Gdy w 1777 roku konfederat  barski Karol Radziwiłł wrócił na mocy amnestii do Nieświeża, jego rubaszne powiedzenie „Panie Kochanku” wieściło lepsze czasy dla zamku, zdobytego podczas walk przez Rosjan. I choć okupanci nie oddali części armat, biblioteki (liczącej 20 tys. tomów) i wielu cennych przedmiotów, Nieśwież pozostał skarbcem największego rodu Litwy. 

Po powrocie w nieświeskie pielesze książę kipiał energią. Zabrał się za gospodarkę, zdewastowaną latami zawieruchy i pańskiej nieobecności. Wróciły dobre czasy dla fabryki pasów i dywanów w Słucku oraz huty szkła w Nalibokach. „Panie Kochanku” zapłacił też za rozbudowę i ozdobienie zniszczonego przez rosyjskie kontrybucje miasta. Przywrócił do życia prywatne wojsko, szkołę kadetów i teatr. W pobliskiej Albie powstała letnia „altana” i 180 domków. Po kanałach krążyła radziwiłłowska „flota”, imitująca prawdziwe okręty oraz ich załogi. Nie zabrakło też kościoła, teatru, szpitalika z apteką, bażantarni, łabędziarni, królikarni i zwierzyńca. 

Ten, kto widział nieświeskie obchody stulecia wiktorii wiedeńskiej, okraszone wystawą trofeów i darów otrzymanych przez Radziwiłłów z rąk Jana III, nigdy tego nie zapomniał. Z przepychem przyjął też „Panie Kochanku” w 1784 roku jadącego do Grodna na sejm króla Stanisława Augusta. Gwoździem programu była odegrana na kanałach inscenizacja… zdobycia Gibraltaru. 

Ekscentryczny książę nie dożył (na szczęście dla siebie) konstytucji majowej i drugiego rozbioru. Zmarł w Białej w 1790 roku, jego zwłoki trafiły potem do rodzinnej krypty. Do II wojny światowej spoczęły w niej w sumie 102. radziwiłłowskie trumny… 

„NIESFORNY I ZANIEDBANY” 

Zagarnięty przez Rosję po II rozbiorze Nieśwież stał się na krótko siedzibą powiatu nowego namiestnictwa mińskiego. Dobroć Katarzyny Wielkiej tłumaczył miejscowym namiestnik, osiadły na zamku generał Tutomlin. Balami i zabawami zjednał sobie okoliczną szlachtę, a niejednego zachęcił do służby „matuszce”. 

Po bezpotomnym „Panie Kochanku” ogromna ordynacja przeszła na czteroletniego bratanka księcia Dominika. Wychowany przez Czartoryskich, a nadzorowany w Nieświeżu przez radziwiłłowski klan młodzieniec uchodził za „niesfornego i zaniedbanego”. Balował i wydawał pieniądze bez miary, serce miał wszak dobre: po pożarze 1806 roku miasto Nieśwież odnowiono i wzbogacono o nowe sklepy, restauracje i stację pocztową. Rodzina zdołała ożenić ordynata w 1807 roku z hrabianką Mniszchówną, ale nadzieje na ustatkowanie prysły już rok później: na ślubie hr. Starzeńskiego z Teofilą Morawską, cioteczną sio-strą Dominika. Jak pisze Stanisław Cat-Mackiewicz, książę „prowadzi ją do ołtarza czy też do weselnego stołu, siada przy niej i w czasie jedzenia i picia toastów na rzecz młodej pary, nowo zaślubionych państwa Starzeńskich, dochodzi z nią do porozumienia. W pewnej chwili wstaje od stołu, dyskretnie schodzi do swej karety, po chwili wstaje także ona, wymyka się do tejże karety i w czasie, kiedy są tam dopijane ślubne toasty, uciekają daleko. Wyjeżdżają natychmiast do Austrii. Tam, w Grazu, wśród pięknego górskiego krajobrazu, rodzi im się synek w dniu 29 lutego 1808 r., akurat w dziewięć miesięcy po ślubie matki ze Starzeńskim”.

