5 sierpnia 2012 r. to data, którą mieszkańcy Wisconsin zapamiętają na długo. W niedzielny poranek do sikhijskiej świątyni w Oak Creek wpadł nagle mężczyzna z bronią i zaczął strzelać na oślep. 40-letni Wade Michael Page, trzymając w ręku 9-milimetrowego Springfielda XD (M), myślał tylko o tym, by zabić jak najwięcej osób. Ludzie, uciekając, tratowali się nawzajem, a Page powoli, nie spiesząc się, przeładowywał  magazynek i rozkoszował się masakrą.

O 10.25 policjanci odebrali zgłoszenie o szaleńcu z bronią w ręku. Jak się później okazało, zadzwoniła jedna z kobiet, która schowała się pod ławką. Do chwili przybycia policjantów Page zastrzelił sześć osób, a trzy ciężko ranił. W wymianie ognia jeden z policjantów postrzelił napastnika w brzuch. Ten nie zamierzał jednak dać się złapać. Leżąc i brocząc krwią, strzelił sobie w głowę.

Sierpniowa masakra w Oak Creek to najtragiczniejsza zbrodnia na tle rasowym, do jakiej doszło w Stanach Zjednoczonych w minionym roku. Wade Michael Page kierował się nie chęcią zarobku czy zemsty, lecz zwykłą nienawiścią do mniejszości etnicznych – w tym przypadku Sikhów, których jest w USA ponad pół miliona. Co ciekawe, w latach 1992–1998 pracował dla amerykańskiej armii. Wyrzucono i zdegradowano go jednak za picie na służbie. Od tamtego czasu podsycał w sobie nacjonalistyczne uprzedzenia. Był członkiem Hammerskins, jednej z najlepiej zorganizowanych organizacji neonazistowskich w USA. W 2005 r. założył zespół End Apatia, grał również w zespole Definite Hate. Teksty obydwu grup nawołują wprost do gnębienia i mordowania Żydów, czarnoskórych czy gejów, bo ci „zagrażają białej rasie panów”.

Pułapki demokracji doskonałej

Tego typu tragedie wyjątkowo często rozgrywają się w Stanach Zjednoczonych. Nie bez przyczyny. Liberalne prawo, a przede wszystkim świętość swobód obywatelskich sprawiają, że Ameryka to dziś prawdziwy raj dla organizacji neonazistowskich. W internecie panuje niczym nieskrępowana swoboda. CIA i FBI twierdzą, że mają  na oku najniebezpieczniejsze organizacje, jednak nawet jeśli to prawda, to niewiele z tym robią. Już 10 lat wcześniej SPLC (Southern Poverty Law Center), amerykańska organizacja pozarządowa, która monitoruje aktywność grup ekstremistycznych w USA, ostrzegała przed skrajnie agresywnymi nacjonalistami. Wśród nich było nazwisko Page’a!

Nawet strona internetowa Redwatch, w Polsce wielokrotnie delegalizowana i zamykana, istnieje dziś na amerykańskich serwerach (Redwatch to portal, na którym neonaziści zamieszczają dane osobowe i adresowe polskich „wrogów rasy”, z którymi „powinno się zrobić porządek”).

Jasno więc widać, że w tym przypadku amerykańskie pojęcie o demokracji nie idzie w parze ze zdrowym rozsądkiem. Niepodważalność zapisów konstytucji, a zwłaszcza pierwszej poprawki (wolność religii, prasy, słowa, petycji i zgromadzeń), sprawiają, że bez skrępowania można tam głosić nazistowskie hasła i idee. Obnoszenie się ze swastykami, okrzyki w stylu „Heil Hitler” czy unoszenie prawej ręki w hitlerowskim pozdrowieniu, w przeciwieństwie do reszty demokratycznego świata, nie są karalne.

Mało tego, bez cienia zażenowania można kupić dewocjonalia związane z Hitlerem i nazistowską ideologią III Rzeszy.

Od 1920 r. funkcjonuje Amerykański Związek Wolności (ACLU – American Civil Liberties Union), organizacja non profit, której celem jest ochrona praw obywatelskich, gwarantowanych przez konstytucję. Dzięki imponującemu budżetowi 100 mln dolarów całkowicie za darmo angażuje się w spory prawne, pomagając poszkodowanym w rozprawach sądowych, opłacając prawników itp. Klientami są zarówno mniejszości narodowe, obywatele mający problem z pracodawcą, jak i organizacje ekstremistyczne. Swego czasu do ACLU przylgnęła opinia organizacji zrzeszającej ludzi nietolerancyjnych, głównie za sprawą obrony Ku-Klux-Klanu. Zdaniem działaczy konstytucyjna wolność słowa i zgromadzeń gwarantuje wszystkim te same prawa. Bez względu na ideologię.

Wszystko to sprawia, że Ameryka jest najatrakcyjniejszym miejscem schronienia dla ekstremistów z całego świata. Jeśli nic się nie zmieni, w Stanach może zrobić się naprawdę gorąco. Wskazuje na to raport Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego USA, w którym autorzy ostrzegają, że skrajnie prawicowe amerykańskie organizacje stanowią jedno z największych zagrożeń terrorystycznych w kraju.

Amerykanie do dziś pamiętają zamach terrorystyczny z 19 kwietnia 1995 r. W wyniku wybuchu materiałów wybuchowych, którymi wypełniona była podstawiona ciężarówka, zawalił się 7-piętrowy budynek federalny. Zginęło wówczas 168 osób, a 680 zostało rannych. Do czasu ataku na World Trade Center w 2001 roku był to największy zamach terrorystyczny, do jakiego doszło na terenie USA. Pomysłodawca i główny inicjator zamachu Timothy McVeigh, zatrzymany i skazany na karę śmierci, był działaczem skrajnie prawicowych organizacji.

 

Z amerykańskimi działaczami kontaktował się również Anders Breivik, zabójca 77 osób z Norwegii. W napisanym przez siebie manifeście ponad 50 razy cytował wypowiedzi z amerykańskich forów neonazistowskich.