Adidas dopiero w 2026 roku przedstawił nową generację technologii Hyperboost, wracając przy okazji do nazwy bardzo mocno kojarzącej się z najlepszym okresem popularności pianki Boost. Tym razem konstrukcja ma jednak znacznie więcej wspólnego ze współczesnymi supershoes niż z miękkimi Ultraboostami sprzed dekady. Problem był jeden – Hyperboost Edge kosztuje 200 dolarów. Teraz pojawia się Hyperboost Lite, który zachowuje sporą część jego pomysłu, a przy tym kosztuje na pierwszym rynku 999 dolarów hongkońskich, czyli około 476 zł.
Hyperboost wrócił, ale w znacznie bardziej sportowej formie
Stary Boost był przez lata niemal synonimem miękkiego Adidasa. Granulat widoczny w podeszwie stał się tak rozpoznawalny, że można było wskazać tę technologię z kilku metrów. Z czasem świat butów biegowych poszedł jednak dalej. Pojawiły się lżejsze pianki, płytki z włókna węglowego, coraz wyższe podeszwy i konstrukcje, które bardziej przypominają sprzęt sportowy niż zwykłe sneakersy.
Nowy Hyperboost jest odpowiedzią na tę zmianę. Hyperboost Pro powstał na bazie specjalnej odmiany Lightstrike Pro, czyli pianki stosowanej przez Adidasa w szybkich modelach z rodziny Adizero. Materiał formowany jest w zamknięte komórki z niewielkimi kieszeniami powietrza. Ma zapewniać miękką amortyzację, niewielką masę i wyraźny zwrot energii podczas przetaczania stopy. Adidas pozycjonuje go zarówno do spokojniejszych treningów, jak i dłuższych biegów.

Hyperboost Edge pokazał pełne możliwości tej koncepcji. Producent zastosował tam Hyperboost Pro, bardzo lekką cholewkę Primeweave oraz podeszwę Lighttraxion. Nie ma przy tym płytki ani innego sztywnego elementu odpowiadającego za wymuszanie odbicia. Sprężystość ma wynikać przede wszystkim z właściwości samej pianki.
Adidas Hyperboost Lite wybiera rozsądniejsze kompromisy
Przy Hyperboost Lite konstruktorzy zaczęli ciąć koszty, ale – przynajmniej na papierze – zrobili to w miejscach, które mają sens.
Podeszwa środkowa wykorzystuje połączenie Hyperboost i Boost+. Warstwa nowej pianki została częściowo wydrążona, a całość uzupełnia drugi materiał amortyzujący. W efekcie konstrukcja wygląda mniej ekstremalnie niż w Hyperboost Edge i prawdopodobnie znajduje się nieco bliżej podłoża. Adidas nie podał jednak dokładnej wysokości stosu podeszwy, więc trudno na razie porównywać oba modele milimetr po milimetrze.

Różnicę widać również na górze. Zamiast ultralekkiego Primeweave pojawia się bardziej tradycyjna tekstylna cholewka. To właśnie tego rodzaju zmiana wydaje mi się znacznie łatwiejsza do zaakceptowania niż oszczędzanie na podeszwie. Podczas codziennego treningu kilka dodatkowych gramów zazwyczaj nie przekreśla buta, o ile nadal dobrze leży na stopie i zapewnia odpowiednią wentylację.
Co ciekawe, Adidas zachował zaawansowaną podeszwę zewnętrzną. Hyperboost Lite wykorzystuje Lighttraxion na całej długości oraz gumę Continental w przedniej części. To ważny szczegół, bo tańsze odmiany butów często tracą właśnie lepszą mieszankę gumy. Tutaj przyczepność i ochrona pianki nadal mają być jednym z mocniejszych elementów konstrukcji.

Superbuty są świetne. Tylko czy każdy trening naprawdę ich wymaga?
Od kilku sezonów rynek próbuje przekonać biegaczy, że najlepiej mieć osobne buty na spokojne kilometry, tempo, interwały, długie wybiegania, starty i prawdopodobnie jeszcze spacer do piekarni dzień po maratonie. Rozumiem technologiczny wyścig, bo dzięki niemu powstało mnóstwo naprawdę świetnych konstrukcji. Jednocześnie coraz bardziej doceniam modele, które można po prostu założyć i wyjść pobiegać.
Hyperboost Lite wygląda właśnie jak taki but.
Nie ma wyścigowej płytki, nie został zaprojektowany wyłącznie pod bicie rekordów, a jednocześnie korzysta z pianki wywodzącej się ze znacznie droższych konstrukcji. Taki zestaw może być atrakcyjny zwłaszcza dla osób biegających kilka razy w tygodniu i szukających jednego wygodnego modelu do większości treningów.

Szczególnie interesująca jest cena. W Hongkongu Hyperboost Lite kosztuje 999 dolarów hongkońskich, czyli około 476 zł. Hyperboost Edge został wyceniony w USA na 200 dolarów. Nawet biorąc pod uwagę różnice między rynkami, widać wyraźnie, gdzie Adidas chce ustawić nowy model. To ma być wejście do świata Hyperboost bez konieczności płacenia ceny typowej dla zaawansowanego supertrainera.
Hyperboost Lite może być ważniejszy od modelu, który dostał technologię jako pierwszy
Na razie Hyperboost Lite pojawił się na wybranych rynkach azjatyckich, a Adidas nie potwierdził jeszcze szerszej dostępności modelu. Warto więc poczekać z ostatecznymi ocenami do momentu, gdy poznamy europejską cenę, masę poszczególnych rozmiarów i pierwsze niezależne testy.

Sam kierunek bardzo mi się jednak podoba. Drogie modele pokazują, co producent potrafi zrobić, kiedy budżet schodzi na dalszy plan. Tańsze buty pokazują coś ciekawszego – które elementy tej technologii da się zachować wtedy, gdy cena znowu zaczyna mieć znaczenie.
Hyperboost Lite zachowuje nową piankę, porządną gumę podeszwy i charakter rodziny Hyperboost, rezygnując przede wszystkim z najbardziej wyszukanej cholewki oraz części rozwiązania zastosowanego w podeszwie środkowej. Jeśli po premierze w Europie cena pozostanie w okolicach 500-600 zł, może powstać jeden z bardziej interesujących codziennych modeli Adidasa.