Książę ożeni się z rozwiedzioną już Teofilą i usynowi małego Dominika-Aleksandra, siejąc ziarno przyszłego prawniczego sporu o spadek (byli z żoną kuzynami, a nie zadbali o przedślubną dyspensę). Na razie jednak spędził burzliwy rok 1809 w podróżach po Europie. Powrót do Nieświeża w kwietniu 1810 roku okazał się – niespodziewanie – tylko krótkim wytchnieniem przed kolejnym, najważniejszym etapem życia księcia. Wkroczyła w nie bowiem polityka. 

Wydający rocznie 2 mln złotych na konie (i kobiety) Radziwiłł nie spieszył się dotąd z politycznymi deklaracjami, choć kaptowali go tak stronnicy Napoleona, jak cara Aleksandra. Głos za Francją i wyjazd do Księstwa Warszawskiego oznaczał (doświadczyło tego wielu Litwinów) sekwestr majątku i ciężkie czasy dla Nieświeża. A jednak w grudniu 1810 roku książę zgłosił się do wojska polskiego. Większość współczesnych i historyków przyklasnęła desperackiej decyzji gorącego patrioty, ale mądry Szymon Askenazy dostrzegał tu „ciemną, misterną głęboką intrygę prywatną”, która „pod pozorem obywatelskiej gorliwości popchnęła młodego, niedoświadczonego ks. Dominika Radziwiłła do przedwczesnego przeciw Rosji porywu”.

Ciekawe, że książę Poniatowski, mimo korzyści płynących z obecności ordynata, „bacząc na wynikające stąd oczywiste narażenie z krzywdą tyleż dla właściciela, co dla kraju, olbrzymiej fortuny Radziwiłłowskiej, mieszczącej wtedy w samym kordonie rosyjskim do 120 tysięcy ludności, stanowczo odmawiał od tego kroku i nadaremnie ostrzegał dwudziestokilkuletniego, szlachetnego, a nieszczęśliwego młodzieńca”. Wedle Dariusza Nawrota, biografa Dominika, łudzono go odzyskaniem świetności przez dom Radziwiłłów po zwycięstwie nad Rosją, a profrancuski zwrot klanu Czartoryskich i Zamoyskich nie był bez znaczenia. 

Stało się, co się stać musiało. W grudniu 1811 r. władze rosyjskie nałożyły sekwestr na dobra nieświeskie. Jeszcze wcześniej, w marcu, by złożyć dar na polskie wojsko (180 tys. zł na potrzeby ogólne, 36 tys. na potrzeby edukacji), ks. Dominik pożyczył u Poniatowskiego ponad 200 tys. złotych. 

Z UŁANA SZWOLEŻER

 

Na wojnę z Rosją poszedł Radziwiłł na czele 8. pułku ułanów. To jemu, pierwszemu magnatowi Wielkiego Księstwa, spadkobiercy wielkiej fortuny i sławy, kazał Napoleon wkroczyć 28 czerwca 1812 roku do Wilna. To z jego pułkiem koło Ostrowna szarżowało bożyszcze jazdy całego świata, marszałek Murat. Dominik dostał się zaś do 10. Biuletynu Wielkiej Armii jako „oficer niezwykle nieustraszony”, odznaczony przez cesarza Legią Honorową. To jego stawiał Napoleon za wzór „miękkiemu” ponoć w ściganiu Rosjan Poniatowskiemu, zrzędząc, że „gdyby mój Radziwiłł był na czele Polaków, Bagration nie byłby uszedł”. „O nim można było powiedzieć, że nie znał przeszkód” – pisał szwoleżer Załuski. Prawda, że chwalący dzielność i dobroć księcia bystry Niemcewicz dodawał: „nie z rozciągłym umysłem”. 

