Wiele z nich związanych jest ze specyficznymi zwyczajami naszych przodków, co pozwala nam lepiej poznać ich kulturę i sposób patrzenia na świat.

DARDAŃSKI OSIOŁ

Zwrot ten służył w XVIII wieku do określania ludzi cechujących się wyjątkowym brakiem inteligencji. Nawiązywał on do legendy o koniu trojańskim, którego w dawnej literaturze nazywno dardańskim (Dardania była częścią Troady), w którym ukryli się w czasie wojny trojańskiej greccy wojownicy, aby w ten sposób zdobyć miasto. Koń dardański kojarzył się naszym przodkom z olbrzymiością, dlatego kiedy chcieli nazwać kogoś wielkim osłem, nazywali go osłem dardańskim. W mowie potocznej używano również określenia „osioł dardanelski” od cieśniny Dardanele.

FACELET

Słowo pochodzące od starołacińskiego „faciletum” miało kilka znaczeń. Najczęściej używano go na określenie cienkiej delikatnej chusteczki do nosa, chociaż mogło też oznaczać welon lub opaskę na głowę. Z renesansowej poezji Jana Kochanowskiego, Mikołaja Reja i Szymona Szymonowica dowiadujemy się, że facelety służyły ocieraniu łez i potu z twarzy oraz jako element codziennej garderoby. Używano ich również w trakcie obrzędów pogrzebowych – miały przykrywać twarz zmarłego. Sporządzano je ze specjalnej białej tkaniny, którą niekiedy farbowano na kolor brunatny lub fiołkowy.

GĘDŹBA

To niezbyt przyjemne w brzmieniu słowo oznaczało po prostu muzykę i pochodziło od starożytnego ludowego instrumentu – gęśli. Gędzeniem dawniej określano granie, co znalazło swoje odbicie w staropolskim przysłowiu: “Która czyta, śpiewa, gędzie, z tej rzadko cnotliwa będzie”. Osobę, która lubiła gędać nazywano z kolei gędźcem lub gądkiem. Grajków, którzy chadzali ze swoją twórczością od karczmy do karczmy, nazywano również piszczkami. Ich muzykę uważaną za tę niższych lotów. Paweł Szczerbicz w 1581 r. pisał o nich z lekką pogardą: “Gądki i piszczki, którzy się nie zabawiają uczciwą muzyką, ale od karczmy do karczmy się tułają, albo z pieskami tańcują”.

LITKUP

Z języka niemieckiego przejęliśmy kilka słów związanych z alkoholowymi obyczajami, nie tylko słynny bruderszaft. W średniowiecznym prawie polskim, gdy wiele umów było zawieranych ustnie, trzeba było je w jakiś sposób oficjalnie potwierdzić. Swego rodzaju „podpisem” miało być wypicie napoju alkoholowego przez obydwie strony. Poprzedzało go stwierdzenie zawarcia umowy czyli tzw. sąd litkupu oraz błogosławieństwo litkupu. Litkup przez wieki miał ogromne znaczenie przy stwierdzaniu prawomocności umów, ale wraz z rozpowszechnieniem pisma jego znaczenie słabło. W niektórych częściach Polski nadal jednak uważa się, że alkoholowy poczęstunek gwarantuje pomyślność transakcji.