Szczupła, krótkowłosa Manon w koronkowej halce i seksownym pasie do pończoch, Violetta w czerwonej minisukience i dwunastocentymetrowych szpilkach? Tak prezentuje się w kreacjach najsłynniejsza śpiewaczka operowa ostatnich lat Rosjanka Anna Netrebko. Mówią o niej: sopran stulecia. W ubiegłym roku trafiła na listę stu najbardziej wpływowych osób prestiżowego „Time” (nie licząc okładki „Playboya”). W jej ślady idzie cała generacja śpiewaczek operowych: Danielle De Niese paradująca w baby doll jako kultowa Poppea, Nino Machaidze, która w sierpniu oczarowała publiczność Salzburga. To było niezwykłe przedstawienie „Romea i Julii”. Jak stwierdziła Katia Ricciarelli, żyjemy w dobie pięknych, zmysłowych śpiewaczek. To właściwie modelki o urzekających głosach. Żegnajcie soprany z nadwagą! Wielu melomanów może już tylko usychać z tęsknoty za tęgawą Montserrat Caballe – niezapomnianą Toscą, wielką Mimi, wzruszającą Liu. A co powiedziałby Verdi o Traviacie w zabójczych szpilkach? Czy Pucciniemu podobałaby się Netrebko – Manon w zmysłowym dezabilu?

To właśnie z powodu tego kompozytora przyjechałam do Pizy, przechodzę obok Teatru im. Giuseppe Verdiego. To ważne miejsce w życiu Giacomo Pucciniego. Miał 18 lat, gdy przyszedł tu pieszo, czy jak chcą niektórzy – przybył na grzbiecie muła z oddalonej o 30 km rodzinnej Lukki, aby zobaczyć „Aidę”. Już po pierwszych taktach uświadomił sobie, co go naprawdę interesuje. Nie mógł mieć pewności, że spod jego pióra wyjdą najsłynniejsze opery wszech czasów, ale zdał sobie sprawę, że nie ma ochoty być kapelmistrzem w lukkańskiej katedrze, jak jego przodkowie i wujek Fortunato Magi, u którego jako chłopiec szkolił się w grze na organach i który, nawiasem mówiąc, uważał go za niezdyscyplinowanego i mało pojętnego ucznia.

TRZY PERŁY W DZIEWIĘĆ LAT


Jadę do Torre Del Lago – miejscowości, którą autor „Cyganerii” kochał nade wszystko. Boczne uliczki mają muzyczne nazwy: via Tosca, via Turandot, Butterfly. Po raz pierwszy Puccini przyjechał tu w 1886 roku z przyjaciółmi na polowanie. Rok później zamieszkał z towarzyszką swego życia Elwirą Bonturi. Poznali się w 1884 roku, dwa lata później mieszkali już razem. Elwira opuściła męża i syna, zabierając ze sobą najmłodszą córkę Foscę. Skandal był ogromny. Najpierw wynajmowali niewielkie mieszkanko, bo na więcej Puccini nie mógł sobie pozwolić. Był autorem jednoaktówki „Le Villi” (spolszczonej jako „Duchy”, „Rusałki” lub „Willidy”) oraz opery „Edgar”. Dopiero raczkował. To na wsi nad jeziorem zaczął pisać „Manon Lescaut”. Opera odznaczała się zawiłym librettem, jednak bardziej skomplikowane miały okazać się perypetie miłosne autora partytury. Pełne uznanie przyniosła mu skomponowana w 1895 roku „Cyganeria”. Trzy lata później skończył „Toscę”. Kolejny sukces. Triumfalnego marszu nie przerwało nawet lodowate przyjęcie „Madame Butterfly”. 17 lutego 1904 roku podczas premiery w mediolańskiej La Scali gwizdom nie było końca, ale po stosownych przeróbkach historia nieszczęsnej gejszy Cio-cio-san, która popełniła samobójstwo, gdy odkryła, że jej mąż, amerykański oficer marynarki, nigdy jej nie kochał, została w Teatro Grande w Brescii nagrodzona rzęsistymi oklaskami, na stałe wchodząc do operowego panteonu. W ciągu dziewięciu lat Puccini nie tylko stworzył swoje trzy największe dzieła, ale i dorobił się fortuny. Nikt przed nim nie zbił takiego majątku, zapisując papier nutowy.

MUZY KRÓLA PIĘCIOLINII