Nihil novi sub sole. Już politycy ateńscy odkryli, że umiejętna autopromocja może stanowić gwarancję sukcesu. Jednak przesada w tej materii mogła przynieść skutki odwrotne do zamierzonych. Weźmy takiego Arystydesa, jednego z bohaterów bitwy pod Maratonem. Przyjaciele pod niebiosa wychwalali jego uczciwość. Wkrótce też Arystydes począł uchodzić za wcielenie wszelakich cnót. Po zwycięstwie nad Persami to właśnie jemu powierzono pieczę nad łupami. Powszechnie zwano go też „sprawiedliwym”. Dziś wielu polityków dałoby się pokroić za taki wizerunek.

Co jakiś czas Ateńczycy organizowali „konkurs” na najbardziej niepopularnego polityka w mieście, rzekomo dla obrony przed zakusami zbyt ambitnych jednostek. „Zwycięzca” musiał na 10 lat opuścić ojczyznę. Nie powinno to dziwić. Wszak wielu z nas chętnie usunęłoby niektóre osoby z życia publicznego i wyrugowało pewne twarze ze środków masowego przekazu. Rzecz w tym, że nasze antypatie bywają krańcowo różne. Ateńczycy także zdawali sobie z tego sprawę. Wyznaczonego dnia na ateńskim rynku wydzielano miejsce do głosowania. Imiona „ faworytów ” pracowicie skrobano na kawałkach glinianych naczyń. Specjalni urzędnicy sprawdzali wszystkich wchodzących, aby nikt nie mógł oddać swojego głosu dwukrotnie. Pod koniec dnia owe skorupy sortowano i liczono, a „zdobywca” głównej nagrody zaczynał pakować manatki. Musimy zrozumieć skalę tego zjawiska. To tak, jakby w średniej wielkości stolicy powiatu przeprowadzić referendum w sprawie wyrzucenia z miasteczka najbardziej niepopularnej osoby. Ręczę, że zwycięzcą okazałby się ktoś w rodzaju byłego burmistrza krętacza lub odnoszącego sukcesy bogacza, skreślonego przez klikę zawistnych sąsiadów. W Atenach było podobnie, zawiść zaćmiewała umysły wyborców.

UCZCIWEMU BIADA


W czasie takiego referendum tłumione niechęci obywateli eliminowały nawet problemy z frekwencją wyborczą. W czasach bitwy pod Maratonem było w Atenach około 10 tysięcy zamożnych obywateli, uprawnionych do głosowania i podejmowania decyzji. Później nadano prawa wyborcze także biedocie. Mimo to nadal zdarzały się problemy z zebraniem kworum 6 tysięcy obywateli. W takich przypadkach uciekano się do pomocy łuczników scytyjskich, pełniących rolę policji miejskiej. Urządzano wówczas prawdziwą łapankę na spóźnialskich. Jednak w dniu „sądu skorupkowego” wszystko zazwyczaj szło pięknym ładem. Takiego właśnie dnia Arystydes spotkał na rynku niepiśmiennego chłopa. Nie wiedząc, z kim ma do czynienia, człeczyna poprosił „męża sprawiedliwego” o napisanie na skorupce imienia: „Arystydes”. Zapytany o powody takiej decyzji, powiedział, że Arystydes wprawdzie nic złego mu nie uczynił, ale znudziło mu się ciągłe słuchanie, jaki to on sprawiedliwy. Chcąc nie chcąc, polityk posłusznie wyskrobał własne imię na glinianym czerepie. Zbyt często eksponowana cnota też się może wyborcom znudzić. Nie można jednak zaprzeczyć, że wygnanie swoje zawdzięczał Arystydes zręcznym manipulacjom rywala, Temistoklesa. Spryt tego ostatniego znała cała Hellada, jego bowiem strategii zawdzięczali Grecy zwycięstwo nad Persami pod Salaminą. Dzięki Temistoklesowi Ateny stały się mocarstwem morskim. Jednak lud ateński miał krótką pamięć.

