Teraz pojawiło się jednak Tamadoggo. To nowa aplikacja dla właścicieli psów i kotów, która działa jak cyfrowy dziennik życia pupila. Można w niej zapisywać spacery, posiłki, wagę, wizyty u weterynarza, szczepienia, leki, ważne momenty i zwykłe drobiazgi, których po miesiącu zwykle już się nie pamięta. Twórcy opisują ją jako living journal, czyli żywy dziennik, a nie chłodny panel z wykresami. Jest w niej trochę logistyki, trochę niepokoju, dużo przywiązania i mnóstwo małych obserwacji, które dopiero po czasie układają się w coś ważnego.
Cyfrowy notes dla tych, którzy ciągle coś zapominają
Tamadoggo pozwala prowadzić jedną chronologiczną oś wydarzeń. Trafiają tam wizyty u weterynarza, szczepienia, zmiany karmy, masa ciała, spacery, zabawne momenty, urodziny i własne notatki. Do wpisów można dodawać zdjęcia, a aplikacja buduje z nich coś pomiędzy kartą zdrowia a albumem. W bezpłatnej wersji dostępny jest jeden profil zwierzaka, nielimitowana oś czasu, ręczne przypomnienia, wykresy wagi i podstawowe funkcje dziennika.
Brzmi to może jak kolejny organizer, ale przy zwierzakach takie drobiazgi potrafią naprawdę ułatwić życie. Zwłaszcza gdy w domu opieką dzieli się kilka osób. Jedna pamięta, że pies dostał lek, druga jest pewna, że jeszcze nie. Ktoś zmienił karmę, ktoś inny podał nowy przysmak, a po dwóch dniach zaczyna się drapanie. Wtedy zwykłe pytanie: od kiedy to trwa? nagle staje się śledztwem prowadzonym na podstawie rozmów, paragonów i zdjęć z telefonu.

AI ma patrzeć na wzorce, a nie udawać weterynarza
Najbardziej ryzykownym elementem Tamadoggo jest oczywiście sztuczna inteligencja. W aplikacjach zdrowotnych, także tych dla zwierząt, granica między pomocną obserwacją a cyfrową nadgorliwością bywa cienka. Tutaj AI ma działać pasywnie. Nie ma czatu, nie ma wpisywania promptów, nie ma diagnozowania pupila na podstawie trzech notatek i zdjęcia miski. System analizuje zapisane dane i może zwracać uwagę na powtarzające się schematy: częstsze drapanie, zmianę porannej aktywności, stabilną wagę albo dłuższe spacery w konkretne dni.
To akurat bardziej mnie przekonuje niż kolejny cyfrowy doradca od wszystkiego. Właściciel zwierzaka nie potrzebuje aplikacji, która będzie straszyć po każdym kichnięciu. Potrzebuje raczej spokojnego przypomnienia, że coś warto zanotować przed wizytą u lekarza. Zwierzęta nie powiedzą nam, co je boli, więc obserwacja jest jednym z najważniejszych narzędzi opiekuna. Problem w tym, że pamięć człowieka ma tendencję do upiększania, skracania i mylenia dat. Aplikacja może być tu mniej emocjonalna od nas, co czasem jest zaletą.
Kartoteka, album i trochę Tamagotchi
Tamadoggo ma też bardziej miękką, wizualną warstwę. Każdy pupil dostaje własny Crib, czyli ilustrowany pokój w stylu kojarzącym się z Tamagotchi. Poszczególne elementy prowadzą do funkcji: kalendarza, dokumentacji weterynaryjnej, zdjęć, wagi, posiłków, kamieni milowych czy ustawień. Do wyboru jest 16 osobowości dla psów i kotów, w tym 10 psich i 6 kocich. Koty pojawiły się w aplikacji w wersji 1.1, choć rozpoznawanie rasy działa na razie tylko dla psów.
Można się lekko uśmiechnąć, bo dorabianie zwierzakowi cyfrowego pokoju zahacza o ten sam rejon internetu, w którym kot ma więcej akcesoriów niż jego właściciel ubrań na wyjazd. Ale jest w tym pewien haczyk psychologiczny. Aplikacje do regularnego zapisywania czegokolwiek często przegrywają z nudą. Jeżeli dziennik pupila ma być używany dłużej niż przez trzy dni po instalacji, musi być przyjemny. Sucha tabela z kategorią: szczepienie, data, dawka, załącznik, pewnie szybko wylądowałaby obok aplikacji do liczenia kalorii, które otworzyłyśmy raz w poniedziałek i porzuciłyśmy w czwartek.

Dokumenty od weterynarza bez domowego archiwum
W wersji Pro pojawia się skanowanie dokumentów. W praktyce chodzi o to, że zdjęcie rachunku, recepty czy dokumentu od weterynarza może zostać przepisane do uporządkowanych rekordów. Aplikacja ma wyciągać z nich diagnozy, szczepienia, dawki i daty. Jest też eksport osi czasu do PDF, przydatny przy zmianie lekarza, wyjeździe z petsitterem albo wtedy, gdy po prostu chcemy mieć wszystko w jednym pliku.
To jedna z tych funkcji, które nie są efektowne na pierwszy rzut oka, ale mogą oszczędzić sporo nerwów. Zwłaszcza przy zwierzętach przewlekle chorych, alergicznych albo starszych. Wtedy dokumentacja przestaje być dodatkiem. Staje się pamięcią zastępczą, bez której trudno sensownie rozmawiać o leczeniu.
Ile kosztuje taki spokój?
Tamadoggo działa bezpłatnie w podstawowym wariancie. Wersja Pro kosztuje w rozliczeniu rocznym 49,99 dolarów, czyli około 185 zł, co daje 4,16 dolara miesięcznie, czyli około 15 zł. W App Store cena jest wyższa: 8,99 dolarów miesięcznie, czyli około 33 zł, albo 59,99 dolarów rocznie, czyli około 220 zł. Subskrypcja obejmuje między innymi nieograniczoną liczbę profili, skanowanie dokumentów, AI insights, inteligentne przypomnienia, miesięczne listy podsumowujące, eksport PDF, notatki głosowe i synchronizację w chmurze. Na razie aplikacja jest dostępna na iOS, a Android znajduje się w planach.
Tamadoggo dobrze pokazuje, gdzie zmierza rynek aplikacji dla właścicieli zwierząt. Przez lata wystarczały przypomnienia o szczepieniu i lista leków. Teraz chcemy czegoś bardziej osobistego, ale nadal użytecznego. Chcemy pamiętać nie tylko datę odrobaczenia, lecz także pierwszy spokojny spacer po adopcji, powrót apetytu po chorobie czy ten moment, w którym kot po raz pierwszy uznał nowy koc za swoje królestwo.
Czy każdy potrzebuje AI do opieki nad psem lub kotem? Oczywiście, że nie. Przy zdrowym, młodym zwierzaku zwykły notes też da radę. Ale przy większej liczbie pupili, chorobach, alergiach, zmianach karmy i innych zadaniach taka aplikacja może przestać być gadżetem, a zacząć być porządnym archiwum codzienności. I chyba właśnie w tym tkwi jej urok. Nie obiecuje, że zrozumie naszego psa albo kota lepiej niż my. Może po prostu pomóc nam lepiej pamiętać to, co sami widziałyśmy, ale co z czasem lubi rozmyć się w codziennym biegu.
Każdy musi się tylko zastanowić, czy chce płacić za dostęp do niej, czy być może da radę sprytnie zagospodarować bezpłatny notatnik w telefonie.
