Pieni III od Kenko brzmi na papierze absurdalnie, wszystko dlatego, że zdjęcia nie są w stanie oddać, ja naprawdę tyci jest ten aparat. Stworzono go w formie wisiorka, więc waży zaledwie 18 gramów oraz mierzy tylko 53 milimetry długości. Zaprojektowano go jak miniaturkę aparatów sprzed lat. Z kolorem u dołu i obowiązkowym srebrem w górnej części urządzenia, a także wokół obiektywu.
Aparat Pieni III Kenko pokazuje, że w zdjęciach niskiej jakości da się zakląć duszę i magię doświadczeń
Kenko dołącza do zabawy z innym producentami aparatów w formie czterech urządzeń w kolorach różowej truskawki, niebieskiej sody, a także w mleka i klasycznej czerni. Japoński producent chwyta wszystkie sroki za ogon, więc za jednym zamachem przyłącza się do zabawy z wydawaniem swoistych breloczków, a także sprzętu cyfrowego pozbawionego podglądu przez ekran.

Poza tym aparacik jest prosty w obsłudze i ma za zadanie dostarczać frajdy, nieperfekcyjnych zdjęć. Dlatego częścią zabawy jest nie widzieć, co wyszło, dopóki się fotografii nie przeniesie na pamięć smartfona albo komputera. Pod kątem zakresu funkcji, wszystko mówi ilość dostępnych przycisków.
Czytaj też: Nowoczesne retro aparaty analogowe atakują i nikt się im nie może oprzeć
Jeden z nich obsługuje migawkę oraz włączy i wyłącza aparat, zaś drugi ma równie odpowiedzialne zadanie, gdyż służy do przełączania trybów: wideo oraz robienie zdjęć. Zaskakująco włożono w tę opcję trochę więcej energii, niż się z reguły można przekonać. Lampka na tyle, informuje czy w danej chwili się zrobi zdjęcie (czerwona), czy rozpocznie nagrywanie wideo (niebieska). Co ciekawe, to ostatnie nagra nawet dźwięk, lecz próżno oczekiwać wysokiej jakości, pewnie będzie wiele zakłóceń.

Nagrania mają rozdzielczość 720 x 480 pikseli w 30 klatkach na sekundę, zaś dla fotografii, Kenko przygotowało tycią matrycę CMOS 1/10″ 0,32 MP, które będzie rejestrowała obrazy otrzymane z dumnie brzmiącego, równie małego obiektywu 1,8mm f/2.8. Z tej mieszanki otrzymuje się zdjęcia o oszałamiającym charakterze 1,38 MP.

Z taką mocą można oczekiwać prawdziwie lo-fi zdjęć i konieczności dużej ilości światła, żeby szczegóły się nie gubiły. Lepiej też unikać kierowania obiektywu w stronę ostrego światła, przykłady dostępne na stronie Kenko wydają się być dobrym kierunkowskazem możliwości tego tyciego aparatu. Widać w nich prawie zerową jakość, lecz wiele emocji, które dają się uchwycić nawet w czymś tak niedużym.
Cena i dostępność
Kenko naprawdę włożyło w ten projekt więcej energii, niż się można spodziewać. Poza wspomnianą lampką jest jeszcze tyci wizjer oraz gniazdo karty pamięci microSD (wspiera nawet do 32 GB, co jest nieprzyzwoicie za dużo na to urządzenie) i co najważniejsze WBUDOWANY MAGNES! To ostatnie to super dodatek pozwalający przymocować aparacik do dowolnej metalowej powierzchni, co się przyda podczas nagrywania nietuzinkowych wideo.





Przy pomocy kabla USB-C można ładować oraz ściągać zdjęcia na smartfony i komputery. Aparacik jest do kupienia w Japonii, a także na Amazonie w cenie około 160 złotych (6600 jenów).
Źródło: designboom