W dziesięć lat po wygnaniu Arystydesa główną „wygraną” w skorupkowej loterii zgarnął właśnie Temistokles. Pokonano go za pomocą jego własnej broni. Na północnym stoku Akropolu, w wyschniętej studni, archeolodzy natrafili na 190 połamanych skorup. Na wszystkich wypisano imię Temistoklesa. Co ciekawe, wszystkie wykonano w jednym warsztacie. Pokrywały je też ślady zaledwie czternastu charakterów pisma. Zapewne przygotowano je zawczasu, aby wykorzystać w dniu głosowania. Trudno o wymowniejsze świadectwo manipulacji wyborczych. Platon uważał, że największą zmorą demokracji są rządy ludzi niekompetentnych i przypadkowość wyborów, dokonywanych przez współobywateli. Jednak najbardziej niebezpieczne okazały się wizje świetlanej przyszłości, roztaczane przez ambitnych demagogów. „Lud występujący jako monarcha stara się okazać swą władzę monarchiczną, nie kierując się prawem, i staje się despotą, tak że nawet pochlebcy u niego do znaczenia dochodzą” – napisał Arystoteles.

TEMAT ZASTĘPCZY


Skutecznym lizusem okazał się pewien uroczy hulaka i uczeń Sokratesa, młodzieniec imieniem Alkibiades. Bardzo zręcznie zadbał o wyrazistość własnego wizerunku: „Miał Alkibiades psa godnej wielkości i piękności. Obciął mu ogon, zresztą bardzo ładny. Upominali go jego najbliżsi, mówiąc, że pies wszystkich gryzie i ludzie źle mówią o nim samym, a on na to ze śmiechem: Stało się, czego chciałem! A chciałem, żeby Ateńczycy o tym gadali i nie mówili o mnie czegoś gorszego – pisał Plutarch.

Już dwa i pół tysiąca lat przed epoką Hollywood odkryto, że umiejętnie rozsiewane plotki przysparzają popularności. Tenże Alkibiades namówił Ateńczyków do najbardziej niedorzecznej awantury w dziejach Hellady. Chodziło o podbój sycylijskich Syrakuz, miasta odległego i neutralnego wobec Aten. Roztoczywszy przed zgromadzeniem płomienną wizję panowania nad Sycylią, Kartaginą i całym niemalże światem, Alkibiades tak omamił obywateli, że oddano mu do dyspozycji flotę, żołnierzy i niemal wszystko, co stanowiło o znaczeniu Aten. Sprzeciwy rozsądnego i doświadczonego wodza Nikiasza utonęły w fali ogólnej euforii. Trudno nie docenić głupoty głosujących: „Na ogół nie orientowali się oni ani w wielkości wyspy, ani w liczbie zamieszkujących ją Hellenów i barbarzyńców” – powiada historyk Tukidydes.

KOMISJA ŚLEDCZA

 


Tuż przed wypłynięciem floty wydarzył się skandal. Jacyś nicponie poobtłukiwali nosy i inne wystające szczegóły świętym Hermom. Były to słupy, zwieńczone głową Hermesa, posłańca bogów i patrona interesów, zaopatrzone w rzeźbione fallusy w stanie erekcji. W Atenach bożek ten cieszył się wielkim szacunkiem, a jego posążki miały przynosić miastu szczęście. Niestety, nocni obtłukiwacze działali bardzo metodycznie, gdyż pozbawili uniesionych elementów figury Hermesa w całych prawie Atenach. Dla pobożnych Ateńczyków było to jawne bluźnierstwo. Gdzie jednak szukać sprawców tego świętokradztwa? Jak to zwykle bywa w przypadku wykrycia grubej afery, zgromadzenie postanowiło powołać komisję śledczą do zbadania sprawy.

Tymczasem flota odpłynęła, a komisja, jak to komisja śledcza, po przesłuchaniu niezbyt wiarygodnych świadków zrzuciła winę na najpopularniejszego polityka w mieście, to jest na Alkibiadesa. Już wtedy wiedziano, że wszelkiego rodzaju pomówienia i oszczerstwa są tak samo skuteczne jak gliniane skorupy. Dając wiarę tym oskarżeniom, Ateńczycy zaszkodzili także samym sobie. Wieści te rychło dotarły do oblężonych Syrakuz. Obrażony Alkibiades zbiegł do Sparty. Za jego radą Lacedemończycy wysłali do Syrakuz doświadczonego wodza, Gylipposa, który pokonał Ateńczyków. Wyprawa zakończyła się fiaskiem. Co ciekawe, niektórzy ludzie nadal wierzą komisjom śledczym i obiecywaczom świetlanej przyszłości.

dr Radosław Gawroński