Adidas BW Army wpisuje się w ten schemat idealnie. Powstał jako prosty but treningowy dla niemieckiej armii, a dziś wraca w wersji Lux, która ma wyglądać jak zakup z butikowej półki, choć jej cena wcale nie odpływa w rejony zarezerwowane dla sneakerowych kolekcjonerów.
Przyznam, że jestem sceptyczna wobec dopisków w rodzaju Premium, Exclusive czy właśnie Lux. Marki nauczyły się przecież, że czasem wystarczy zmienić odcień skóry, włożyć produkt do cięższego pudełka i dorzucić kilka zdań o rzemiośle, aby zwykły model nagle nabrał eleganckiego akcentu. Adidas BW Army Lux ma jednak jeden argument, którego wiele podobnych premier może mu zazdrościć – sam bazowy projekt od początku był bardzo dobry.
Buty z koszar, które od dawna pasują do miasta
BW Army nawiązuje do niemieckich butów treningowych z lat 70., projektowanych dla Bundeswehry. Ich konstrukcja była podporządkowana funkcji: niska sylwetka, stabilna podeszwa, mało ozdobników, materiały zdolne wytrzymać regularne użytkowanie. Nikt wtedy nie projektował ich pod zdjęcia na ulicy Mediolanu ani pod stylizacje z szerokimi jeansami.

Współczesne sneakersy bardzo często próbują zwrócić na siebie uwagę grubą podeszwą, technicznymi wstawkami albo kolorami, które wyglądają jak wynik kłótni między trzema działami marketingu. BW Army działa inaczej. Ma proporcje znane z dawnych butów halowych, charakterystyczną gumową podeszwę i spokojną linię cholewki. Właśnie dlatego tak dobrze odnajduje się w czasach, gdy coraz więcej osób chce mieć jedną parę do jeansów, materiałowych spodni, prostego garnituru czy sukienki, a nie siedem modeli na siedem różnych nastrojów.
Co właściwie kryje dopisek Lux?
Nowa wersja pojawia się w dwóch stonowanych wariantach: Brown/Gum oraz Cardboard/Gum. Pierwszy bazuje na głębokim brązie, drugi idzie w stronę jasnego beżu i ciepłych, piaskowych tonów. Oba wykorzystują zestawienie skóry i zamszu, tonalne sznurowadła oraz gumową podeszwę, która w takich butach jest właściwie częścią ich języka. Bez niej model straciłby sporą część swojego uroku.


I tu zaczyna się drobny znak zapytania. Adidas nie komunikuje tej premiery z rozmachem znanym z luksusowych edycji Made in Italy ani nie rozpisuje szczegółowo, co konkretnie w materiałach odróżnia BW Army Lux od innych wersji modelu. Dopisek Lux wydaje się więc bardziej nastrojem niż twardą deklaracją jakościową. Buty mają wyglądać na bardziej dopracowane, cieplejsze i dojrzalsze. I trzeba uczciwie przyznać, że na zdjęciach ten plan się broni.
Brązowa skóra, zamszowe panele i podeszwa w kolorze gumy sprawiają, że BW Army Lux przypomina model z małej, europejskiej marki, która sprzedaje sneakersy w sklepie pachnącym drewnem, kadzidłem i bardzo drogą kawą. Tymczasem wciąż mówimy o Adidasie, czyli marce, która doskonale wie, jak przekuć archiwalną prostotę w produkt dla szerokiej publiczności.
Luksus, który nie wymaga kredytu ratalnego
Cena również jest tu istotna. W amerykańskim sklepie Adidas BW Army Lux kosztują 120 dolarów, czyli około 450 zł. To poziom, który trudno nazwać okazją, ale daleko mu do cen luksusowych sneakersów, gdzie sama obecność dyskretnego logo potrafi podnieść rachunek o kolejne kilka zer. Co ciekawe, wersja Lux nie kosztuje więcej niż inne odmiany BW Army.

Gdy model bazuje na prostocie, przesadne podbijanie ceny byłoby ryzykowne. Konsument, który wybiera taki but, często szuka czegoś spokojnego i uniwersalnego. Chce jakościowego wyglądu, ale niekoniecznie ma ochotę tłumaczyć znajomym, dlaczego wydał prawie dwa tysiące złotych na sneakersy przypominające obuwie z wojskowego magazynu.
BW Army Lux dobrze wpisuje się w rosnącą popularność rzeczy, które wyglądają dojrzale, ale nie sprawiają wrażenia przesadnie wystylizowanych. To model dla osób, które wolą jeden solidny detal od dziesięciu modowych komunikatów. Zamszowy panel przy palcach, porządna gumowa podeszwa i kolor, który nie znudzi się po trzech tygodniach – czasem tyle wystarczy.


Adidas ma dziś przewagę, której nie da się podrobić
Wokół niemieckich butów treningowych powstał przez lata cały modowy ekosystem. Ich sylwetkę interpretowały luksusowe domy mody, projektanci i mniejsze marki, bo prosty układ skóry, zamszu oraz gumy daje ogromne pole do wariacji. Adidas ma jednak komfortową pozycję. Może odwołać się do archiwum, pokazać wojskowy rodowód i zaproponować własną wersję bez udawania, że odkrywa ten fason od nowa.

BW Army Lux nie jest premierą, która zmieni sposób, w jaki patrzymy na sneakersy. Nie ma tu technologii kosmicznej, rewolucyjnej pianki ani kampanii złożonej z piętnastu sloganów. Są za to buty, które wyglądają po prostu dobrze, a ich największą siłą pozostaje projekt powstały wtedy, gdy liczyła się użyteczność.
Może właśnie dlatego dopisek Lux w tym przypadku nie drażni tak mocno, jak mógłby. Adidas nie sprzedaje tu bajki o ekskluzywności. Sprzedaje dobrze skrojony klasyk w lepszych kolorach. A to, zwłaszcza przy obecnym zmęczeniu modą na przesadę, bywa znacznie bardziej przekonujące.
