I mam wrażenie, że Nike całkiem dobrze wyczuło moment. Zamiast kolejnego powrotu archiwalnego modelu dostajemy nowe sneakersy, które wizualnie czerpią z przełomu lat 90. i 2000., a pod stopą wykorzystują rozwiązanie kojarzące się ze znacznie droższym Pegasus Premium. Efekt wygląda znajomo, ale nie staro.
Air Max znowu przypomina but sportowy
Pierwszy Air Max 1 z 1987 roku był przecież butem do biegania. Dopiero później technologia widocznej poduszki Air stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów ulicznego stylu Nike. W kolejnych dekadach proporcje trochę się odwróciły i wiele Air Maxów kupujemy przede wszystkim oczami.

Metro wyraźnie przypomina o sportowym pochodzeniu rodziny. Cholewka łączy siateczkę, zamsz i syntetyczne panele, a jej warstwowa konstrukcja spokojnie mogłaby znaleźć się na biegówkach sprzed dwóch dekad. Dziś takie wzornictwo ponownie jest modne, czego dowodem jest popularność całej fali sneakersów inspirowanych estetyką Y2K.
Nike przygotowało trzy wersje kolorystyczne. Pale Ivory jest najbardziej stonowana, Black/Metallic Dark Grey-Bright Crimson łączy czerń i szarość z czerwonymi detalami, natomiast Black/Light Photo Blue-Illusion Green idzie zdecydowanie mocniej w stronę sportowego retro. Ta ostatnia wygląda trochę jak but wyjęty z katalogu biegowego z początku XXI wieku, tylko przepuszczony przez współczesny dział projektowy Nike.
Pod podeszwą dzieje się więcej
Znacznie ważniejsza od stylistycznych odniesień jest konstrukcja podeszwy. Air Max Metro otrzymał długą jednostkę Air Zoom rozciągającą się pod znaczną częścią stopy. Towarzyszy jej pianka Cushlon 3.0. Nike potwierdziło takie zestawienie przy okazji oficjalnej prezentacji modelu.

Skojarzenie z Pegasus Premium nasuwa się bardzo szybko. Pokazany w 2025 roku Pegasus Premium wykorzystuje pełnowymiarową jednostkę Air Zoom oraz bardziej zaawansowane pianki ReactX i ZoomX. W Metro producent zastosował prostszy Cushlon 3.0, dzięki czemu konstrukcja może być tańsza i bardziej odpowiednia dla sneakersa przeznaczonego głównie do codziennego użytkowania.
Pegasus Premium kosztuje w USA 210 dolarów, czyli około 775 zł. Metro wyceniono na 160 dolarów, co przy obecnym kursie oznacza około 590 zł. Polska cena nie została jeszcze oficjalnie podana.
Przy codziennym chodzeniu po mieście trudno wykorzystać wszystkie możliwości pianek zaprojektowanych z myślą o treningu biegowym. Jeżeli Nike udało się zachować sporą część charakterystycznego uczucia amortyzacji Air Zoom, prostsza konstrukcja może okazać się rozsądniejszym kompromisem.
Technologia z biegania coraz częściej trafia na chodnik
Rynek sneakersów zatoczył dość zabawne koło. Przez lata producenci projektowali coraz bardziej zaawansowane buty do biegania, podczas gdy w modzie triumfowały modele stworzone 20 albo 30 lat wcześniej. Teraz technologie opracowane dla sportu zaczynają stopniowo przenikać do obuwia lifestyle’owego.

Air Max Metro dobrze pokazuje ten kierunek. Nadal ma widoczną poduszkę, zamszowe panele i sylwetkę, która świetnie odnajdzie się przy jeansach czy szerokich spodniach. Jednocześnie podeszwa nie wygląda jak kolejny recykling rozwiązania sprzed kilkunastu lat.
Dla Nike może być to szczególnie ważne, ponieważ sama nazwa Air Max zobowiązuje. Widoczna poduszka powietrzna kiedyś była technologiczną sensacją. Dziś często pełni również rolę charakterystycznego elementu wzornictwa. Metro przypomina, że oba zastosowania wcale nie muszą się wzajemnie wykluczać.
Premiera jesienią
Nike Air Max Metro ma trafić do sprzedaży 1 października 2026 roku. Amerykańska cena wyniesie 160 dolarów, czyli około 590 zł. Zapowiedziano wersje dla dorosłych oraz kilka premierowych wariantów kolorystycznych. Dokładne szczegóły dotyczące polskiej dystrybucji pozostają na razie nieznane.

Nie spodziewałabym się po Metro rewolucji na miarę Air Max 1. Czasy, kiedy sama widoczna poduszka powietrzna potrafiła zmienić sposób myślenia o sneakersach, dawno minęły. Podoba mi się jednak kierunek, w którym Nike tutaj poszło. Zamiast budować zainteresowanie wyłącznie nostalgią, firma sięgnęła po rozwiązanie z jednego ze swoich współczesnych butów biegowych i przełożyła je na bardziej codzienną konstrukcję.
Jeżeli wygoda okaże się równie dobra, jak sugeruje podeszwa, Air Max Metro może być jednym z tych modeli, które po kilku miesiącach zaczynają pojawiać się wszędzie. I akurat w tym przypadku trudno byłoby mi mieć o to pretensje.
