Kataklizm, po którym powstał las widmo. Po ponad 60 latach naukowcy wciąż są pod wrażeniem wydarzeń z Alaski

Osoby przebywające na Alasce w latach 60. ubiegłego wieku mogły doświadczyć niecodziennych wydarzeń. Ponad cztery i pół minuty absolutnego chaosu na zawsze zmieniło oblicze tego regionu. 27 marca 1964 roku południowo-środkowa część stanu doświadczyła czegoś, co trudno opisać słowami. Dzisiaj, po sześciu dekadach, najbardziej wymownym świadectwem tamtej nocy są nie odbudowane miasta, lecz martwe, białe drzewa, które wciąż stoją w miejscu, w którym kiedyś tętniło życie.
...

Gdy ląd zaczął zachowywać się jak ocean

Kataklizm, który dał początek widmowym lasom, był efektem uwalniania się setek lat nagromadzonego naprężenia. Ogromna energia została uwolniona wzdłuż uskoku o długości 970 kilometrów, powodując przesunięcie fragmentu lądu nawet o 18 metrów. To, co działo się na powierzchni, przypominało sceny z apokalipsy. Stabilny grunt zamienił się w ruchome bagno, pochłaniając wszystko, co stało na jego drodze. Historyk Henry Fountain w swojej książce oddał grozę tamtej chwili:

Ziemia zamieniła się w ciecz. Długi pas morskiego skraju równiny odcinek długości prawie mili i szerokości nawet sześciuset stóp ścisnął się się, osunął, a następnie zsunął do zatoki. Ludzie wpadli do wody, chwytając się czegokolwiek: bali, skrzyń, gruzu aby utrzymać się na powierzchni. To było tak, jakby ziemia połykała wszystkich.

Czytaj też: Oceaniczne odwierty zdradzają źródło potężnego trzęsienia w Japonii. To ono stało za kataklizmem z 2011 roku

Bezpośrednio w samym trzęsieniu zginęło stosunkowo niewiele osób. Prawdziwym zabójcą okazało się tsunami, które nastąpiło chwilę później. Fale sięgające nawet 21 metrów zmiotły z powierzchni ziemi całe nadbrzeżne osady. Łączny bilans to 129 ofiar, a straty materialne sięgnęły kwoty odpowiadającej dzisiejszym ponad 2 mld dolarów.

Sekret nieśmiertelnych drzew

Najbardziej fascynujący proces rozpoczął się w miejscowości Portage. Tam grunt obniżył się od 1,5 do prawie 3 metrów, co w praktyce oznaczało, iż cały ten obszar znalajdował się pod wodą morską podczas przypływów. Słona woda zabiła słodkowodne drzewostany w ciągu kilku dni. Paradoksalnie, to właśnie ta śmierć dała im drugie, choć makabryczne, życie. Zalane słonymi wodami, pozbawione tlenu środowisko gruntu zahamowało działanie bakterii i grzybów odpowiedzialnych za rozkład. Drzewa nie zgniły. Po prostu zastygły w czasie. Ich drewno, pozbawione życia, wybieliło się pod wpływem słońca i soli, tworząc krajobraz przypominający filmowy horror. Barrett Salisbury, geolog z Alaska Division of Geological & Geophysical Surveys, zwraca uwagę na detale:

W warstwach torfu można zobaczyć delikatne liście i materię roślinną, które nadal znajdują się w swoich pozycjach wzrostu, co świadczy o tym, że osiadanie nastąpiło szybko. Można również przyjrzeć się słojom drzew, które pokazują, że drzewo szybko obumarło. Nie ma słojów wskazujących, że drzewo usychało przez długi czas.

Co ciekawe, badania geologiczne wskazują, jakoby to nie pierwszy raz, kiedy ten obszar się zapadał. Dowody pokazują cztery wcześniejsze, podobne kataklizmy. Lasy widmo są zatem nie anomalią, a częścią długiego, cyklicznego procesu kształtowania tamtejszego wybrzeża.

Widmo przyszłych zmian

Odwiedzanie tych miejsc to nie jest zwykła wycieczka. Szybkie pływy mogą w ciągu minut odciąć drogę ucieczki, a grząski muł potrafi uwięzić człowieka, przyczyniając się do jego śmierci. Po 60 latach nie widać oznak odrodzenia tych lasów. Stanowią one trwały pomnik sił tektonicznych. Jednak ich znaczenie wykracza poza lokalny kontekst. Naukowcy wskazują, że proces, który je stworzył, czyli zalewanie słodkowodnych ekosystemów przez słoną wodę, może przyspieszać na całym świecie. Podnoszący się poziom mórz i coraz intensywniejsze sztormy związane ze zmianami klimatu mogą tworzyć nowe pokolenia lasów widmo, tym razem nie w wyniku nagłych trzęsień, a powolnej, lecz nieubłaganej inwazji oceanu.

Czytaj też: Kontur kontynentu pod ziemią? Nowa analiza danych magnetycznych zmienia obraz Australii

Trzęsienie z 1964 roku przyniosło też kluczowy przełom w nauce. Prace geologów, którzy je badali, znacząco przyczyniły się do potwierdzenia teorii tektoniki płyt. Energia uwolniona podczas tego jednego zdarzenia była tak ogromna, że stanowi 70,6% całej energii sejsmicznej uwolnionej w USA od tamtej pory podczas trzęsień o magnitudzie powyżej 5. Alaska leży w sercu Pacyficznego Pierścienia Ognia, regionu odpowiedzialnego za ogromną część światowej aktywności sejsmicznej. Jej lasy widmo są namacalnym, choć ponurym, dowodem na to, że Ziemia jest dynamiczną, nieustannie zmieniającą się planetą.