Asteroida za bardzo zbliżyła się do Słońca. Jej okruchy już wpadają w naszą atmosferę

Ziemia przelatuje przez materiał, który najpewniej odpadł od małej asteroidy regularnie podgrzewanej przez Słońce do skrajnych temperatur. Nie chodzi o widowiskowy rój z własną nazwą i corocznym kalendarzem obserwacji, tylko o znacznie subtelniejszy ślad: 282 meteory wyłowione z wielomilionowych baz danych przez Patricka Shobera. To z nich udało się zrekonstruować istnienie wcześniej niepotwierdzonego strumienia, powiązanego z obiektem schodzącym bardzo blisko Słońca – do około 0,22 jednostki astronomicznej.
fot. Global Meteor Network

fot. Global Meteor Network

Taki tor lotu oznacza środowisko, w którym skała nie ma lekko. Przy tak małym peryhelium powierzchnia obiektu nagrzewa się cyklicznie do temperatur zdolnych wywoływać silne naprężenia termiczne, pękanie materiału i stopniowe osypywanie się drobin. Autor pracy interpretuje nowy strumień właśnie jako produkt takiego procesu, a nie klasycznej aktywności kometarnej opartej na sublimacji lodów.

Trop prowadzi do atmosfery

Najciekawsza część tej pracy polega na metodzie. Źródłowego ciała nie złapano najpierw na zdjęciu i nie obserwowano, jak się sypie. Było odwrotnie: najpierw znaleziono ślady jego rozpadu w atmosferze Ziemi, a dopiero później zaczęto odtwarzać, co mogło je zostawić. To dochodzenie prowadzone z odłamków, nie z miejsca zdarzenia. Zespół korzystał z obserwacji meteorowych z kilku dużych sieci kamer działających w Kanadzie, Japonii, Kalifornii i Europie. Wśród milionów zarejestrowanych zjawisk wyodrębniono grupę o wspólnej geometrii orbitalnej. Dopiero ta zgodność pozwoliła uznać, że nie chodzi o przypadkowe pojedyncze meteory, tylko o rzeczywisty strumień powiązany z jednym typem źródła.

To podejście ma w sobie sporo elegancji. Teleskopy blisko Słońca widzą mało komfortowo: blask gwiazdy utrudnia dostrzeżenie niewielkich, ciemnych obiektów na ciasnych orbitach. Atmosfera Ziemi okazuje się więc rodzajem ekranu, na którym kosmiczny gruz podpisuje się sam. Każdy meteor jest krótkim, spalającym się dopiskiem do większej historii orbitalnej.

W pracy podkreślono, że meteoroidy należące do nowego strumienia nie wyglądają jak typowy materiał kometarny. Są umiarkowanie kruche, ale wyraźnie bardziej wytrzymałe niż klasyczny pył komet. To ważna wskazówka, bo sugeruje bardziej skaliste pochodzenie. To zbliża ten przypadek do Phaethona, czyli obiektu macierzystego Geminidów – jednego z najbardziej znanych przykładów ciała, które długo wymykało się prostym klasyfikacjom. Phaethon nie zachowuje się jak klasyczna kometa, a jednak zasila potężny strumień meteorów. Nowy wynik sugeruje, że podobnych obiektów może być więcej, tylko zwykle są trudniejsze do wykrycia i mniej medialne.

W praktyce oznacza to, że Układ Słoneczny ma więcej sposobów produkowania meteorów, niż przez lata wygodnie sobie opowiadaliśmy. Lód nie jest jedyną drogą do pyłu. Czasem wystarczy skała, bardzo ciasna orbita i wystarczająco dużo cykli nagrzewania oraz chłodzenia.

Ziemia już przez to przechodzi

To nie jest scenariusz na przyszłość. Ziemia już przecina ten strumień, skoro dało się go wykryć w danych meteorowych. Mówimy o drobnych cząstkach, nie o zagrożeniu uderzeniem dużego obiektu. Skala jest ważna: to bardziej pył po kosmicznym ścieraniu niż “deszcz asteroid”. Ale właśnie drobiny bywają najcenniejsze naukowo. Duża planetoida jest łatwa do pokazania na grafice. Pył jest trudniejszy do opowiedzenia, ale za to znakomicie zapisuje historię źródła: jego orbitę, charakter materiału, a czasem nawet sposób rozpadu. W tym sensie meteory działają trochę jak szczątki z miejsca katastrofy rozsiane na ogromnym obszarze – małe, ale pełne informacji.

fot. NASA/Goddard/University of Arizona/Lockheed Martin

To również ważna wiadomość dla badań populacji obiektów bliskich Słońcu. Ciała na takich orbitach są trudne do obserwacji klasycznymi metodami, więc strumienie meteorowe mogą zdradzać ich obecność wcześniej, niż zrobią to bezpośrednie obserwacje teleskopowe. Sama praca wskazuje, że przyszła misja NASA NEO Surveyor, planowana na 2027 rok, może być szczególnie przydatna w tropieniu takich ukrytych obiektów.

Ten temat dobrze pokazuje, jak mylące potrafi być nasze przywiązanie do porządnych etykiet. Asteroida miała być sucha i spokojna. Kometa – aktywna i pyląca. Tymczasem rzeczywistość znowu wybiera wersję pośrednią: skaliste ciało, które pod wpływem temperatury zaczyna zachowywać się dynamiczniej, niż wypadałoby według szkolnego podziału.

Źródło: Phys

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.