Do mojego pierwszego mieszkania kupiłem białe meble z Ikei, wiecie co? To był ostatni raz kiedy zdecydowałem się na zakup białych mebli. Potem przyszła pora na test czarnych i te również przestały się cieszyć moją przychylnością. W moim życiu jest już miejsce tylko na grafit i naturalne kolory. Tylko czy to jest naprawdę jedyne wyjście, udawanie, że problem nie istnieje?
Jak osiągnąć mniej kurzu w domu? Może to nauka będzie odpowiedzią
Wiele razy się już na tym zastanawiałem, co właściwie powoduje, że mamy więcej kurzu i niestety też szybciej na niektórych meblach? Okazuje się, że na to pytanie jest w stanie odpowiedzieć specjalistka, inżynierka zajmująca się materiałami na Politechnice Swinburne w Australii, Nisa Salim. Mówi ona, że oczywiście umiejscowienie mocno wpływa na ilość irytującej warstwy do sprzątania, ale dużą rolę ma również materiał.

Podczas gdy na te duże elementy unoszące się w powietrzu działa po prostu grawitacja bezlitośnie ściągające je na ziemię, tak te mniejsze, najdrobniejsze są podatne na nią mniej, ale za to lubią się bardzo z chropowatymi powierzchniami. Szukają ze wszystkich sił każdych nierówności mogących wesprzeć próbę osadzenia się na meblach.
Czytaj też: Roboty zajęły się salonami, teraz czas na toalety. Spot wie, kiedy powinien zacząć sprzątać
Najgorsze jest to, że człowiek – z perspektywy kurzu – jest bardzo duży i nie widzi tego, co ma wpływ na pył. Dla nas wiele miejsc jest po prostu gładkich i w zgodzie z logiką powinno być lepiej. Niestety na poziomie widocznym pod mikroskopem, sytuacja się prezentuje zgoła inaczej. To wszelkie pęcherzyki powietrza i inne dziurki, po których palce swobodnie jeżdżą.
Mniej kurzu znajdziemy na powierzchniach z lepszym przewodnictwem
Inna sprawa to materiał, a dokładnie mówiąc jego zdolności przewodnictwa prądu. Elektrostatyczność to kolejny nasz wróg, stojący w opozycji do naszych starań. Nie chce mniej kurzu, tylko jak najwięcej. Materiały sztuczne jak akryl, poliester, polipropylen czy winyl, one są słabymi przewodnikami. Kumulują drobne ilości ładunków elektrycznych, a wtedy przyciągają drobinki z całej okolicy. W przeciwieństwie do chociażby metalu.

Na ilość kurzu ma wpływ więcej czynników niż tylko ruch oraz sytuacja na dworze. To widać w zimie, kiedy pomimo zamkniętych okien, nadal jest więcej tego diabelstwa, a mniej kurzu to tylko marzenie. Dzieje się tak z braku wilgoci, która pomaga przedmiotom łatwiej pozbywać się nagromadzonych ładunków elektrycznych.
4 tygodnie w poszukiwaniu sposobu na mniej kurzu
Redaktorka Ilana Bean, na łamach Guardiana opisała swoją miesięczną próbę odnalezienia właściwej metody na zmniejszenie ilości kurzu. Cztery tygodnie pozwoliły na sprawdzenie trzech metod. Dlaczego tyle? Wszystko po to, żeby zacząć od punktu w którym ma się wiedzę na temat normalnego stanu z wyłączonymi osuszaczem i oczyszczaczem powietrza (komplet zdjęć obrazujących tę drogę można zobaczyć we wspomnianym artykule Guardiana).

Pierwsza obserwacja ukazała, że po osuszacz powietrza (konieczny ze względu na wilgoć łazienki) działał rzeczywiście na niekorzyść mieszkania. Gdy był regularnie włączany, gromadziło się go więcej. W kolejnym tygodniu w końcu weszły już prawdziwe narzędzia do działania. Autorka zaczęła od spreju zapobiegającemu elektrostatyczności i nie ma dobrej wiadomości. Było mniej kurzu, lecz da się to zauważyć jedynie bardzo wytężając wzrok.
Trzeci i czwarty tydzień były poświęcone regulacji wilgotności w domu oraz oczyszczaniu powietrza. Jak się okazuje, ponownie udało się wykazać wyższość powietrza mniej suchego. Ale ostatecznie najlepszą ze wszystkich metod okazało się najzwyklej oczyszczanie powietrza. Ze wszystkich prób, to właśnie ta przyniosła najwięcej korzyści.
Nie ma dobrej wiadomości w walce o mniej kurzu. Mamy przechlapane
Niestety testy przyniosły jednoznaczny werdykt, że nie da się oszukać systemu i pozostaje nam dalej regularne sprzątanie, które da się odłożyć w czasie używając oczyszczacza albo nasz wzrok. Richard Misso, zajmujący się wystrojem wnętrz dla klientów swojej firmy, mówi że sam często myśli o walce z pyłkami, bo na to zwracają szczególną uwagę osoby szukające u niego pomocy.
Każdy chce domu, w którym wypoczywa, a nie ma dodatkową pracę. Dlatego doradza im rezygnowanie z jasnych i szklanych powierzchni na rzecz matowych, które przynajmniej wizualnie dają więcej spokoju. Poza tym, zostaje jedynie zadbanie o zminimalizowanie sobie trudu związanego ze sprzątaniem i ograniczenie ilości porozkładanych figurek i innych ozdób tego typu.
Ech, nie mogło być łatwo.
Żródło: theguardian