Ceną było szybkie topnienie pułku, który zresztą książę opuścił na krótko przez chorobę spojówek. Wyleczył się, by szarżować pod Borodino i podziwiać odnalezioną w kremlowskim skarbcu klingę radziwiłłowskiej szabli. Na początku odwrotu Napoleon oderwał księcia od 40 żywych jeszcze ułanów, czyniąc go drugim majorem szwoleżerów gwardii, czyli zastępcą dowódcy – gen. Wincentego Krasińskiego. To Radziwiłł miał wreszcie 25 listopada wskazać bród pod Studzianką, na którym stanęły ratujące Wielką Armię mosty. Wiedział, co mówi: był wszak na swoich (przed sekwestrem) włościach. W styczniu 1813 roku, odziany w strzępy munduru i zarośnięty, najpotężniejszy magnat Litwy przedarł się do Warszawy. 

WIELKA GRABIEŻ

Czasy konfederacji barskiej nauczyły Radziwiłłów ostrożności. W niespokojnych momentach najcenniejsze dobra chowano w tajemnym skarbcu, o którym wiedzieli tylko najbardziej zaufani. Jeszcze przed 1812 rokiem w obawie o sekwestr dzieł sztuki i rzemiosła wiele z nich wyniesiono z sal zamkowych. Nienawiść władz do „zdrajcy” Radziwiłła objawić się mogła w każdej chwili. Drogę do schowka znał ponoć jeden tylko człowiek – burgrabia Albert Burchelski. 

11 listopada 1812 roku Nieśwież zajęła straż przednia walczącej wcześniej z Turkami, ciągnącej na Borysów 3. Armii Zachodniej admirała Cziczagowa. Wedle plotki to nieświeski Żyd zdradził Rosjanom istnienie schowka i Burchelskiego. Po skatowaniu służących, groźbami wymuszono na burgrabim otwarcie skarbca. Przesłuchania prowadzić miał zdolny generał (jeden z czterech braci w tym stopniu), wybitny mason i dobry poeta w jednym Siergiej Tuczkow. Cziczagow ustanowił komisję złożoną z generałów i wyższych oficerów, która pod pozorem poszukiwania dóbr zagrabionych w Moskwie ogołociła nieświeski skarbiec i komnaty. Na pytanie, co i w jakich ilościach zabrało państwo, co wchłonęły kieszenie generałów, a co rozgrabiono – nie ma odpowiedzi. Jak pisał Janusz Iwaszkiewicz, wywieziono „wspaniałe kolekcje tabakierek, biżuterii wszelkiego rodzaju, staroświecką porcelanę, bogate zbiory numizmatów i medali, chińskie i tureckie namioty, tkaniny i makaty staroświeckie, buławy hetmańskie wysadzane drogiemi kamieniami, srebro i złoto kościelne, wspaniałe ornaty i monstrancje, srebrne i złote serwisy, broń staroświecką, pancerze i tarcze, puginały tureckie, wspaniałe rzędy na konie, wozy i cenne dzieła z biblioteki, wreszcie wiele przedmiotów pamiątkowych, jak czapka z wyobrażeniem Świętego Ducha, miecz przysłany Sobieskiemu przez papieża Innocentego XI, oraz inne pamiątki po Sobieskim”. Była wśród nich kopia koronacyjnego Szczerbca. Straty, nie licząc grabieży w folwarkach, wycenił zarząd dóbr radziwiłłowskich na 10 milionów dawnych polskich złotych. 

Ogołocony ze skarbów zamek wydano na łup wojsku, które wynosiło zeń wszystko, nie wyłączając archiwum. Palono „przy ogniach obozowych akty i dokumenty wagi pierwszorzędnej dla historii krajowej. Fosy zamku nieświeskiego zapełnione były porozrzucanymi w nieładzie dokumentami. Niszcząc archiwum, żołnierze poszukiwali tylko puszek metalowych do pieczęci, które odrywali i zabierali ze sobą”. 

Pogłoski, że pierwsza fala rabunku nie zabrała wszystkiego, sprawiły chyba, że 15 grudnia wrócił do Nieświeża Tuczkow i wraz z kozackim pułkownikiem Grekowem wziął się za burgrabiego. Trzymany dniami o chłodzie i głodzie Burchelski nie wydał już niczego, za to skargi nieświeskiego plenipotenta Ludwika Kamieńskiego przebiły się aż do cara. Tuczkowa wydalono z armii wiosną 1813 roku i kazano mu w Mińsku czekać na wyniki dochodzenia. Trwać miało 16 lat i złamało mu karierę. Nienawiść, jaką żywiła doń druga osoba w państwie, generał Aleksiej Arakczejew, tłumaczy w części surowość sankcji. 

