Miał 3 lata, kiedy w 1901 r. z rodzicami przybył do USA. W Bufallo, gdzie osiedli, Wojciechowscy zmienili nazwisko na Weiss. Gdy Heniek–Henry podrósł, nazwano go Earl (lord), bo brzmiało to szlachetniej. Rodzina przeniosła się do Chicago i zamieszkała w niebezpiecznej północnej dzielnicy „Little Hell”, czyli „Piekiełko”.

„Od czasu do czasu usłyszeć można opinie, że Weiss był Żydem. Nic bardziej błędnego” – protestuje autor internetowego cyklu „Kryminalna historia Chicago”. Mylące jest przezwisko Weissa. W gazetach z lat 20. pisano o nim: Hymie Weiss, Little Hymie albo też Hymie „Pole” Weiss. „Hymie” to w Ameryce slangowa nazwa Żyda, pochodząca od imienia Chaim.

WIELKIE PIENIĄDZE


Jako nastolatek Weiss razem z kilkoma kolegami utworzył gang North Side (Gang z północnej strony). Grupą dowodził Irlandczyk Charles Dean O’Banion, zwany „Dion”. Carl Sifakis, autor encyklopedii amerykańskiej mafii, nazywa O’Baniona „radosnym psychopatą”. Był zawsze pogodny, roześmiany. Zdaniem Roberta J. Schoenberga autora biografii Ala Capone „gang O’Baniona bardziej iż inne grupy z Chicago stanowił coś w rodzaju koleżeńskiej wspólnoty”. Nastolatkowie okradali nocami pijanych, rabowali jubilerów i kradli auta. Samochodowe interesy sprawiły, że grupa O’Baniona zaczęła współpracować z żydowskimi przestępcami.

„Prohibicja całkowicie odmieniła los O’Baniona” – ocenia Schoenberg. – Pozwoliła mu wyrwać się ze środowiska drobnych kombinatorów, uczyniła bogatym człowiekiem”. To samo stało się z jego kolegami. Zdaniem policji to właśnie Weiss-Wojciechowski wprowadził gang na drogę interesów alkoholowych, wpadł bowiem na pomysł, aby przemycać alkohol z Kanady. W Montrealu Weiss miał dziewczynę Josephine Simard, która prawdopodobnie pomagała mu w tym procederze. O’Banion napadał na transporty przemycanego alkoholu i rabował je, co skonfliktowało go z innymi gangami. Nie pozbył się tego nawyku, gdy jego grupa miała już własne browary.

Większą część Chicago kontrolował wówczas gang Johna Torrio i Ala Capone. Stopniowo poszerzali kontrolę nad poszczególnymi dzielnicami. W końcu został im jeden przeciwnik: O’Banion. Najbliższymi współpracownikami O’Baniona byli, oprócz Weissa, koledzy z młodzieżowego gangu. Włoch Vincent Drucci (właśc. Di Ambrosio) zwany „Schemaker” (spiskowiec, bo ciągle obmyślał plany napadów); George Moran – „Bugs”: flegmatyk, czasem dostawał ataków szału, stąd może przezwisko (bug: rozdrażnić, zirytować). Jednak najprawdopodobniej przydomek dostał od bohatera komiksów – „Kota Wariata”. Do kumpli szefa należał też Louis Alterie (właśc. Leland Varain) nazywany „Two Gun” (Dwie spluwy).'

Było to towarzystwo ześwirowane. „Nails” Morton, właściciel warsztatu, do którego dostarczano kradzione pojazdy, kiedy dorobił się pieniędzy, zaczął aspirować do wyższych sfer, uczył się m.in. jeździć konno. Pewnego dnia spadł, a zwierzę uderzyło go kopytem w głowę i zmarł. Kolesie z gangu zdecydowali, że trzeba ukarać za tę śmierć… konia. Weiss, Drucci, Moran i Alterie napadli na stadninę, porwali konia i rozstrzelali. O’Banion, żałował, że nie mógł uczestniczyć w egzekucji...

