Rzadko o tym myślimy, ale sporo zwierząt umiera, zanim jeszcze przyjdzie na świat” – mówi dr Andrzej Kruszewicz, dyrektor Warszawskiego Ogrodu Zoologicznego. Walka o przetrwanie najsilniejszego rozgrywa się także w łonie samicy, niewidoczna dla oka. Walczą ze sobą np. rekiny tawrosze. Są one żyworodne – wykluwają się z jaj w ciele matki i tam przechodzą dalszy rozwój. Na początku może być ich nawet 40. Gdy jednak tylko małym rekinom wykształcą się zęby, zaczynają zjadać się nawzajem. W końcu zostaje tylko jeden embrion – nadal głodny. Samica produkuje więc niezapłodnione komórki jajowe pełne bogatego w składniki odżywcze żółtka. To nimi żywi się mały kanibal aż do narodzin.

Śmierć jest jednym ze stałych elementów dzikiego życia. Odkąd ludzie zaczęli obserwować przyrodę, spostrzegli, że najczęściej giną osobniki stare, wycieńczone i chore oraz zwierzęce dzieci – stworzenia słabsze, zależne od rodziców, bez doświadczenia. O tym jednak, że zasada „przetrwania najsilniejszego” dotyczy także zarodków czy płodów, naukowcy dowiedzieli się dopiero w połowie XX wieku.

 

Fot. Wikimedia Commons / Jeff Kubina 

Gdy embriony rekinów tawroszy osiągną 10 cm długości, zaczynają zabijać i zjadać swoje rodzeństwo w łonie matki. Pomagają im w tym ostre zęby.

 

Zwycięzca bierze wszystko

W 1947 r. szwedzki zoolog Artur Hansson opublikował pracę naukową dotyczącą rozmnażania norki amerykańskiej. Samce zalecają się do samic tego gatunku tylko przez czas potrzebny do odbycia paru zbliżeń. Pierwsze kopulacje, o imponującej średniej długości 64 minut (najdłuższe trwają nawet 14,5 godziny!), wywołują owulację – pojawia się jajeczko gotowe do zapłodnienia. Samica jest aktywna płciowo przez jakieś trzy tygodnie, spotyka się z różnymi samcami i decyduje, który z nich ma zostać ojcem jej dzieci. Okazało się przy tym, że może zmienić zdanie. Jeśli norka zaakceptuje drugiego samca, w jej organizmie obumiera zygota zapłodniona przez poprzednika. Hansson odnotował taką naturalną aborcję u 25 na przebadanych 27 samic.

Zjawisko to nie zostało jednak nazwane efektem Hanssona, lecz efektem Bruce – od nazwiska zoolożki Hildy Bruce z londyńskiego National Institute for Medical Research. Ponad 10 lat po publikacji Hanssona hodowała ona myszy w laboratorium. Kiedy do klatki z ciężarnymi samicami wpuściła samca, który nie był ojcem ich dzieci, przyszłe matki masowo poroniły i błyskawicznie były gotowe do zbliżenia z nowym amantem. Eksperymenty wykazały, że kluczową rolę odgrywa tu zapach. Mocz samca zawiera feromony – substancje, które są wyczuwane przez tzw. narząd przylemieszowy w mysim nosie. Dane z tego narządu są analizowane przez mózg samicy i wywołują zmiany w organizmie prowadzące do poronienia.

Redakcja Focus.pl wybierze dla Ciebie najlepsze artykuły tygodnia. Zapisz się na nasz newsletter

Żyjące na wolności mysie matki, które są zadowolone z ojca swych dzieci, starają się unikać moczu obcych samców, żeby nie doszło u nich do poronienia. Efekt Bruce został zaobserwowany nie tylko u innych gryzoni (m.in. lemingów, norników i nornic), ale także u ssaków naczelnych i drapieżników. Do tych ostatnich należą lwy. Rdzeń ich stada stanowią samice połączone więzami pokrewieństwa: matki, córki, siostry, ciotki i siostrzenice. Wspierają się wzajemnie podczas polowania i wychowania dzieci. Od samców oczekują obrony przed obcymi lwami. Jeśli obrońcy przegrają walkę, muszą odejść.

Nastaje trudny czas. Nowi władcy stada czasem zabijają dzieci poprzedników. Robią to, żeby lwice – zamiast tracić czas na wychowanie obcych młodych – były szybciej gotowe zajść w ciążę z nimi. Reakcją samic na pojawienie się nowych samców jest spontaniczna aborcja. Podobnie dzieje się, gdy nowe samce pojawiają się w stadach dżelad – kuzynek pawianów żyjących na wyżynach Etiopii. Naturalnym poronieniem kończy się wówczas aż 80 proc. ciąż, podczas gdy w spokojnych czasach – zaledwie 2 proc.

Fot. Pixabay

Ukryte w torbie matki noworodki kangurów bezlitośnie konkurują ze sobą o dostęp do jej sutków. Te, które przegrają walkę o mleko, czeka śmierć z głodu.