Jest sprawa, są gdzieś papiery – pocieszają się zwykle historycy. Dzięki „sprawie Tuczkowa” możemy po trosze odtworzyć łup z Nieświeża. Leży przede mną kopia inwentarza, sporządzonego w maju 1813 roku dla generała Barclaya de Tolly (zastąpił Cziczagowa obwinionego o nieudolność nad Berezyną). Z 11 skrzyń dowiezionych przez 3. Armię pod Toruń, 2 (pełne ksiąg, instrumentów, a może i numizmatów) car darował Charkowskiemu Uniwersytetowi Imperatorskiemu. Zawartość pozostałych też wypełniłaby spore muzeum: kruszcowe krzyże, ikony, zastawa, broń. Nie wiemy jednak, czy Rosjanie uwieźli tylko tych 11 skrzyń… 

Nie ma w spisie sławnych posągów  12 apostołów ze srebra i złota, które widzieć miał w Nieświeżu m.in. kilkunastoletni Adam Czartoryski. Czy i gdzie je ukryto? Już dwieście lat trwają poszukiwania. Kto chce, ten wierzy w 35-kilometrowy tunel, łączący zamki w Nieświeżu i Mirze...

BERLIN W NIEŚWIEŻU

Dominik Radziwiłł nie przeżył wojny. Zmarł 11 listopada 1813 r. po trafieniu odłamkiem w głowę pod Hanau. Jego kolega szwoleżer określił potem Radziwiłła jako „jednego z największych panów polskich, grzecznego, łagodnego, odważnego, miłosiernego i dlatego powszechnie od wszystkich żałowanego”. Sprawami Dominika, zwłaszcza długami, specjalna komisja zajmowała się do roku 1839. Córkę Stefanię (z Mniszchówny) wydano za rosyjskiego generała Sayn-Wittgensteina; jej ogromne dobra (tzw. alodialne) obejmowały m.in. podwileńskie Werki. Ordynacja przeszła na Antoniego Radziwiłła „kleckiego”, berlińczyka, męża księżniczki von Hohenzollern, po 1815 roku namiestnika Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Syn Dominika i Teofili – Aleksander – na darmo starał się o uznanie swoich praw.

 

Gospodarką przez dziesięciolecia zajmowali się wynajęci fachowcy, natomiast nieświeskim zamkiem – nikt. Za ordynatów „berlińskich”, tzn. Antoniego (zm. 1833) i generała piechoty Wilhelma (zm. 1870), Nieśwież po-padł w zapomnienie. Syn Antoniego  – też Wilhelm i też niemiecki generał – wysłał jednak na Białoruś żonę Marię. Znudzona Berlinem piękna i mądra Francuzka (w której żyłach płynęła krew marszałka Francji de Castellane’a oraz Talleyrandów) uparła się, by „ratować dla dzieci siedzibę godną ich nazwiska i godną dziejów ich ojczyzny”. 

Ćwierć wieku prac i inwestycji przywróciło Nieśwież do życia. Księżnej udało się, po wspartych z Berlina zabiegach w Petersburgu, odzyskać dwie skrzynie kosztowności zrabowanych w 1812 roku. Mogła też wycofać z muzeów przedmioty, których proweniencję zdołała wykazać. Salom: Hetmańskiej (dawniej Złotej), Marmurowej i Królewskiej wróciła część urody. W Hetmańskiej zawisły 22 pasy słuckie i portrety rodowe – resztka kolekcji 225 obrazów. Uporządkowano sławną niegdyś zbrojownię. Wcześniej wróciło z Wilna archiwum. 

Wszystko to – wraz ze światem Radziwiłłów – zburzyć miał dopiero rok 1939.