Irlandczyk prowadził podwójne życie. W centrum północnego Chicago miał gustowną kwiaciarnię (a drugą na przedmieściu). O’Banion spędzał w swoich kwiaciarniach całe dnie. W zielonym fartuchu, z konewką i nożyczkami uwijał się wśród kwiatów. „Nikt w całym Chicago nie umiał tak ładnie wiązać kwiatów jak Dion” – relacjonował O. Craword, autor „Al Capone król bandytów”. Jak twierdziła żona O’Baniona, również w domu nie można było mu nic zarzucić. Nie palił papierosów, umiarkowanie pił alkohol. Był domatorem. Obiady i kolacje jadał z żoną, przygrywał na pianoli i śpiewał. Zawsze uśmiechnięty, pełen optymizmu. Wieczorami wyruszał na obchód terenów kontrolowanych przez gang z białym goździkiem w klapie. Jego szyte na miarę garnitury posiadały specjalne kieszenie, w których nosił trzy rewolwery oraz różaniec, bo był człowiekiem głęboko wierzącym. Jak oceniają historycy, osobiście zabił co najmniej 25 ludzi; inna wersja mówi o 63 ofiarach.

Weiss był prawdopodobnie najinteligentniejszy z grupy. „Szczupły, nędznej postawy, o ostrych rysach twarzy, (...) obdarzony dzikim temperamentem, skrywanym pod pozorem opanowania, Hymie Weiss miał jednak więcej wyobraźni i poczucia rzeczywistości niż jego szef”– oceniał Weissa biograf Capone. Na początku lat 20. Weiss zasłynął wprowadzeniem do żargonu gangsterskiego „przejażdżki w jedną stronę”. Niejaki Steve Wiśniewski, właściciel podrzędnej jadłodajni, dorabiający rabunkami, porwał gangowi O’Baniona ciężarówkę z piwem. Wiśniewskiego „zaproszono” więc do samochodu, w którym siedział Weiss i dwóch innych członków gangu. Pojechali nad jezioro Michigan, zabili amatora piwa, a ciało utopili.

POBOŻNY ZABÓJCA

 


„Hymie był wyrafinowanym mordercą, lecz z rzadka tylko opuszczał niedzielną mszę. Nigdzie nie ruszał się bez krucyfiksu i różańca w kieszeni, zawsze też miał przy sobie jedną albo dwie spluwy” – podaje Carl Sifakis. W jednej z chicagowskich gazet ironizowano, że zawsze mógł „udzielić każdemu wrogowi ostatniego namaszczenia”.

O’Banion nie bał się Włochów. Zaproponował Torrio, że wycofa się z Chicago, jeśli ten kupi od niego za pół miliona dolarów zakonspirowany browar. Torrio zgodził się (w Chicago sprzedawano co miesiąc piwa za 30 mln USD) i zapłacił. Ale kiedy pojawił się, do budynku wpadli policjanci. Okazało się, że na ten dzień sąd wyznaczył konfiskatę browaru. Torrio i O’Banion zostali skazani na kilka miesięcy więzienia. Irlandczyk, jak po latach tłumaczył Capone, mógł swoimi posunięciami „rozwalić” im interes, gdyż chciał zostać „najważniejszym macherem od gorzały w Chicago”. Trzeba było go zlikwidować.

10 listopada 1924 roku trzech mężczyzn weszło do kwiaciarni, jeden z nich przywitał się z właścicielem i przytrzymał jego dłoń. W tej samej chwili jego dwaj towarzysze strzelili do Irlandczyka.

Pogrzeb O’Baniona był niezwykłym przedstawieniem. Chicagowski sędzia John H. Lyle we wspomnieniach napisał, iż było to jedno z „najbardziej gorszących widowisk, jakich kiedykolwiek był świadkiem”. Trumna za 10 tys. dolarów z brązu i srebra została przywieziona z Filadelfii. Ciało wystawiono w domu pogrzebowym (należał do zastępcy prokuratora Chicago), który odwiedziło 40 tys. osób. Trumnę do karawanu nieśli na ramionach koledzy gangsterzy. Za nimi kroczyli Torrio i Capone, mimo że wszyscy wiedzieli, że to oni zlecili zabójstwo. Policja wydelegowała na pogrzeb 100 funkcjonariuszy. Kondukt pojazdów liczył 1,5 km, jechało w nim 26 odkrytych aut wypełnionych kwiatami, a wśród nich „wyjątkowo wykwintna” wiązanka od Torrio i Capone. Za trumną szło 10 tys. ludzi, a na cmentarzu Mount Carmel czekało drugie tyle. Torrio prosto z pogrzebu pojechał na stację i przeniósł się na Florydę, Capone ukrył się.

WOJNA PIWNA


Weiss, Drucci i Moran dopadli Ala Capone 12 stycznia 1925 roku Gdy jego szofer zaparkował przed restauracją, posypały się strzały. 26 pocisków przestrzeliło karoserię, ale ranny został tylko szofer. Po ataku Al zamówił opancerzonego Cadillaca.