 

Sterowanie liczbą dzieci

Dr Leonard M. Gosling z brytyjskiego Newcastle University w ciągu 12 lat przebadał niemal 6 tys. samic nutrii zasiedlających torfowiska wschodniej Anglii. Wykorzystał osobniki odławiane w czasie akcji tępienia tych gryzoni, które były gatunkiem inwazyjnym, przywiezionym na Wyspy Brytyjskie zapewne ze wschodniej Argentyny. Okazało się, że nutrie mogą pozbywać się nienarodzonych młodych, żeby zrobić miejsce dla nowych. Dzieje się tak, gdy dojdzie do zmiany warunków środowiska. Jeśli stają się one bardziej korzystne – co umożliwia odchowanie większej gromadki potomstwa – nutrie decydują się na aborcję. Potem idą na kolejną randkę i wkrótce zachodzą w ciążę z większą już liczbą zarodków. W efekcie zamiast czwórki młodych na świat przychodzi ich nawet szóstka. Co ciekawe, nie wszystkie nutrie decydowały się na tak drastyczne rozwiązanie. Dr Gosling odkrył, że niektóre samice decydowały się na urodzenie mniej liczebnych miotów. Działo się tak jednak tylko wtedy, gdy w miocie przeważali synowie dający matce większą szansę na przekazanie dalej jej genów.

Czasem jednak płeć męska płodu to nie zaleta, lecz wada. Tak to wygląda u jeleni, które przebadał zespół brytyjskich uczonych pod kierunkiem prof. Loeske Kruuk z University of Cambridge. Łanie jesienią przygotowują się do mrozów, gromadząc warstwę tłuszczu. Pomoże im ona przetrwać do wiosny i wykarmić rozwijający się płód. Jeśli jednak zima jest surowa, a stada jeleni liczne, zaczyna brakować pokarmu. Głód sprawia, że ciężarna łania może wchłonąć rozwijający się embrion – i częściej spotyka to potomstwo płci męskiej. To dlatego po ciężkiej zimie rodzi się więcej łani.

U pawianic anubis do poronienia może doprowadzić stres związany ze sprawowaniem władzy. Amerykańscy i angielscy naukowcy obserwowali te zwierzęta przez 25 lat w lasach Parku Narodowego Gombe nad jeziorem Tanganika w Tanzanii. Określali pozycję społeczną każdego pawiana w pięciu stadach, obserwowali, jak zmienia się ona wraz z upływem czasu, ile dzieci się rodzi, ile umiera itd. Dominujące samice – te, które mają dostęp do najlepszego pożywienia i potrafią wywalczyć sobie należny szacunek – rodzą dzieci częściej niż inne pawianice. Potomstwo „władczyń” ma większe szanse na przeżycie, a ich córki szybciej osiągają dojrzałość płciową. Nie jest to jednak regułą. Zdarzają się bowiem dominujące samice, które w ciągu całego życia nie urodziły ani jednego dziecka. W ich odchodach badacze wykryli wysoki poziom tzw. hormonów stresu, które sprzyjały poronieniom, uniemożliwiając prawidłowy rozwój zarodka.

Fot. Shutterstock

Pisklęta strusi są narażone na śmierć przed wykluciem się. Samiec gromadzi jaja różnych partnerek i wysiaduje je, a samice konkurują między sobą o najlepsze miejsce dla swych jaj w gnieździe. Najcieplej i najbezpieczniej jest w jego centrum. Drapieżcy zwykle sięgają po jaja z obrzeży gniazda. 

 

Pierwotniak przerywa ciążę

Aborcje w naturze mogą też być wynikiem infekcji. Tak dzieje się w przypadku toksoplazmozy wywoływanej przez pierwotniaka Toxoplasma gondii. Przez tysiąclecia atakował on zwierzęta lądowe – przede wszystkim koty i padające ich ofiarą gryzonie, takie jak myszy. Co ciekawe, Toxoplasma potrafi zmieniać zachowanie swej ofiary. Pierwotniak po zainfekowaniu myszy rozwija się w jej organizmie i trafia do mózgu. Gryzoń przestaje wówczas czuć strach przed kotami – wręcz przeciwnie, sam szuka ich towarzystwa. Gdy drapieżnik zje mysz, zostaje zainfekowany.

Inwazyjne formy pasożyta, zwane oocystami, znajdują się w kocich odchodach. Właściciele kiedyś wyrzucali je do śmietników czy pod płot działki, ale dziś coraz częściej spuszczają je w toaletach. Systemy oczyszczania ścieków nie usuwają oocyst, które wraz z wodą rzek trafiają do mórz. Tam infekują wydry morskie, które nie potrafią się bronić przed pierwotniakiem. Myszy, koty czy ludzie mają do czynienia z Toxoplasma gondii od tak dawna, że pasożyt nie czyni w ciałach większości z nich poważnych szkód. W przypadku wydr pasożyt zabija dorosłe zwierzęta, ale potrafi też zaatakować płód w łonie matki, niszcząc mózg, płuca, wątrobę i inne narządy. Wiele wyderek ginie przed narodzeniem, a poronienia, do których dochodzi w późnej fazie ciąży, znacznie obciążają organizm matki. I choć w tym przypadku śmierć nienarodzonych dzieci to wynik nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, efekt jest ten sam – przeżywają tylko najsilniejsi.

Fot. Shutterstock

Gdy władzę w stadzie dżelad obejmują nowe samce, u samic dochodzi do masowych poronień. Chodzi o to, by jak najszybciej mogły zajść w ciążę z aktualnymi przywódcami.