbardziej przekonujący. Wiele osób kupuje dziś e-bike’a z marzeniem o dalekich trasach, ale później rower w praktyce służy głównie do codziennych przejazdów. Amflow nie każe wybierać między funkcjonalnością a frajdą z jazdy. Chce, żeby jedno i drugie mogło wydarzyć się tego samego dnia.
SUV na dwóch kołach?
Na szczęście Amflow TL Carbon nie idzie w stronę przesadnej masywności. Całość waży od 22,6 kg, co przy karbonowej ramie, pełnym zawieszeniu, dużym akumulatorze i fabrycznym wyposażeniu użytkowym wygląda rozsądnie. Nadal będzie to sprzęt, którego nie wniesie się lekko jedną ręką po schodach, ale też nie przypomina małego motocykla z pedałami.

W standardzie znalazły się błotniki, oświetlenie i tylny bagażnik. Coraz częściej widzę, że użytkownicy są już zmęczeni kupowaniem sportowego sprzętu, który trzeba później mozolnie przerabiać na coś zdatnego do życia.
TL Carbon ma też spokojniejszą geometrię niż bardziej terenowe modele Amflow. Producent nie udaje, że stworzył enduro do wyścigów, choć rower poradzi sobie na górskich trasach i nieutwardzonych drogach. To raczej sprzęt dla osoby, która chce pojechać dalej i wygodniej, bez pilnowania, gdzie kończy się asfalt.
125 Nm, czyli trochę za dużo na zwykłą przejażdżkę
Sercem roweru jest napęd Avinox M2, rozwijany w ekosystemie DJI. Nominalnie ma 250 W, więc mieści się w europejskich przepisach dotyczących e-bike’ów. W praktyce oferuje do 1100 W mocy szczytowej i maksymalny moment obrotowy 125 Nm. To liczby, które w rowerze użytkowym brzmią prawie absurdalnie.

Oczywiście taka moc nie oznacza, że TL Carbon pojedzie sam. Nadal trzeba pedałować, a wspomaganie zgodnie z przepisami kończy się przy 25 km/h. Ale pod stromym podjazdem, z dzieckiem, sakwami albo przyczepką, różnica może być ogromna. W takich warunkach rower elektryczny przestaje być gadżetem dla osób, które nie chcą się zmęczyć. Staje się środkiem transportu, który pozwala realnie zastąpić część krótkich przejazdów autem.
Amflow dołożył system kontroli trakcji, który ma ograniczać uślizg tylnego koła na luźnym podłożu. Jest też elektroniczna zmiana biegów SmoothShift, działająca nawet bez pedałowania. Przy tak wysokim momencie obrotowym to rozsądny ruch, bo brutalne przełożenie mocy na łańcuch potrafi szybko zamienić kosztowny rower w równie kosztowną wizytę w serwisie.

Inteligentny rower, który zna nasze tętno
Współczesne e-bike’i coraz mniej przypominają klasyczne rowery z doczepionym silnikiem. Amflow TL Carbon ma ekran dotykowy, aplikację, nawigację opartą na importowanych trasach GPX, FIT i TCX, lokalizację przez Apple Find My, aktualizacje bezprzewodowe oraz możliwość podłączenia czujnika tętna.
Ten ostatni element jest szczególnie ciekawy. Użytkownik może ustawić docelową strefę tętna, a system dostosuje poziom wspomagania do wysiłku. Gdy serce pracuje za mocno – silnik pomaga bardziej. Gdy tempo spada – wsparcie maleje. Trochę jak trener, który nie podnosi głosu, nie ocenia i nie pyta, dlaczego znów ominęliśmy trening.

Dla jednych będzie to kolejny poziom technologicznego przekombinowania. Dla innych – bardzo praktyczne narzędzie, zwłaszcza podczas dłuższych tras albo powrotu do aktywności po przerwie. Mam wrażenie, że właśnie tutaj elektryczne rowery mają dziś największy potencjał: nie w biciu rekordów mocy, lecz w dawaniu ludziom poczucia, że dalsza trasa nadal jest w ich zasięgu.
Cena jak za używane auto, ale rynek już dawno odjechał
Amflow TL Carbon kosztuje 3499 euro, czyli około 15 tysięcy zł. To kwota, przy której trudno zachować pełen spokój, szczególnie gdy mówimy o rowerze. Za podobne pieniądze można znaleźć używany samochód, kupić kilka zwykłych jednośladów albo urządzić sobie naprawdę porządne wakacje.

Z drugiej strony, segment zaawansowanych e-bike’ów od dawna odjechał od cen, które większość osób uznaje za rozsądne. Karbon, pełne zawieszenie, 800 Wh akumulator, mocny napęd, elektronika, światła, bagażniki i komponenty terenowe rzadko spotykają się w jednym modelu za mniej niż kilkanaście tysięcy złotych.
Amflow TL Carbon raczej nie przekona kogoś, kto szuka prostego roweru na niedzielne przejażdżki. Może za to zainteresować osoby, które chcą jednym sprzętem obsłużyć pół swojego tygodnia. I choć nazwa rower SUV nadal trochę mnie bawi, zaczynam rozumieć, skąd się bierze. Nie chodzi o wygląd ani o modne skojarzenie z samochodem. Chodzi o poczucie, że można ruszyć w dowolną stronę, bez sprawdzania wcześniej, czy dzisiejszy plan pasuje do możliwości roweru.