„This is War” – to jest wojna – obwieścił „Chicago Herald Examiner”. Prasa gangsterskie porachunki nazwała „wojną piwną”. 24 stycznia 1925 r. wieczorem Torrio z żoną wysiedli z auta przed swoim apartamentem. Nagle z zaparkowanej limuzyny wyskoczyli Weiss i Moran. Torrio uciekał, ale padł trafiony. Moran chciał go dobić, lecz pistolet zaciął się. Sięgnął do kieszeni po rewolwer, ale Drucci, który czekał w aucie, dał sygnał, że trzeba uciekać.

Torrio trafił do szpitala. Pilnowało go trzydziestu ochroniarzy. Gdy wyzdrowiał, prosto ze szpitala pojechał do sędziego i zażądał natychmiastowego odbycia kary za nielegalny browar kupiony od O’Baniona. Na jego koszt zainstalowano w oknach kuloodporne żaluzje. Kilku opłaconych policjantów dzień i noc warowało pod drzwiami. Po 2 miesiącach przekazał Capone swoje „przedsiębiorstwa”. – Teraz to wszystko twoje, Al! – oświadczył. W grudniu 1925 r. na Torrio przed bramą więzienia czekał Capone w opancerzonym samochodzie i auto z uzbrojoną ochroną. Kawalkada pojechała na stację pod Chicago, tam Torrio wsiadł do pociągu. W Nowym Jorku przesiadł się na statek i odpłynął do Włoch. Capone został władcą połowy Chicago, miał wtedy 26 lat, a pod sobą nielegalne imperium przestępcze, które zatrudniało ponad 1000 osób i miało obroty tygodniowe rzędu 300 tys. USD. Z brutalnego mordercy przeistoczył się w menedżera.

Aby całkowicie panować nad miastem, Capone musiał zlikwidować gang O’Baniona, którym teraz kierował Weiss. 10 sierpnia 1926 r. Weiss i Drucci zostali zaatakowani na ulicy przez trzech mężczyzn. Zamach nie udał się. W ponad miesiąc później, gdy Capone jadł lunch na werandzie w zajeździe Hawthorne Inn w miasteczku Cicero, nagle pojawiło się 8 samochodów, z których rozległy się serie z pistoletów maszynowych. Capone uratował ochroniarz, który rzucił go na podłogę i przykrył własnym ciałem. Jak obliczyła policja, zamachowcy wystrzelili tysiąc pocisków. Ranne zostały tylko dwie osoby: ochroniarz i kobieta siedząca w samochodzie na parkingu. Zapytany przez dziennikarza „Chicago Tribune”, czy wie, kim byli zamachowcy, Al odpowiedział: „zaglądajcie do kostnicy, to się wkrótce dowiecie”.

W dwa tygodnie później 11 października 1926 r. Weissa zastrzelili dwaj snajperzy, kiedy po południu przyjechał do kwiaciarni O’Baniona. Jak się później okazało, zamachowcy od tygodnia mieszkali w pokojach hotelowych w domu obok. Druga para snajperów czekała w pokoju, którego okna wychodziły na tyły kwiaciarni. Weiss zmarł w karetce. W kieszeniach, oprócz rewolweru miał ponad 5 tys. dolarów, listę sędziów przysięgłych i oczywiście różaniec.

Earl Henry Weiss-Wojciechowski zginął mając 28 lat. Paradoksalnie, mimo śmierci, doprowadził do upadku Capone. W dzień św. Walentego, 14 lutego 1929 r., Capone zastawił pułapkę na „Bugsy” Morana, teraz szefującego dawnemu gangowi O’Baniona. Zaoferowano mu ciężarówkę przemyconego alkoholu. Ale Moran nie wszedł do garażu. Ludzie Capone rozstrzelali z broni maszynowej 7 członków gangu. Masakra wstrząsnęła Ameryką. Capone przestali bronić skorumpowani policjanci i politycy, stanął przed sądem i został skazany na 11 lat więzienia za oszustwa podatkowe. Pogrzeb Weissa był mniej okazały niż jego przyjaciela O’Baniona. Trumna także była z brązu i srebra, ciało wystawiono przez 3 dni, ale wieńce i kwiaty wiozło tylko 18 samochodów.

Andrzej Gass

Dziennikarz, varsavianista, pisarz. Publikował w „Życiu Warszawy”
i „Kulisach”. Autor książki „Zagadki minionego stulecia”.